Dzienne archiwum: 21 listopada 2013

Mamusia sprząta, czy odlatuje?

Fot. ? Elnur - Fotolia.com
Fot. ? Elnur – Fotolia.com

Dowcipów o teściowych jest co niemiara. Tak jak ten tytułowy. Zięć wraca do domu, i widząc teściową zamiatającą mieszkanie, pyta prowokacyjnie: „Mamusia sprząta, czy odlatuje?”

Złośliwi powiadają jednak, liczba dowcipów o teściowych równa jest zeru, ponieważ wszystko co się na ten temat mówi, to prawda.

Jeszcze zaś inni powiadają, że przewagę celibatu nad małżeństwem stanowi właśnie to, że celibatariusz nie ma teściowej.

Kilka dni temu obiecałem wrócić w kolejnych wpisach do tematu celibatu. Słowo się rzekło. Nie będę przywoływał, tego co pisałem poprzednio (link na dole strony), a jedynie podsumuję, że z celibatem nie rozumiejący go – zarówno świeccy jak i duchowni mają dwojaki problem. Jedni, użalają się, jaki to ten ksiądz biedny, bo nie może mieć żony i dzieci. Problem drugiej natury, jest dokładnie odwrotny. Mają go ci, którzy mówią: księdzu to dobrze. Żona nie marudzi, teściowa nie stoi za plecami, jest ksiądz „sam sobie sterem, żeglarzem okrętem”.

Otóż prawda jest jeszcze inna. Celibat to powołanie do czystości przeżywanej w stanie bezżennym. Owszem, jest on wyrzeczeniem, bo któż nie chciałby patrzeć, jak pojawiają się dzieci, stawiają pierwsze kroki, mówią pierwsze słowo itd. Jak jednak przypomina papież Paweł VI, celibat to „płodność w Chrystusie”. Kapłan rezygnujący z założenia własnej rodziny nie może być życiowym kaleką, wokół którego trzeba chodzić i wszystko mu zrobić, jak gdyby „Bozia mu rączek nie dała”, jak powiadają czasem rodzice do małych dzieci. „Zostaje sam bez własnej żony i własnych dzieci, aby miłować wszystkie dzieci Boże i dla nich jak gdyby samego siebie składać w ofierze”. (por. Sacerdotalis celibatus 30)

Stąd też, kiedy niektórzy mnie pytają: „księdzu to się jeszcze chce tak angażować w pracę z dziećmi, młodzieżą?,” myślę sobie, czy ojca rodziny też pytają, dlaczego zmęczony po pracy, pozwala dzieciom, by skakały mu po głowie? Czy dziwi się ktoś, widząc zmęczoną matkę, kiedy czuwa nad chorym dzieckiem? Biada jej, gdyby tego nie robiła. Stąd też, raczej moje zdziwienie bierze się stąd, skąd u ludzi prawdziwe czy fałszywe zgorszenie, gdy kapłan, czasem do późnego wieczoru siedzi w salce parafialnej z młodzieżą i rozmawia o rzeczach, które ich interesują; gdy wspólnie z nimi jedzie na pielgrzymkę, gra w piłkę czy spędza czas w inny godny sposób…?

Papież Paweł VI naucza: <kapłan> „Będąc bowiem oddzielony od świata, kapłan bynajmniej nie odłącza się od Ludu Bożego, ponieważ dla ludzi jest ustanowiony (Hbr 5,1) i poświęca się całkowicie tak wypełnieniu miłości (por. 1 Kor 14,4n), jak i dziełu, do którego Bóg go powołał?” (por. Sacerdotalis celibatus 58)

Kiedyś powiedział mi starszy kolega: „Ksiądz cokolwiek nie zrobi, zawsze będzie źle. Nie będzie pracował z młodzieżą, powiedzą zupełnie nienowoczesny ksiądz. Będzie spędzał czas z młodymi ludźmi, oskarżą go, że szuka „pocieszenia w celibacie”. Pójdzie odwiedzić chorego parafianina do szpitala, powiedzą, że pewnie leży tam jakaś jego „nie wiadomo jak bliska znajoma”, nie pójdzie, zawyrokują o nim, że nieczuły i wyobcowany z parafii. Będzie siedział na plebanii, powiedzą leń i próżniak. Zaangażowany w duszpasterstwa będzie przebywał poza probostwem, powiedzą już gdzieś pojechał…” Stąd wielu pyta, jak żyć.

Odpowiadając, każdy z nas kapłanów ma swoje sumienie i piękną encyklikę o celibacie napisaną przez papieża Pawła VI, a skoro i tak mają na mnie wieszać psy, warto robić swoje i mieć świadomość, że ostateczny osąd należy do Tego, który jest najprawdziwszym Ojcem nas wszystkich. I to On będzie nas sądził z ojcostwa. Tego rodzinnego i tego kapłańskiego.

Polecane wpisy:

Od celibatu do małżestwa

„Młodzieńczym okiem” – Miłość