Szaleństwa młodości

Szaleństwa młodości, to kolejny serwis udostępniony na moim blogu ludziom młodym i redagowany przez ludzi młodych. Zainteresowania, sport, osobliwe hobby – to wszystko często sprawia, że młodość staje się niepowtarzalnym przeżyciem, przygodą, którą kiedyś będzie się wspominać i o niej opowiadać. Zapraszam

Marcin

łuska pepeszaChłodny, styczniowy poranek okazał się wspaniałym rozpoczęciem dnia, o którym warto wspomnieć. Podczas przechadzki na pobliski przystanek autobusowy razem z bratem znalazłem bardzo interesującą rzecz. Oczywiście oboje mieliśmy tak zwanego „farta”, chociaż, prawdę mówiąc, była to nie tylko nasza zasługa.

Otóż, żeby minąć kobietę idącą chodnikiem, musieliśmy przejść przez błotnisty trawnik. W pewnym momencie niespodziewanie uderzyłem w coś butem. Przedmiot wyleciał na chodnik. Nikt by nie pomyślał, że w takim miejscu może coś takiego leżeć. A mianowicie? Nie wierzyłem własnym oczom, ale była to łuska kalibru 7,62×25 stosowana w pistoletach maszynowych ppsz, czyli tzw. pepeszach oraz do pistoletu krótkiego (Tokarieva). Wyglądała jakby leżała tam sporo czasu – była lekko przysypana ziemią.

Zadałem sobie pytanie: czy naprawdę mam takie szczęście? Czy może to przypadek? Byłem tak ucieszony, że przez całe popołudnie myślałem tylko o tym. Codziennie tą drogą przechodzą setki ludzi, o niczym nie wiedząc. Dlaczego akurat trafiło na mnie? Na 6mld ludzi odkryłem to właśnie ja. Może to po prostu zbieg okoliczności? Nie mnie to oceniać.

Łuska została wyczyszczona i zakonserwowana, więc jej wygląd jest zadawalający – jak z fabryki. Teraz, gdy znalazła się w moim posiadaniu, stoi w widocznym miejscu, abym, gdy na nią spojrzę, mógł powspominać dawne czasy. To przepiękna pamiątka, która być może zostanie przekazana kolejnemu pokoleniu, aby pokazać mu część historii.

Zastanawia mnie jeszcze jedna kwestia. Na łusce znajduje się bicie z ’69. roku, a to oznacza, że jest ona powojenna. Pytanie: skąd się wzięła na tym trawniku? Można tylko przypuszczać, ale jaka jest jej dokładna historia, pozostanie już tylko zagadką….

Kliknij tutaj aby przejść do dział historycznego i przeczytać inne wpisy Marcina

Andżelika

AndżelikaNazywam się Andżelika , teraz mam 16 lat.

Kiedy to wszystko się zaczęło byłam w 1 kl. gimnazjum. Razem z przyjaciółką Kingą uczęszczałyśmy na lekcje religii. Miałyśmy fajnego księdza Adama Buczyńskiego (mówię o nim ponieważ to dzięki niemu wszystko się zaczęło ). Na jednej z lekcji religii ksiądz zapytał kto chce iść postrzelać. Zgłosiła się połowa klasy w tym ja i moja przyjaciółka Kinia. Na drugi dzień mieliśmy się spotkać pod kościołem. Oczywiście wszyscy pomyśleliśmy że pogramy w paintballa koło kościoła na alejkach. Gdy następnego dnia przyszłyśmy pod kościół niebyło nikogo z naszej klasy tyko 3 chłopców z naszej szkoły. Zaczęłyśmy się martwic ze jak my pogramy w 5 osób . Dzwoniliśmy do znajomych ale nikt nie chciał przyjść. Gdy dotarliśmy na miejsce byliśmy zaskoczeni bo nasz ksiądz zaprowadził nas na prawdziwą strzelnice . Na miejscu każdy z nas wypełnił formularz i postrzelał z karabinku pneumatycznego. Bawiłam się świetnie, nawet próbowaliśmy namówić księdza żeby z nami postrzelał ale się nie udało. Gdy wróciłam do domu o wszystkim powiedziałam rodzicom. To miał być koniec mojej przygody ale niespodziewanie następnego dnia moja mama dostała telefon że chcą mnie trenować na zawodniczkę. Od tamtej pory trenuję strzelectwo mam kilka osiągnięć i jestem bardzo wdzięczna księdzu Adamowi że mnie tam zabrał (bo mimo to że od tylu lat mieszkałam na Tatarach nie miałam pojęcia że jest tu strzelnica).

Ps: Bywa różnie raz lepiej, raz gorzej ale fajnie że mam nowych znajomych i nowe możliwości.

Paweł

Paweł

 

WOLONTARIAT
 To wszystko zaczęło się w sumie zwyczajnie, ksiądz mówi klasie o wyjeździe do Kiełczewic, niby wolontariat, ale chyba większość osób wzięła to jak możliwość kolejnego dnia w gronie kolegów z klasy, więc oczywiście na 50 miejsce ok. 15 zajęła nasza klasa. Był to wyjazd do Domu Pomocy Społecznej w Kiełczewicach, dopiero potem dowiedziałem się, że takie wyjazdy są organizowane średnio 8-9 razy w roku szkolnym, a i osoby z tego ośrodka przyjeżdżają raz w roku do nas, ale o tym może kiedy indziej. W momencie gdy tam jechałem nie myślałem o pomocy, o tym, że może właśnie zmieniam swoje życie, a rozmawiałem na luzie ze znajomymi i chciałem po prostu przyjemnie spędzić czas. Gdy tam weszliśmy to starsi, którzy już byli tu któryś raz z kolei wiedzieli co robić i jak pomóc, a my którzy byliśmy tam pierwszy, raz po prostu staliśmy jak kołki i nie wiedzieliśmy co ze sobą począć. Moment gdy zobaczyłem te wszystkie niepełnosprawne osoby, po prostu nie wiedziałem co ze sobą zrobić, w pierwszym momencie chciałem uciec gdzieś w kąt, jak najdalej i się schować do końca wyjazdu, ale w momencie, gdy zobaczyłem jak moi znajomi pomagają, w końcu się przełamałem i zapytałem co mam robić, ktoś mi coś odpowiedziałem i tak to się w sumie zaczęło.
Teraz do DPS’u jeżdżę regularnie i staram się pomagać jak tylko mogę, ponieważ się w to bardzo wciągnąłem i dla mnie 20 zł na wyjazd i jeden dzień w miesiącu, to naprawdę nie wiele, natomiast dla tych osób to jakaś odmiana, to chwila radości, to kolejny powód do uśmiechu. Jeżdżę tam, bo lubię pomagać i cieszę się, że ktoś może być przeze mnie uszczęśliwiony tylko przez to, że przy nim jestem. Tym osobom wystarczy chwila obecności z nimi, rozmowa, pochwalenie ich nowej bluzki, butów czy jakiejś bransoletki albo chwila potrzymania za rękę i 5-minutowy spacer, to naprawdę nie wiele, a nawet nic w morzu całego długie życia, czasem zbyt szybkiego życia. Pamiętam jeden wyjazd na który szczególnie czekałem, czekałem bo chciałem uciec od codzienności, zatrzymać się na chwilę, odejść od swoich codziennych spraw i trosk i oddać się w pełni tym, którym mogę dać coś od siebie, nie oczekując nic w zamian. Naprawdę lubię to robić, uwielbiam tam jeździć i moje serce otwiera się bardzo szeroko w momencie gdy widzę ich uśmiech, bo wtedy wiem, że to kolejne kilka godzin przez które będę pomagał i dawał innym radość. Wszyscy znajdźmy chwilę na pomoc innym, bo my też kiedyś możemy jej potrzebować, bądźmy wolontariuszami, na tyle, na ile mamy możliwość 😉
Udostępnij...

Jedno przemyślenie nt. „Szaleństwa młodości

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Oblicz: * Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.