Miesięczne archiwum: marzec 2014

Słowo przeciwko słowu

Young man making good or bad choice isolated on white background
Fot. ? gigra – Fotolia.com

Ile warte jest słowo? Ludzkie słowo? Jeśli nie mamy do czynienia z kłamcą, słowo powinno wystarczyć, aby uwiarygodnić to, co ktoś stara się powiedzieć. Niestety, ponieważ nazwanie kogokolwiek kłamcą, obnaża prawdziwe oblicze rozmówcy, ludzie pokochali eufemizmy, mające dać do zrozumienia, że nie traktujemy do końca serio tego, co ktoś mówi obecnie, ale przy tym nie negujemy jego prawa do poważnego traktowania jego i tego co mówi w przyszłości.

Tak, ludzie bardzo pokochali eufemizmy. Jednym z nich jest „mijanie się z prawdą”. Zwłaszcza ludzie parający się polityką, nomen omen nazywaną „troską o dobro wspólne” upodobali sobie ten eufemizm. Jak wygląda jego użycie w praktyce? Wystarczy przy okazji jakichkolwiek wyborów zachować na pamiątkę to, co politycy sami wypisują w swoich programach wyborczych, a następnie po czterech latach skonfrontować to z rzeczywistością, aby zobaczyć ile warte są słowa niektórych ludzi.

Jeśli jesteśmy już przy tym zakazanym dla duchownych temacie, czyli polityce, warto przyjrzeć się jak wygląda ona w skali międzynarodowej. Zwłaszcza, że od tak wielu rodzimych sług dobra wspólnego różnych opcji słyszymy, że to nie jest rok 1939, Europa się zmieniła, a my jesteśmy teraz (znów?) po tej jedynej właściwej stronie i krzywdy nikt nie pozwoli nam zrobić, bo gdyby spróbował, to ….? No właśnie co?

Oto za moich seminaryjnych czasów dyskutowaliśmy nieraz z kolegami z kościoła grekokatolickiego na Ukrainie, na aktualne tematy. Akurat rozpadł się Związek Radziecki, a jak to się pięknie mówi (kolejny eufemizm) Stany Zjednoczone i Wspólnota Międzynarodowa zaczęła naciskać na Ukrainę, aby pozbyła się rozmieszczonej na swoim terytorium broni nuklearnej. Rosja wydawała się wówczas ostoją stabilności i przewidywalności na rubieżach, a raczej na ruinach dawnego Związku Sowieckiego. Obiecano więc, (dano słowo, i to na piśmie) Ukrainie, że jeśli oddadzą rakiety, Stany Zjednoczone, Rosja i Zjednoczone Królestwo staną się gwarantami ich bezpieczeństwa i nienaruszalności granic. Ów pakt nazwany memorandum budapesztańskim zawarty w 1994 roku miał być kamieniem milowym w budowaniu świata bardziej bezpiecznego, pozbawionego śmiercionośnej broni. I oto kiedy Zwycięzca  XXI wieku ogłasza dumnie oderwanie od Ukrainy Krymu, wiceprezydent USA w Polsce, powtarza, że Polska, jako członek NATO ma …gwarancje bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych i ich sojuszników. Zaiste, śmieć się czy płakać? Albo lepiej zapytać, komu zablokują konto w banku, kiedy Nowa Tysiącletnia Rzesza zechce rozszerzyć strefę swoich działań na wszystkie prastare ziemie słowiańskie?

Jak świat światem wojny były, są i będą. Jednak zgodnie ze słowami Pana, aby zapanował pokój na świecie, musi najpierw zapanować w naszych sercach. I to nie pokój, w którym „mijanie się z prawdą”, to co innego niż kłamstwo. Musi zapanować pokój Chrystusowy, nie taki jak daje świat.  W Ewangelii zaś nie ma rozróżnienia na słowo dawane przez polityka, dyplomatę, czy zwykłego człowieka. „Niech wasza mowa będzie „tak – tak”, „nie – nie”. Co nadto jest, od złego pochodzi…”. Jeśli więc człowiek, chce pozostać człowiekiem, musi ukochać prawdę. Nie może chować się w cieniu przed jej blaskiem. Jeśli nie zrobi tego będąc dzieckiem, ciężko będzie o prawdomównego młodzieńca. Jeśli nie zwiąże się z prawdą na całe życie, jak w małżeństwie „na dobre i złe” będąc zwykłym zjadaczem chleba, nie zrobi tego także będąc prezydentem Federacji Rosyjskiej, ani wiceprezydentem Stanów Zjednoczonych. Ten zaś, kto ufność pokłada w kłamcach, prawdziwie zasługuje na miano głupca. Tyle w temacie 🙂

Smutny wolontariusz?

W życiu każdego młodego człowieka nadchodzi moment, w którym musi odpowiedzieć sobie na pytanie „Co dalej? Co chce robić w życiu?”. Moja odpowiedź jest prosta: chcę pomagać innym. Chyba tylko relacja z ludźmi może dać nam radość i spełnienie siebie, jak nic innego. Bo, czy ktokolwiek widział kiedyś smutnego wolontariusza? Ich uśmiechnięte twarze i serce otwarte na pomoc, zachęcają nas do życia. Tacy właśnie są wolontariusze Caritas – otwarci, uśmiechnięci i chętni do pomocy.

Do Caritas Archidiecezji Lubelskiej trafiłam przez dwie koleżanki. Skierowały mnie do Asi, która opiekuje się grupą wolontariuszy. Spotkanie z nią wywołało na mojej twarzy uśmiech, który towarzyszył mi do końca dnia. Obudziła ona we mnie jeszcze większą chęć pomocy, pokazując jak Caritas wygląda od wewnątrz. Tak naprawdę to nie jest tylko pomaganie, ale również wspólne spędzanie czasu, poznawanie nowych ludzi i nabywanie doświadczenia. Przez to wolontariat w Caritas staje się jeszcze bardziej wyjątkowy.

wolo

Tak właśnie o wolontariacie w CAL napisała Monika Pasicka, a jej słowa sprawiły, że jeszcze bardziej uwierzyłam, że to, co robimy ma wielki sens, że jest dobre. Jeśli chciałbyś poczuć to, co Monika, jeśli chciałbyś poznać młodych ludzi, którzy tak jak Ty lubią się śmiać, rozwijać, działać i zmieniać świat – dołącz do nas. Napisz na j.skolimowska@caritas.pl, czekamy na Ciebie! 🙂

Znów budujemy Kilometry dobra!

Marzec rozpoczęliśmy inauguracją kampanii ?Kilometry dobra?, polegającej na zbiórce złotówek i układaniu ich w metrowe ciągi. Uzbierane w ten sposób pieniądze trafiają na konto Funduszu „Caritas Dzieciom”, co pozwala na zakupienie wyprawek szkolnych, ufundowanie wyjazdów wakacyjnych oraz innych potrzebnych rzeczy dla dzieci z uboższych rodzin.

1899263_541826462599206_1933913882_o

 

Akcja odbyła się 1 marca (sobota) w Centrum Handlowym Olimp. Nie dało się przejść obojętnie obok nas – wolontariuszy, bo staraliśmy się ze wszystkich sił, aby zwrócić uwagę ludzi i zachęcić ich do wsparcia tego przedsięwzięcia. Wspomóc kampanię można było dzięki przekazaniu dowolnej kwoty w nominałach jednozłotowych. Jeśli ktoś nie posiadał takich monet, można je było rozmienić w ?żywej rozmieniarce? (Dawid i ja spędziliśmy w niej chyba najwięcej czasu).

1064701_541825972599255_1079805279_o

 

Przekazanie pieniędzy wolontariuszom mogło odbyć się na wiele sposobów. Pierwszym i najprostszym było wrzucenie ich do puszki. Kolejną opcją było bardzo aktywne włączenie się w akcje i przyklejanie złotówek do taśmy, na których układało się ciąg 44 monet (dających razem metr długości).

1781537_541826225932563_486701557_o

 

Najwięcej frajdy dawało jednak wrzucanie pieniędzy do ?żywej skarbony?, która za jedną złotówkę poruszała się jeden krok do przodu.

1960874_541825532599299_657537790_o

 

Jednego dnia udało nam się zebrać 205 m, co daje 9023,30 złotych!

Wszystkim darczyńcom serdecznie dziękujemy i zapraszamy do dalszego wspierania akcji. Finał „Kilometrów Dobra” próby pobicia rekordu planowane jest na 1 czerwca, do tego czasu mamy nadzieję, że uda na się zebrać jeszcze więcej pieniędzy, aby na twarzach dzieci zagościł uśmiech.

 

Autorką wpisu jest Patrycja Waleszkiewicz

1780015_617162501672869_1923878402_o

 

„Zerwijcie kajdany zła”

Barbelés et liberté 2Tegoroczny Wielki Post zaczynamy od szczególnych rekolekcji. To bieżące wydarzenia, które skłaniają do refleksji, stawiają nam szczególnie ważne pytanie o cenę wolności. Skąd biorą się ludzie – szaleńcy, którzy gotowi są najechać obcy kraj, szantażować wojną i posługiwać się retoryką poprzedzającą wybuch drugiej wojny światowej?

Zanim spróbujemy odpowiedzieć sobie na te pytania, odwróćmy na chwilę sytuację i postawmy pytanie: ilu ludzi na co dzień, gdyby tylko bezkarnie mogło, zabiłoby bliźniego, zagarnęło jego majątek i tłumaczyło się przy tym najszlachetniejszymi pobudkami? Ile razy zwykły człowiek utopiłby drugiego w przysłowiowej „łyżce wody”, kiedy ten nie zgadza się z jego poglądami, chce się przyjaźnić się z ludźmi, których tamten nie lubi, lub zwyczajnie, dla zasady, aby pokazać że może?

Odpowiedź nasuwa się sama, teraz tylko wystarczy odpowiednio zmienić skalę, wyobrazić sobie, że każdy taki człowiek, który postępuje tak, jak gdyby był właścicielem innego człowieka, zyskuje możliwości, jakie ma Władimir Władimirowicz, jest pewien bezradności reszty świata, jak wyżej wspomniany, i wie, że najgorsze, co może go spotkać, to pogrożenie palcem przez ludzi, którymi szczerze gardzi. Teraz już wiemy, skąd biorą się wojny i dlaczego w cywilizowanym świecie co rusz znajdują się ludzie, którym marzy się zajęcie  miejsca Pana Boga i urządzenia świata po swojemu.

Kluczem do zrozumienia ludzkiego serca jest to, co się w nim znajduje. „Miłość czy nienawiść? Miłość Boga posunięta aż do wzgardzenia sobą, czy też miłość siebie, posunięta aż do pogardy Bogiem.”  Reszta, to często wypadkowa możliwości, reakcji innych, skali, na jaką możemy czynić dobro lub zło. Proste, prawda? Przecież Pan Jezus mówi o tym samym w Ewangelii: „Kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny; a kto w drobnej rzeczy jest nieuczciwy, ten i w wielkiej nieuczciwy będzie.” (Łk 16,10)

Stąd też wracając do początku, zanim poweźmiemy na ten Wielki Post postanowienia o zjedzeniu jednej czekoladki mniej, odstawieniu telewizora na najbliższe czterdzieści dni, czy też ograniczeniu roli komputera w naszym życiu, pomyślmy, co tak na prawdę jest największym naszym grzechem, wadą, których trzeba się pozbyć, aby przeżyć prawdziwe nawrócenie a później przeczytajmy raz jeszcze ze zrozumienie słowa Pisma św:

„”Czemu pościliśmy, a Ty nie wejrzałeś?
Umartwialiśmy siebie, a Tyś tego nie uznał?”
Otóż w dzień waszego postu
wy znajdujecie sobie zajęcie
i uciskacie wszystkich waszych robotników.
Otóż pościcie wśród waśni i sporów,
i wśród bicia niegodziwą pięścią.
Nie pośćcie tak, jak dziś czynicie,
żeby się rozlegał zgiełk wasz na wysokości.
Czyż to jest post, jaki Ja uznaję,
dzień, w którym się człowiek umartwia?
Czy zwieszanie głowy jak sitowie
i użycie woru z popiołem za posłanie –
czyż to nazwiesz postem
i dniem miłym Panu?
Czyż nie jest raczej ten post, który wybieram:
rozerwać kajdany zła,
rozwiązać więzy niewoli,
wypuścić wolno uciśnionych
i wszelkie jarzmo połamać;
dzielić swój chleb z głodnym,
wprowadzić w dom biednych tułaczy,
nagiego, którego ujrzysz, przyodziać
i nie odwrócić się od współziomków.”

Czy Pani Aurelia pomoże uchronić świat od wojny?

The grandmother with a cat on a sofa
Fot. ? Vladimir Voronin – Fotolia.com

Kiedy w ostatnich godzinach  spoglądamy na pokerową twarz rosyjskiego przywódcy, zakłopotane miny unijnych dyplomatów i natowskich autorytetów, ciśnie się do głowy pytanie, czy losy Europy już zostały zdefiniowane na nowo? Czy jest to tylko gra pozorów i tupanie nogą rozzłoszczonego chłopca, czy też powtarza się do złudzenia sytuacja z 1938 roku i lat następnych? Tego nie wiemy, możemy jedynie przypuszczać i modlić się o pokój na świecie.

Modlitwa o pokój nie jest jednak bynajmniej oznaką słabości, czy bezradności. Zdarzało się już przecież w historii, że ludzie z różańcami w rękach powstrzymywali uzbrojonych po zęby żołnierzy. Wymadlali łaski, które wydawały się iluzją trzeźwo stąpającym po ziemi dyplomatom i komentatorom. Warto przypomnieć chociażby kilka z nich:

„Austria w 1945 roku została podzielona na cztery strefy okupacyjne. W roku 1947 franciszkanin ojciec Piotr Pawlicek założył w Wiedniu Krucjatę Ekspiacji Różańcowej (ekspiacja to znaczy wynagrodzenie). Krucjata miała na celu spełnienie próśb Matki Bożej z Fatimy. Około dwóch milionów ludzi ze stu siedmiu państw zgłosiło gotowość modlitwy za cały świat. Raz w miesiącu gromadzono się na czuwanie modlitewne. W Wiedniu 12 września odbywała się zawsze procesja błagalna. Na jej czele szedł ojciec Piotr i najwyższe władze państwowe. Ojciec Pawlicek pewnego dnia wezwał także Austriaków, aby odmówili wraz z nim różaniec wynagradzający za swoją ojczyznę. Wtedy stała się rzecz niezwykła. 15 sierpnia 1955 roku, został niespodziewanie podpisany traktat pokojowy, w następstwie którego wycofały się z kraju wszystkie wojska okupacyjne, w tym także radzieckie. Austria odzyskała suwerenność i niepodległość. Ówczesny kanclerz republiki Julius Raab, komentując to wydarzenie, powiedział:

Matka Boska pomogła nam w uzyskaniu traktatu pokojowego … Jesteśmy wolni, dziękujemy Ci, Maryjo.
Jeszcze wiele lat później dziwili się komunistyczni przywódcy w Moskwie, jak mogło dojść do tak szkodliwego dla nich politycznie i strategicznie kroku, do tak ?niemarksistowskiej? decyzji.
Ojciec Pawlicek wzywał przez radio Austriaków, aby połączyli się we wspólnej modlitwie.” cytat za (http://www.sekretariatfatimski.pl/rozaniec/276-zwyciestwa-rozancowe)

Podobnie było z tzw. rewolucją różańcową na Filipinach.

„Dokładnie 22 lutego 1986 r. wezwani przez radio przez ówczesnego prymasa Filipin kard. Jaime Sina katolicy rozpoczęli trzydniowy pokojowy protest z różańcami w rękach. Dyktator skierował przeciwko nim helikoptery i czołgi, ale jego żołnierze nie zaatakowali 2 mln modlących się rodaków. Po negocjacjach strony kościelnej prezydent USA Ronald Reagan udzielił dyktatorowi Filipin azylu politycznego na Hawajach.” (cyt. za www.opoka.org.pl, zob. także w wikipedii)

Podobnie było przecież także z polską Solidarnością. Ludzie poczuli się silni po wizycie bł. Jana Pawła II. Do dziś dodają nam sił jego słowa wypowiedziane na placu Zwycięstwa „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi”.

Owszem, już wyobrażam sobie niektórych czytelników, którzy będą mówili, że to nie modlitwa, tylko „bezkrwawe rewolucje”. Czy jednak Bóg nie ma prawa posługiwać się sobie wiadomymi tylko sposobami, aby obdarować nas tym, o co Go prosimy? Maryja we wszystkich objawieniach zachęcała do modlitwy o pokój na świecie. Od kilku dni krążą po internecie zdjęcia płaczących ikon na Ukrainie i w Rosji. Jedni przypominają, że wiele takich cudów wydarzyło się przed Rewolucją Bolszewicką, która zniewoliła wiele narodów na kilkadziesiąt lat, oraz wytoczyła morze krwi rękami jej przywódców i ich następców. Czy to prawdziwe doniesienia, i czy to kolejne przestrogi? Nie mam pojęcia, ale głęboko wierzę w moc modlitwy. Wszak mimo tego, że na przeciwko wolnej woli człowieka zapewne Pan Bóg nie pośle Aniołów odbijających kule niczym tenisowe piłeczki, ale na pewno będzie pukał do serc światowych przywódców, dowódców wojskowych i szeregowych żołnierzy, aby usłyszeli Jego głos i stali się ludźmi dobrej woli, których postawa w każdym konflikcie może przeważyć szalę na korzyść pokoju. Genialnie pasują tutaj słowa z filmu „Trzynaście dni” opowiadającego o kryzysie kubańskim, wypowiedziane przez aktora odgrywającego rolę człowieka z najbliższego otoczenia prezydenta Kennediego: „Jeśli jutro wzejdzie słońce, to tylko dzięki ludziom dobrej woli”…

Dlatego jakkolwiek nie skończyłby się „kryzys ukraiński” módlmy się o pokój. Wszak tajniki światowej dyplomacji, to tylko ta widzialna strona medalu. Jak wygląda ta niewidzialna? Być może tak, jak wyczytałem na stronie ks. Piotra Pawlukiewicza:

Limuzyny zajechały, już błyskają, flesze.
Setki kamer – to wpatrzone oczy są milionów.
Wysiadają. Wokół świta ważne teczki niesie.
Czy się uda? – każdy pyta. Idą wśród pokłonów.

Szczelnie się zamknęły wielkie drzwi okute złotem.
Cały świat się na nie patrzy, wzrok wytęża pilnie.
Czy się uda wielkie armie wycofać z powrotem?
Jeśli nie, to świata koniec będzie nieomylnie.

Tymczasem w miasteczku Jarząbko
Po swym pokoiku się krząta
Wiekowa pani Aurelia,
Co czas jej się trochę poplątał.

W fotelu związanym sznurkami
Zasiada. Ma w ręku różaniec.
„O zlituj się, Boże, nad nami!
By wojny nie było, o Panie!”.

Godzin już minęło dziesięć. Pierwszy komunikat.
Kryzys się pogłębił jeszcze. Palce już na spuście.
Zakładają chłopcy hełmy z obu stron barykad.
I rakiety już czekają, by je w niebo puścić.

Wielcy władcy tego świata jeszcze raz próbują.
Drzwi się znowu zamykają, śmieszne w swym przepychu.
Nad pałacem gdzieś w obłokach biały ptak szybuje.
„Czy ostatni to lot jego?” – pyta ktoś po cichu.

Tymczasem w miasteczku Jarząbko
Aurelia pobożną pieśń nuci:
By kwiaty zakwitły na grządkach,
By ludzie przestali się kłócić.

Bo szkoda tych ludzi, tych dzieci.
I szkoda też róż, pelargonii.
I po co te wojny na świecie?
I za czym ten człowiek tak goni?

Nagle zaczynają stukać wszystkie telegrafy.
Satelity przekazują sensacyjne wieści.
Oto podpisano pokojowe paragrafy.
Radość w głowach, radość w sercach trudno jest pomieścić.

Obaj wielcy na balkonie wznoszą w tryumfie dłonie.
Obwieszczają światu nowy pokojowy program.
Cały balkon w mocnych światłach jupiterów tonie.
Nagrodę dostaną obaj pokojową Nobla.

Tymczasem w miasteczku Jarząbko
Aurelia odkłada różaniec.
Do nóg jej się łasi kociątko
I prosi o drugie śniadanie.

Nie przyjdzie Aurelii do głowy
I świat nigdy w to nie uwierzy,
Co może uczynić grosz wdowi,
Od czego pokój zależy.

 

I Gala Darczyńców Caritas Archidiecezji Lubelskiej

Na stole stoi piękna, wysoka, czerwona róża. Pomimo upływu tygodnia, nadal jest w idealnym stanie. To pamiątką po I Gali Darczyńców Caritas Archidiecezji Lubelskiej. Wolontariuszki dostały je w podziękowaniu za swoją działalność. Przyjmowałyśmy kwiaty z wielkim uśmiechem i radością. Był to niesamowity i zaskakujący gest.

1780919_604346776323251_1001084915_n

Ale.. zacznijmy od początku. Kiedy nadszedł ten wielki dzień ? niedziela, 23 lutego – zebraliśmy się w auli Domu Nadziei około 16:00, żeby rozdzielić poszczególne zadania. Mieliśmy również zaszczyt i przyjemność uczestniczyć w próbie Moniki Szostak i Łukasza Jemioły ? naszych artystów.

I? zaczęło się. Już parę minut po 17:00 przyszli pierwsi goście. Wraz z dziewczynami stojąc przy szatni, witałyśmy ich, zaciekawionych oraz radosnych. Nasza ?służba? była jedną z fajniejszych, ponieważ nie obeszło się bez uśmiechów i miłych słów padających ze strony przybywających. Wokół było czuć Ducha radości i miłości.

dsc_0554

Gala rozpoczęła się modlitwą, poprowadzoną przez Ks. Bpa Artura Mizińskiego w intencji naszych Darczyńców. Następnie Monika czarowała publiczność swoim ciepłym i lekkim głosem. Tuż po jej występie rozpoczęła się najważniejsza część, powód dla którego została zorganizowana Gala ? wręczenie nagród Darczyńcom. Byliśmy dumni, że możemy poznać i zobaczyć osoby, które bezinteresownie pomagają i starają się, w miarę swoich możliwości, żeby innym żyło się lepiej. Może nawet tego nie wiedzą, ale przez swoje gesty są współtwórcami cywilizacji miłości, a także inspiracją dla wielu osób. I mimo, że wielu z nich mówiło, że będzie starać się jeszcze bardziej pomagać, to przecież już robią tak wiele! Gala miała być podziękowaniem za ich otwarte serce oraz pomocną dłoń. Chcemy promować to co piękne i doceniać tych, którzy nie myślą tylko o sobie, oraz pokazywać, że istnieją jeszcze tacy ludzie.

Pierwsze kategoria – DARCZYŃCA:

1)      Darczyńca programu ?Skrzydła? ? firma NARA.

2)      Darczyńca regularny ? p. Anna Manek.

3)      Firma odpowiedzialna społecznie ? firma POL-MAK.

4)      Przyjaciel Caritas ? p. Robert Krzyszczak.

Po wręczeniu pierwszych nagród wystąpił Łukasz Jemioła, który swoim głosem wzbudził zachwyt nie tylko żeńskiej części publiczności.

dsc_0612

Kolejna kategoria – WSPÓLNOTA CARITAS:

1)      Szkolne Koło Caritas ? p. Katarzyna Szczablewska-Siwek (ZS Sawin).

2)      Parafialny Zespół Caritas ? p. Marianna Olech (Archikatedra).

3)      Proboszcz Caritas ? ks. Stanisław Dziwulski (parafia św. Józefa)

Chwilę później Monika i Łukasz wystąpili w duecie. Ich idealnie dobrane głosy wyśpiewywały piosenki, które sami skomponowali, a tekstami których były wiersze Karola Wojtyły czy ks. Jana Twardowskiego. Ich duet był nieoceniony, a melodie chodziły po głowie do końca wieczoru.

Ostatnia kategoria – WIZERUNEK:

1)      Media ? Radio Lublin.

2)      Dziennikarz ? p. Anna Dąbrowska.

3)      Agencja reklamowa ? Modart Outdoor.

Po krótkiej przerwie wystąpił Kabaret Świerszczychrząszcz, który rozbawił publiczność do łez. W międzyczasie wręczyliśmy także jeszcze jedną ?Pomocną dłoń?.

Laureat NAGRODY SPECJALNEJ ? p. Piotr Gąsławski, prezes firmy Dalimex.

dsc_0921

Wszyscy wyróżnieni mieli okazję wypowiedzieć parę słów do mikrofonu. Widać było ogromne zaskoczenie, ponieważ plebiscyt był ściśle tajny i nikt nie wiedział, że zostanie nagrodzony. Jednak trzeba podkreślić, że tutaj nie ma przegranych. Wszyscy Darczyńcy są zwycięzcami! Zwyciężają swoją siłą pochodzącą z zewnątrz serca oraz wrażliwością na drugiego człowieka, któremu chętnie podają pomocną dłoń. Był to piękny widok, widzieć tylu dobrych ludzi, chętnych do działania i zebranych w jednym miejscu. Ludzi, którzy pomimo zabiegania, związanego z XXI wiekiem, umieją znaleźć czas na to, co jest naprawdę ważne. Bezcenny czas poświęcony tym, którzy często są skreśleni przez innych i wyrzucani na margines społeczny. A nagroda jest najlepsza jaką możemy sobie wymarzyć. Bo ?Wtedy do tych po prawej Król powie: „Chodźcie, błogosławieni mojego Ojca, stańcie się dziedzicami królestwa, przygotowanego dla was od założenia świata. Bo byłem głodny, i daliście mi jeść; byłem spragniony, i daliście mi pić; przybyszem byłem, a przygarnęliście mnie; nagi – a odzialiście mnie; zachorowałem, i odwiedziliście mnie; znalazłem się w więzieniu, a przyszliście do mnie”. [?] „Oświadczam wam, że ile razy robiliście [coś] dla jednego z tych moich najlichszych braci, dla mnie robiliście”.

I chociaż wydaje się, że takich ludzi jest co raz mniej, że panuje moda na bycie indywidualistą, na przejmowanie się tylko swoimi problemami, to jednak takie wieczory dobitnie udowadniają, że istnieją ludzie, którzy są ambasadorami dobra i nie robią tego na pokaz, lecz z potrzeby serca.

Czy dzień 23.02.2014 kiedy odbyła się Gala, zapoczątkował jakże piękną tradycję dla Caritas Archidiecezji Lubelskiej? Mam nadzieję, że tak, ponieważ był to niesamowity wieczór, który pokazał i docenił szlachetne serca ludzi.

I tak pozwolę sobie jeszcze raz, za Moniką i Łukaszem zanucić – dłonie są krajobrazem serca? 

Autorką tekstu jest Joanna Osiecka

1185560_444204549028065_943022122_n

Czy to już wojna, czy jeszcze pokój?

Fot. ? raimund14 - Fotolia.com
Fot. ? raimund14 – Fotolia.com

Od kilkunastu godzin wielu stawia sobie takie właśnie pytanie, bez głębszej refleksji, czym właściwie jest wojna a czym pokój. Nasze spojrzenie na Ukrainę i to, co najpierw działo się w Kijowie, Lwowie i wielu innych miastach czasem różni się od siebie. Jedni porównują te wydarzenia do polskiej Solidarności, inni przypominają bolesne i trudne chwile z naszej wspólnej historii. Ukraina jest państwem bardzo zróżnicowanym. Wielu jej obywateli nie mówi nawet po ukraińsku. Wielu z nich nie ma poczucia przynależności narodowej. Prawdą jest także, że Krym nie zawsze należał do Ukrainy oraz to, że ludzie uważający się tam za Ukraińców, stanowią ledwie jedną czwartą mieszkańców.

To wszystko prawda, ale jest kilka rzeczy, które nie mogą nam umknąć, jeśli nie chcemy znaleźć się w gronie „retoryki” nazywania ślimaka „rybą lądową”. Pierwszą, najważniejszą rzeczą jest to, o czym pisała Weronika w naszym redakcyjnym komentarzu. Tam mieszkają ludzie. Wojna, to nie przestawianie pionków na szachownicy. Ludzie, zwłaszcza ci najbardziej niewinni – Młodzież i dzieci zawsze płacą w takich przypadkach największą cenę. Nie wolno nam o tym zapominać. Po drugie, bez względu na to, jak oceniamy wydarzenia na Ukrainie, retoryka Rosji nam Polakom powinna być znana na pamięć. „Obrona własnych obywateli poza granicami”, międzynarodowe gwarancje i cynizm tzw. cywilizowanego świata, który wczoraj nie chciał umierać za Tibilsi, dziś za Kijów, a jutro nie będzie chciał psuć sobie stosunków z Partnerem ze Wschodu, gdy kolej przyjdzie na Warszawę powinny dać nam do myślenia. Przecież t o  j u ż  b y ł o ! Należy przypomnieć, że Ukraina została rozbrojona kilkanaście lat temu, otrzymawszy międzynarodowe gwarancje bezpieczeństwa i integralności terytorialnej. Cóż, od 1939 roku wiele pod tym względem się nie zmieniło, i ani kondycja Ukraińskiego Państwa, ani dywagacje na temat prawomocności obecnego ukraińskiego Parlamentu nie zmienią faktu, że słowa śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, cytowane dziś na wielu portalach, wydają się wyjątkowo trafne i powinny być dla nas przestrogą: „I my też wiemy świetnie, że dziś Gruzja, jutro Ukraina, pojutrze Państwa Bałtyckie, a później może i czas na mój kraj, na Polskę!”.

Oficjalnie, świat potępia rosyjską agresję i zastanawia się nad reakcją. Jedni uspokajają, inni udają że jeszcze nic się nie stało, choć nienaruszalność granic po II wojnie światowej miała być fundamentem współczesnej polityki międzynarodowej. Pośród tych głosów nie może nam umknąć to, co mówi Pan Jezus na temat wojen: „nie trwóżcie się, gdy posłyszycie o wojnach i przewrotach. To najpierw musi się stać, ale nie zaraz nastąpi koniec”. Wtedy mówił do nich: „Powstanie naród przeciw narodowi i królestwo przeciw królestwu. (…) Uważajcie na siebie, aby wasze serca nie były ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych, żeby ten dzień nie przypadł na was znienacka, jak potrzask. Przyjdzie on bowiem na wszystkich, którzy mieszkają na całej ziemi. Czuwajcie więc i módlcie się w każdym czasie, abyście mogli uniknąć tego wszystkiego, co ma nastąpić, i stanąć przed Synem Człowieczym”. 

Póki co jednak postawę współczesnego świata opisuje genialnie nie nowa przecież piosenka „Moja Europo”:

Moja Europo, Pan nad Tobą płacze
Ty zabijasz proroków, wolisz żyć w kłamstwie
W siatce pozorów, w blichtrze kolorów
Za trzydzieści srebrników kupujesz względny spokój.

Jest historia pełna Boga i wielkich dat.
Dwa tysiące lat chrześcijaństwa,
Wzlotów ducha, wojen, draństwa,
Krwawe dłonie piłatowe, cmentarzysko szans.

Sztuczne zęby i uśmiechy, ładnie ślicznie i na efekt
Glanc, puc, błysk, pięć gwiazdek i na luzie szpan.
Puste domy i kościoły, chłodne wnętrza krótkie stoły
Życia ćwierć, alkohol z lodem, dyskoteka trwa

Zjednoczona, wielka, wolna, Max na ziemi
Gloria w niebiosach, perspektywy, raj prawdziwy za parę lat.
Mądrze, pięknie, jak należy, choć na progu Łazarz leży
Grunt to my, kontynent i w tumanie zła.

 

Przeczytaj także komentarz Weroniki

Wizja wojny