Czerwony śnieg

Fot. © WoGi - Fotolia.com
  Fot. © WoGi – Fotolia.com

Usłyszałem kiedyś o tym eksperymencie przez radio. Zaproponowałem to ćwiczenie jednej z klas. Choć dziś akurat szkoda mi było pięciu minut i trwało ono poniżej minuty, a w związku z tym nie przyniosło oczekiwanego rezultatu, to jednak wówczas, kilka lat temu dało zupełnie inny wynik. Ale do rzeczy. Otóż kilka lat temu, powtarzaliśmy z jedną z klas przez kilka minut bez przerwy słowo krew. Po czym nagle, dzieci zapytane z zaskoczenia: „jaki kolor ma śnieg” co najmniej w połowie odpowiedziały „czerwony”.

Oblicza manipulacji bywają różne. Zapytałem kiedyś jedną z klas, o inny eksperyment. „Gdybym dał komuś z was dużo pieniędzy i kazał aby stanął w drzwiach szkoły i wchodzącym wmawiał, że jest inny dzień tygodnia, niż w kalendarzu, jaka byłaby wasza reakcja?”. „Pomyślelibyśmy, że zwyczajnie się wygłupia, padła odpowiedź.” Pytam więc dalej. Wyobraźcie sobie więc, że zapłacę po sto złotych każdemu z waszej klasy oprócz jednej lub jednego z was i poproszę o to samo. Na dodatek wyobraźcie sobie, że jesteście z klasą sami w szkole.” Zaczęlibyśmy się zastanawiać, i pewnie uwierzylibyśmy, że to my pomyliliśmy dni tygodnia” odpowiedziały prawie jednomyślnie dzieci. Idę więc jeszcze dalej i mówię. Wyobraźcie sobie więc człowieka tak bogatego, że ma stacje telewizyjne i radiowe, gazety, portale internetowe i tyle pieniędzy, że ludzie mówią tam i piszą to, co on chce, choć może to być nieprawda. Co wtedy?” W klasie zapadła cisza. W końcu któryś z moich uczniów zapytał: „Ale po co ktoś miałby coś takiego robić? Dlaczego miałby płacić innym, żeby kłamali?” Dobre pytanie stwierdziłem. I za chwilę zrobiłem kolejny eksperyment, którego wkrótce pożałowałem. Wyciągam więc portfel, dobywam sto złotych i pytam: „No to spróbujemy, czy to działa. Kto za was będzie chodził po szkole i okłamywał innych, że dziś jest np. środa?” Las rąk powędrował w górę. Zasmuciłem się i mówię: „ale to przecież kłamstwo.” Część i tylko część zawstydzona opuściła ręce, ale pozostali z błyskiem oczu o wartości stu złotych mówią: „no to co? To tylko głupia zabawa, a sto złotych można zarobić”. Wówczas spokojnie, choć z nieukrywanym smutkiem odpowiadam dzieciom. Widzicie, to już teraz wiecie, po co ktoś miałby płacić, aby szerzono kłamstwo w mediach. Zwyczajnie po to, aby samemu zarobić jeszcze więcej…

Zawsze ilekroć widzę „słitaśne fotki” dzieci przybierające co najmniej dwuznaczne pozy w internecie, przypomina mi się ta lekcja. Ile razy widzę w dziecięcych dłoniach czasopisma, niby kierowane do nieletnich a obfitujące w rubryki o „pierwszych razach”, plastikowych idolach reklamujących za chwilę „gumy i gumki”, propagujące rozwiązły tryb życia od najmłodszych lat i dodające jako gadżety „krzyże Nerona”, „amulety na szczęście” i inne talizmany mam wrażenie, że dokonuje się istny gwałt na dziecięcych umysłach przy milczącej aprobacie dorosłego świata. Dzieci rosną w przekonaniu, że pewne postawy, zachowania, gesty są normalne. Pozwalają się więc wciągnąć w zepsuty świat od jego najgorszej strony, pozbawiając się niejednokrotnie resztek wolności i świadomego wyboru. Noszą pogańskie symbole, pokazują dumne z siebie satanistyczne gesty, i publicznie obściskują uwieczniając to często na zdjęciach publikowanych w internecie. „Dzieci na sprzedaż,” jak kiedyś ktoś ze smutkiem mi o nich powiedział.

Doświadczenie zaś wskazuje, że im bardziej dziecko „skopane przez życie”, tym bardziej lgnie nie do Chrystusa i jego miłości, lecz do sztucznego świata, który na jego słabościach, grzechach i nałogach robi coraz większe fortuny. I to jest przerażające…

Udostępnij...

5 przemyśleń nt. „Czerwony śnieg

    1. Dziwne? w tym nie ma nic dziwnego. Zastanawia mnie tylko, gdzie w tym wszystkim jest rola rodziców? Czy w pogoni za codziennymi sprawami, pracą nie zapomnieli, że pieniędzmi nie da się zapełnić dziecku pustki własnej nieobecności? Czy zapomnieli, że kupując dziecku najnowsze telefony, gry, komputery, tablety, czy co tam jeszcze chcecie, nie zapewniają temu dziecku własnej miłości?
      Smutne… Że dzieci, które nie mają w domu miłości rodziców szukają „miłości” gdzieś indziej, często na własną zgubę..

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Oblicz: * Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.