Miesięczne archiwum: Listopad 2013

Zbłąkany rycerz

Fot. © Nejron Photo - Fotolia.com
Fot. © Nejron Photo – Fotolia.com

„W stepie szerokim, którego okiem,
Nawet sokolim nie zmierzysz.
Wstań, unieś głowę, wsłuchaj się w słowa,
Pieśni o małym rycerzu!

Choć mały ciałem, rębacz wspaniały,
Wyrósł nad pierwsze szermierze.
I wieki całe będą śpiewały,
Pieśni o małym rycerzu!

Ty, któryś w boju i Ty, coś w znoju,
I Ty, co liczysz i mierzysz.
Wstań, unieś głowę, wsłuchaj się w słowa,
Pieśni o małym RYCERZU!”

Któż ze starszego pokolenia nie zna „Pieśni o małym rycerzu”? Przykład Pana Michała był czytelnym przekazem, co znaczą honor, męstwo, odwaga, szacunek dla kobiety i inne cnoty godne naśladowania, określane przez całe wieki mianem rycerskiej postawy.

Współcześnie zbłąkani rycerze przypominają raczej pobite wojsko, które przestało wierzyć w moc swojego oręża. Trudności, z jakimi sobie bezbłędnie radzą, to pokonywanie kolejnych poziomów gier dostępnych na smartfonach czy facebooku. Nawet współczesnych szybkich rumaków poszukują już nie pośród prawdziwych, cenionych aut, lecz prześcigają się w umiejętnościach osiągania zawrotnych prędkości na …najnowszej, pirackiej wersji „Need for speed’a”.

Młodzi zbłąkani rycerze „z mojej bajki”, wychowani już nie na przygodach dzielnego „Pana Michała” walczącego w obronie najszlachetniejszych spośród ludzkich wartości, lecz na „Harrym Potterze” też często nie wiedzą po której właściwie są stronie. Duma z twardego charakteru zostaje przecież zastąpiona dumą z „twardej głowy”, a miecz dzierżony w dłoni ku obronie Ojczyzny, Praw Boskich i białogłów dawno zastąpiły już dumnie uwieczniane na facebookowych „fotkach” butelki i puszki z różnymi gatunkami „chmielowych wonności”.

Idąc więc pomiędzy blokami, spoglądając na „giermków” z podstawówek, którym męskość kojarzyć się będzie jedynie z prymitywną, wulgarną emanacją własnej płciowości, zasadnym staje się pytanie, kto pospieszy na ratunek „skrzywdzonym księżniczkom” uwięzionym we współczesnych wieżach niemocy i nihilizmu?

Pewien chłopiec zagadnął mnie ostatnio o moralność działań bojowych podczas wojny. Za chwilę dodał: „Wie Ksiądz. Dla mnie nie ma już tu miejsca. Straciłem wszystko, na czym mi zależało. Chcę iść do wojska i pojechać na „misje”, bo jedyne co dobrego mogę jeszcze zrobić, do zginąć w słusznej sprawie…”

Widząc to wszystko, chciałoby się aż krzyknąć znane nam właśnie z „Pana Wołodyjowskiego” słowa: „Dla Boga, panie Wołodyjowski! Larum grają! wojna! Nieprzyjaciel w granicach! a ty się nie zrywasz! szabli nie chwytasz? na koń nie siadasz? Co się stało z tobą, żołnierzu? zaliś swej dawnej przepomniał cnoty, że nas samych w żalu jeno i trwodze zostawiasz? (…) Kościoły, o Panie, zmienią na meczety i Koran śpiewać będą tam, gdzieśmy dotychczas Ewangelię śpiewali. Pogrążyłeś nas, Panie, odwróciłeś od nas oblicze Twoje i w moc sprosnemu Turczynowi nas podałeś. Niezbadane Twoje wyroki, lecz kto, o Panie, teraz opór mu stawi? Jakie wojska na kresach wojować go będą? Ty, dla którego nic nie jest w świecie zakryte. Ty wiesz najlepiej, że nie masz nad naszą jazdę! Która ci, Panie, tak skoczy, jako nasza skoczyć potrafi? Takichże obrońców się pozbywasz, za których plecami całe chrześcijaństwo mogło wysławiać imię Twoje? Ojcze dobrotliwy! nie opuszczaj nas! okaż miłosierdzie Twoje! ześlij nam obrońcę, ześlij sprosnego Mahometa pogromcę, niech tu przyjdzie, niech stanie między nami, niech podniesie upadłe serca nasze, ześlij go, Panie!…

Polecane wpisy:

Skrzywdzona księżniczka

Nie ma boga nad Allaha

Handel ciałem