Listy do księdza

Listy do księdza

Fot. © Klara Viskova - Fotolia.com
Fot. © Klara Viskova – Fotolia.com

 

18.09.2016

Dzień dobry,

chciałem Panu napisać, że zaciekł obrona pedofila, którą Pan podejmuje to zwyczajna podłość i nikczemność. Dziwię się, że jako osoba deklarująca chęć naśladowania Chrystusa na ziemi oraz wypełniania chrześcijańskich nakazów wiary swoim zachowaniem podsyca Pan najgorsze ludzkie instynkty i karmi nienawiść.

Nie ma Pan absolutnie żadnych podstaw do tego żeby kwestionować moje – i wielu innych ofiar – oskarżenia kierowane pod adresem K……. i relacje z doświadczeń z nim.

Jedyne co Pan może to opisać własne z nim doświadczenia – ale trzeba być ślepym i niemądrym żeby nie rozumieć, że Pana własne z nim doświadczenia nic nie mówią o doświadczeniach moich i innych wykorzystanych przez niego osób.

Przede wszystkim jednak wyjątkową podłością jest zabieg, który Pan próbuje stosować budując przeświadczenia jakoby ujawnienie przeze mnie prawdy o K……. było atakiem na wiarę katolicką, wiernych kościoła i koniakowską tradycje. Trzeba być naprawdę podłym człowiekiem żeby Pisać takie rzeczy siejąc nienawiść. Przynosi to Panu wstyd i plami Pan sumienie.

Osobiście poproszę biskupa o to żeby po zakończeniu procesu K…… – co do jego wyniku nie mam żadnych wątpliwości – zwrócił się do Pana i zażądał właściwej reakcji i odniesienia się do gorliwej obrony pedofila, którą Pan obecnie podejmuje. Wierzę, że znajdzie Pan w sobie choć tyle przyzwoitości, że mieć odwagę i przeprosić za własną nikczemność.

z należnymi wyrazami,
Krystian Legierski.

 

Odpowiedź:

Szanowny Panie
Dziękuję bardzo, że był Pan łaskaw przypomnieć mi, księdzu, czym wg Pana powinien kierować się ksiądz. Mam więc nadzieję, że w ramach mojej grzecznej odpowiedzi uzna Pan za wyraz należnego szacunku, że pozwolę sobie zrewanżować się przypomnieniem, czym powinien kierować się prawnik, którym Pan jest.
Myślę, że to znany Panu tekst i prosty w zrozumieniu dla każdego obywatela, wszak pochodzi z Konstytucji Najjaśniejszej Rzeczypospolitej i obowiązuje nas wszystkich, bez względu na dzielące nas różnice:
Art. 42.
  1. Odpowiedzialności karnej podlega ten tylko, kto dopuścił się czynu zabronionego pod groźbą kary przez ustawę obowiązującą w czasie jego popełnienia. Zasada ta nie stoi na przeszkodzie ukaraniu za czyn, który w czasie jego popełnienia stanowił przestępstwo w myśl prawa międzynarodowego.
  2. Każdy, przeciw komu prowadzone jest postępowanie karne, ma prawo do obrony we wszystkich stadiach postępowania. Może on w szczególności wybrać obrońcę lub na zasadach określonych w ustawie korzystać z obrońcy z urzędu.
  3. Każdego uważa się za niewinnego, dopóki jego wina nie zostanie stwierdzona prawomocnym wyrokiem sądu.
——————————————————————————————
Przekleństwo, czy błogosławieństwo?

Nigdy wcześniej nie myślałam że można poczuć nicość, myślę że osoby które przeżyły, lub przezywają tą chorobę, lub inną z rodziny tych chorób, wiedzą co czułam. Moje uczucia były głębokie, ale zarazem puste, głęboki ból i puste serce, które już nie bije tak jak kiedyś, które nie chce bić.

Najtrudniejszym momentem w tym wszystkim, było dla mnie ujawnienie tego światu. Chwila z którą uświadomiłam sobie że mogę zagrażać swojemu życiu, nie chcę mówić że zagrażałam sobie, ponieważ ja jako osoba, chciałam umrzeć, ale nie chciałam żeby moja rodzina cierpiała z powodu mojej śmierci. Zdecydowałam się na to by pójść do lekarza, więc musiałam powiedzieć mamie, to było przerażające dla mnie, nie miałam pojęcia jak powiedzieć kobiecie, która tak bardzo kocha swoje dziecko, że ono pragnie swojej śmierci. Gdy weszłyśmy w końcu do gabinetu po paru godzinach czekania, usiadłyśmy i psychiatra zaczął zadawać różne pytania mamie, odpowiadała, a ja czułam jakby opowiadała o zupełnie kimś innym. Czułam się jakby w ogóle mnie nie znała. Po wyjściu mamy z gabinetu kolej była na mnie, nie wiedziałam zupełnie jak zacząć, lecz już po paru pytaniach było wszystko, dla lekarza jasne. Stało się, mama usłyszała diagnozę o depresji, o moich lękach, o mojej niskiej samoocenie, o tym, że myślę o samobójstwie.

Niby wszystko miało być dobrze, niby miała nastąpić poprawa, miałam się dobrze czuć i wyzdrowieć, lecz droga do tego okazała się o wiele cięższa i dłuższa niż przypuszczałam. Szczególnie stawała się trudna, gdy nie byłam wstanie wyobrazić sobie jak mogę jutro znów wstać, nie chciałam żebym zaczął się kolejny dzień chciałam zostać w swoim łóżku, słuchając kolejnej płyty, gapiąc się w sufit, myśląc o tym by czas w końcu przestał istnieć, a ja razem z nim. Ludzie często myślą, że osoby z tą przypadłością są samolubne, myślą o tym tylko jak one cierpią, co jest zupełną nieprawdą, nie myślą o swoim szczęściu tylko o innych, nie chcą nikogo zranić, a szczególnie tych, których kochają, dlatego często nie wiedzą bliscy o chorobie. Ludzie potrafią ją ukrywać, tak jak ja to robię do tej pory, może nigdy się tego nie dowiecie, a siedziałam obok kogoś z was w ławce. My potrafimy nosić maski, przez które nic nie widać.

Tak naprawdę poczucie nicości jest niczym innym jak walką, którą trzeba stoczyć, jeśli nie przejdziesz przez to nigdy się nie dowiesz, co tak naprawdę znaczy „pragnąć śmierci”. Ta walka często jest przegrana, dlatego jest tak wielu, którzy z niewiadomych przyczyn odebrali sobie życie. Ja walczę silnie, teraz wiem, że potrafię to zrobić, że mogę przezwyciężyć samego diabła który stoi nad moim uchem i szepce, jak bardzo jestem beznadziejna. Bo właśnie to jest walka z nim, dla wielu przegrana, bo nie było z nimi tego, Który śmierć pokonał. Ja doświadczyłam jego miłości, bardzo czule i namacalnie, wiem, że to On pociągnął moją ręką, która sięgała po tabletki, które miały mnie uśmiercić. Piszę o tym nie dla siebie, ani dla nikogo innego, tylko dla chwały Bożej. Bo Jedyną Prawdą jest Chrystus. Ten, który wisiał na krzyżu, za mnie żebym ja nie musiała umierać, to On chcę mojego szczęścia. Jedynym moim nieszczęściem jest ta niewola uciekania w mój świat, który wydaje mi się najlepszym, bo nie muszę w nim mieć żadnych relacji, nic w nim mnie nie krzywdzi, lecz jak napisałam to stan nicości, bo mimo że nie cierpię, to nie mogę być również szczęśliwa, więc przez to jestem w pustce czyli tak naprawdę w cierpieniu. Wracam do punktu wyjścia, bo to w drugim człowieku jest szczęście, bo w nim jest Chrystus, pełnia. Tylko przez odpuszczenie swojej racji i budowaniu relacji z innymi właśnie na Jedynej Prawdzie, możemy być tylko szczęśliwi. Pamiętając również o tym, że to do czego dążymy jest Niebo życie z Nim, właśnie taki sens jest trwania tutaj by później przebywać z Nim, który nie widzi w Tobie nic obrzydliwego, nie widzi tego co ty w sobie nie akceptujesz.

Gdybym nie przeszła przez to doświadczenie właśnie z Bogiem, nie byłoby mnie. Przeszłam z Nim za rękę i teraz wiem, że ta historia jest naprawdę błogosławiona, nie tylko moja, Twoja też. Każdego z nas! Bo on ją błogosławi, jeśli Go słuchasz i mu zaufasz. Gdyby nie to, nie wiedziałabym jak wielką wartość ma życie. Dar, który nam podarował Pan.

………………………….

—————————————————————————————————————————-

Bardzo młode dzieci o bardzo poważnym problemie

Dziś niestety widzimy młodych ludzi, nastolatków, którzy słuchają bardzo głośno muzyki w autobusach, używają przekleństw w każdej wypowiedzi, bez skrępowania palą w miejscach publicznych.

Ostatnio w naszej szkole przeprowadziłam prywatną ankietę, czytaj dalej->

——————————————————————————————————————————-

Damian – refleksje o kolędzie

Tak czytam niektóre historie z życia księży, którzy chodzą po kolędzie… Fajnie że są tacy ludzie! Naprawdę bardzo mega! Ale aż ściska mnie na myśl jaką ja miałem kolędę… Przyszedł do mnie pewnie dość młody (pod 30-stkę) ksiądz. Nowy u mnie na parafii. Myslałem że jakoś pogadamy, cokowiek. A skąd! Wszedł, rozglądnął się i pyta: gdzie krzyż? Hmm, myślę co mu odpowiedzieć mówię po prostu: nie ma. No co miałem innego. Jak nie było, to nie było. Po czym pomodlił się, nie usiadł nawet. Zaproponowałem mu jakąś herbate, cokowiek, nie chciał. No trudno. Mówił że się „śpieszy” Nie wiem może ja nie rozumiem całej tej ideii kolędowania, ale chyba powinno być tak, że usiądzie, chociaż chwile pogada a nie 2 minuty i idzie sobie. Już miał wychodzić, cofnął się i wjechał z tekstem miażdżącym cały ten czas! Z jego ust padło pytanie: gdzie koperta? A ja takie pozdro w jego strone… Mówię mu nie ma, nie mam kasy, a on się krzywo spojrzał i: aha. I wyszedł. No to pozdrawiam go. Zero jakiegoś wyczucia, zero przyzwoitości. Rozumiem – śpiszył się, miał innych do odwiedzenia, ale ten tekst… No po prostu… NIe mam słów. Jak się nie podoba to nara ban, przecież chyba dobrze że wgl chciałem żeby przyszedł na kolędę. Nie chodzi już mi nawet o to, że nie miał czasu, ale żeby jeszcze pytać o kopertę… No sorry. Jak sie nie podoba to nara!! Ja chciałem dobrze…Jak widać on nie za bardzo. To smutne. Taki szok! A jeszcze się pyta czemu mu się nie kłaniam jak idę ulicą i go widze.. Widziałem go raptem hmm 3 razy może w kościele i od razu mam się kłaniać? No sorry ale nie. A teraz (…) że się z nim przywitam. A potem ludzie dziwią się, że młodziez nie chodzi do kościoła, nie ma szacunku do księży. Ja rozumiem, wszyscy tacy nie są, ale jaki on daje przykład? No jaki? No żaden!!!

——————————————————————————————————————————–

Damian – List o marzeniach…

Tak właściwie to ja mam kilka marzeń, niekoniecznie do spełnienia. Niektóre są tak przyziemne, lecz tak trudne do zrealizowania np. wybaczyć ojcu… To jest takie hmmm „do zrobienia” niekoniecznie od zaraz. Lecz takie pragnienie mam. Tak po prostu. Zwyczajnie go przytulić powiedzieć „wybaczam Ci, mimo wszystko co zrobiłeś – kocham Cię…” To jest jedno marzenia…takie… z „wyższych sfer” Kolejne… wrócić do czasów gdzie byłem razem z mamą i ojciec, tam gdzie byliśmy zwyczajną rodziną, zwyczajnie uśmiechnięci…zwyczajnie razem. Wiem że to to co się stało to się nie odstanie. Śmierć mamy, różne inne sytuacje z mojego życia, ale mam nadzieję, że nachodzący rok 2014 przyniesie wiele dobrego. Chociażby wybaczenie ojcu.

„Marzę o cofnięciu czasu. Chciałbym wrócić na pewne rozstaje dróg w swoim życiu, jeszcze raz przeczytać uważnie napisy na drogowskazach i pójść w innym kierunku.” Marzę właśnie aby wróciły czasy, gdzie podejmowałem bardzo pochopne decyzje, które teraz biją na moją przyszłość… Tam gdzie powinienem powiedzieć „nie” powiedziałem „tak” do dziś nosze w sobie takie… hmmm rozczarowanie? gniew? Sam nie wiem jak to nazwać…
Ostatnie marzenia – marzę by być po prostu szczęśliwy i abym poczuł że jestem kochany. Tylko tego mi potrzeba. Prawdziwego szczęścia, nie wypisanego na kartce, czy na Facebooku, tylko takiego prawdziwego szczerego szczęścia.

Damian

——————————————————————————————————————————

Publikuję kolejny mail od Damiana. Tym razem z jego przemyśleniami, poświęconymi matce.

Damian – List do Matki

Fot. © corocota – Fotolia.com

Mamo. Dziękuję, że znów mogłem Cię zobaczyć pod osłoną nocy taką jak zawsze, taką jaką Cię pamiętam. Stałaś przy mnie i z tą bezwarunkową miłością przytuliłaś mnie jak parę lat temu dużo mniejszego mnie. Dałaś mi spokój i bezpieczeństwo, którego na ten czas brak mi bardziej niż jakiegokolwiek nałogu. Chłonąłem jak gąbka emanujący spokój i pewność z Twoich ramion. Wtedy odsunęłaś się kawałek, nawet na chwilę nie przestawałem czuć Twojego dotyku i oddechu, który uspokajał moje serce. Zaczęłaś mówić ze łzami w oczach, że jesteś tak cholernie dumna że mnie, za tą ogromną walkę o życie, mimo, że ciosy ciągle są silniejsze. Powtarzałaś, że teraz już będzie dobrze, żebym szedł tą krętą ścieżką, a Ona będzie prowadzić mnie za rękę po niej. Upewniłaś mnie po raz kolejny, że będziesz dalej przytrzymywać mnie, gdy przewracam się czy to przez drobiazg, rozwiązaną sznurówkę czy inny dramatyczny fakt. Wyciągnęłaś do mnie dłoń, a ja jak zaczarowany podałem swoją i poczułem napływającą siłę do krwi. Poczułem, że jestem zdolny do wszystkiego. Że choćby paliły wszystkie rany, na które ludzie by ciągle wysypywali tony soli, ja z uśmiechem będę szedł w przód. Wiem, że nigdy, ale to przenigdy nie poddam się, będę szedł po czystym ogniu gołymi stopami, będę wspinał się na góry każdego dnia i czekał na zjazd z górki i na widok Twojego uśmiechu i łez, łez szczęścia i dumy ze swojego syna. Czekaj na mnie ponad gwiazdami. Twój rycerz walczy i w końcu wróci z wojny – wygrany, nigdy przegrany, bym dostrzegł w Twoich oczach, że się nie zawiodłaś.

Damian

Odp.

Damianie

walcz! Walcz Młody Rycerzu, bo Twoja matka, Tam z Góry, sponad gwiazd trwa przy Tym, który jest Miłością. Wyprasza Ci łaskę powrotu do Źródła Miłości, abyś pokonał ludzkie słabości i grzech,  wygrywając ostatecznie Twój Bój Życia, choć tu, po drodze, może zdarzyć się jeszcze niejedna życiowa porażka. Jeszcze nie raz, możesz doświadczyć goryczy klęski, wszak prawdziwe zwycięstwo wymaga wielu bitew, ofiary i poświęcenia. Zwłaszcza, gdy na sercu nosi się tyle blizn, będących śladami po ranach zadanych przez wroga rodzaju ludzkiego.

Walcz z całych sił i nie ustawaj, bo kiedyś po latach, gdy nadejdzie dzień, w którym stoczysz swoją Ostatnią Bitwę Życia, być może Najwyższy pozwoli jej, aby wybiegła po Ciebie, po same bramy raju, aby objęła Cię swymi matczynymi rękami, przytuliła, tak jak potrafi przytulić tylko matka i bez zbędnych słów powiedziała tylko: „Synku, dobrze że jesteś! Tak bardzo martwiłam się o Ciebie, ale teraz mamy dla siebie całą wieczność…”

Z modlitewną pamięcią

ks. Mirosław Matuszny

 ————————————————————————————————————————————-

Mail od Damiana
Znieczulica

Szedłem i mijał mnie tłum ludzi i moim oczom ukazała się starsza pani, która miała ogromnie skrzywiony kręgosłup, aż przypominała literę ‚l’ albo ‚u’ Widać było, że ciężar życia ją tak wygiął po tej doświadczonej twarzy, po tym, że podtrzymywała się jedną dłonią laskę, bo nie potrafiła iść, ciągnęła za sobą trzy torby, nikt się nie zatrzymał, N I K T bo przeciez Czytaj dalej →

 

 

 

———————————————————————————————————————————-

Mail od Bartosza

Dlaczego miłość Boga jest tak ważna?

BartoszCzłowiek sam w sobie jest niczym. Sam nie potrafi niczego dokonać nawet, jeżeli ma szlachetny cel. Potrzebuje on wsparcia rodziny i przyjaciół. To oni podnoszą go na duchu, gdy ma moment rezygnacji i tak długo jak mu pomagają może osiągnąć praktycznie wszystko, bowiem w zawsze będzie czekało na niego słowo pocieszenia w strapieniu i pomoc, gdy zwątpi w sens chrześcijańskiego przesłania. Jednak czasem bywa tak, że człowiek załamie się w momencie, gdy nie ma przy sobie nikogo bliskiego. Co wtedy się dzieje? Czytaj dalej →

 

 

Udostępnij...