Tęczowa „tolerancja”

Każdy system totalitarny zanim zniewolił miliony ludzi fizycznie, nim spowodował niewyobrażalne cierpienie nie tylko jednostek ale i całych narodów, najpierw zniewolił ludzkie umysły i sumienia. Jeśli wciąż wydaje nam się czymś niezrozumiałym to, co dzieje się przy okazji tzw. „marszy równości” i banalizujemy sprawę, bądź też politycy próbują rozgrywać ją w kategoriach politycznych, to czas najwyższy zdać sobie sprawę, że gra idzie tu o coś więcej, niż o władzę na jedną czy dwie kadencje.

Z niebywałą wręcz agresją spotkało się użycie przeze mnie w debacie publicznej słów „homoterroryzm”, „tęczowy terror” czy „zboczenie”. Uaktywniły się przy tej okazji najbardziej skrajne, antydemokratyczne „ośrodki”, dążące do radykalnego ograniczenia w Polsce wolności słowa i wolności religijnej. Inwektywy, agresja słowna, groźby to tylko wierzchołek góry lodowej, jakiej musiałem stawić ostatnio czoła. Jednak to wszystko udowodniło nie tylko mi ponad wszelką wątpliwość, że w moich wypowiedziach nie było nawet cienia przesady.

„Tęczowa tolerancja” odbywa się obecnie pod hasłami „miłości”, „równości”, „walki z dyskryminacją”. Myliłby się jednak ten, kto uważałby, że te słowa znaczą dokładnie to, co my przez nie rozumiemy. Systemy totalitarne chętnie odwołują się w swojej populistycznej retoryce do słów i pojęć powszechnie akceptowalnych, ale robią to po to, aby zyskać poparcie społeczne, a następnie nadać tym pojęciom swoje znaczenie.

„Demokracja ludowa” w komunizmie w wielu wypadkach była parodią demokracji. „Bóstwo” w niemieckim faszyzmie tylko z pozoru kojarzyło się z Bogiem chrześcijan. W rzeczywistości oznaczało nazistowską „trójcę” „Wodza – Naród – Rzeszę”. Była to oczywiście parodia wiary chrześcijańskiej i bluźnierstwo. „Tęczowa tolerancja” też w rzeczy samej jest parodią nie tylko miłości bliźniego, ale i samej idei tolerancji.

Granice wolności słowa

Każdy, kto narazi się tęczowym działaczom zostaje od razu nastygmatyzowany. „Ksiądz homofob” krzyczały nagłówki ze skrajnych portali i fanpage. W prywatnych komentarzach potężna dawka nienawiści, gróźb, wyzwisk, słowem agresji, z jaką niejeden użytkownik Internetu nie spotka się przez całe życie. Pomijam fakt, że stygmatyzacja tym dziwnym i nielogicznym neologizmem, jakim jest przydomek „homofob” jest dla mnie wyróżnieniem. Cóż, powiadają, pokaż mi swoich wrogów, a powiem ci, kim jesteś. Jeśli do zwalczania mnie przystępuje skrajnie lewacka grupa, hołdująca ograniczaniu praw obywatelskich w imię rzekomej równości, tolerancji i tzw. praw mniejszości, tylko się cieszyć. Znaczy, że dożyliśmy czasów, gdzie „homofob” staje się synonimem słowa „normalny”. W krajach, które uległy homopropagandzie i zaczęły ograniczać wolność słowa w wyrażaniu chociażby negatywnych opinii o tych środowiskach, szybko doszło do sytuacji, gdzie media, sądy a nawet lokalne społeczności wprowadziły cenzurę, uniemożliwiającą spokojne, pokojowe wyrażanie oczywistych twierdzeń, np. że mężczyźni i kobiety różną się między sobą, że rodzinę stanowi mężczyzna i kobieta, zaś aborcja jest pozbawieniem życia nienarodzonego dziecka. Niedawno media informowały, że we Francji zakazano pokazywania uśmiechniętych twarzy dzieci z zespołem Downa, aby nie konfundować kobiet, które abortowały takie dzieci. Oczywiście według tragicznych reguł Rewolucji Francuskiej, ktoś uznany przez siły rewolucyjne za „wroga wolności” nie mógł i nie może liczyć nawet na namiastkę wolności. Tak jest do dziś. Dla hejterów walczących ze sprzeciwem wobec „marszów równości”, „homozwiązków” itp, jest przyzwolenie na przekraczanie granic prawa, stosowanie agresji słownej, zastraszanie, dla interlokutorów homoaktywiści nie mają ani szacunku, ani poszanowania dla reguł prowadzenia debaty publicznej. Inwektywy, groźby, zastraszanie ma wywołać efekt odstraszający. Przypominają się tu słowa kapłana zamordowanego przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa w 1984 r. – bł. ks. Jerzego Popiełuszki, który tak opisywał „socjalistyczną równość”. „Tylko i wyłącznie katolikowi nie wolno propagować skutecznie swoich poglądów. Zabrania mu się nie tylko zwalczać poglądy przeciwne lub w jakiś inny sposób polemizować, lecz po prostu nie wolno mu bronić przekonań swoich czy przekonań ogólnoludzkich wobec napaści choćby najbardziej oszczerczych i krzywdzących. Nie wolno prostować fałszów, które inni mają pełną swobodę głosić i rozszerzać bezkarnie…” (bł. ks. Jerzy Popiełuszko, Kazanie z 27 maja 1984 roku).

Granice wolności religijnej

Czymś niebywałym, do tej pory niespotykanym, jest próba cenzurowania Biblii. Kiedy za cytowanie słów św. Pawła homoaktywiści obiecali skargę na mnie do Kurii, a niektórzy nawet do Watykanu (sic!), przecierałem oczy ze zdumienia. Ludzie, którzy próbują powoływać się na Pismo święte i manipulują rzeczywistymi bądź domniemanymi wypowiedziami Ojca Świętego próbują wymusić autocenzurę Pisma św. Dla przypomnienia, poszło o słowa św. Pawła z listu do Rzymian: „Albowiem gniew Boży ujawnia się z nieba na wszelką bezbożność i nieprawość tych ludzi , którzy przez nieprawość nakładają prawdzie pęta . (…). Dlatego to wydał ich Bóg na pastwę bezecnych namiętności : mianowicie kobiety ich przemieniły pożycie zgodne z naturą na przeciwne naturze . Podobnie też i mężczyźni , porzuciwszy normalne współżycie z kobietą , zapałali nawzajem żądzą ku sobie , mężczyźni z mężczyznami uprawiając bezwstyd i na samych sobie ponosząc zapłatę należną za zboczenie”. Rz 1, 18-27.

Granice praw rodziny

Rodzina jest podstawową komórką społeczną. Na rodzinie opiera się życie współczesnych społeczeństw. Jednak rodzina dla „tęczowej ideologii” stanowi zagrożenie równie wielkie, co religia. Z tego samego powodu. Rodzina jest NATURALNĄ wspólnotą opartą na związku mężczyzny i kobiety. To rodzice chronią dzieci, uczą i przekazują system wartości. Tam, gdzie homolobby odniosło sukcesy, rodzice zostali pozbawieni wielu praw. Do przedszkoli i szkół zaprasza się homoaktywistów wbrew woli rodziców, przedstawiających zboczenia jako coś normalnego, w procesach adopcyjnych pary homoseksualne traktuje się jak małżeństwa, a w obawie przed posądzeniem o dyskryminację dzieci z normalnych rodzin oddaje się na wychowanie sodomitom. Głośne doniesienia o pedofilii w związkach jednopłciowych szybko są wyciszane, właśnie w imię tzw. „tolerancji” i w obawie o posądzenie o tzw. „homofobię”. W niektórych krajach działały bądź działają legalnie partie, postulujące legalizację pedofilii. W zamian za to, próbuje się przedstawiać instytucję Kościoła, jako środowisko stanowiące zagrożenie dla wychowania dzieci i młodzieży. Epatowanie sprzeczną z naturą seksualnością na tzw. „marszach równości”, wulgaryzacja tej niezwykle intymnej sfery życia człowieka, to chleb powszedni społeczeństw, które uległy żądaniom homoaktywistów.

Warto więc z całą siłą i determinacją, mocą wiary i pokojowych protestów sprzeciwiać się najmniejszym nawet postulatom środowisk dążących do obalenia konstytucyjnego porządku traktującego małżeństwo jako związek mężczyzny i kobiety. Proszę wszystkich moich parafian, czytelników i sympatyków o modlitwę za władze publiczne, aby potrafiły wznieść się ponad podziały polityczne i zdecydowanie sprzeciwili się tzw. „marszom równości”. Owe marsze nie mają nic wspólnego ani z równością ani z tolerancją.  Dziękuję Panu Wojewodzie, Radnym, wszystkim autorytetom stającym w obronie moralności i wolności obywatelskich. To przeciwnicy marszu bronią wolności, tolerancji i demokracji, przeciwko totalitarnym zapędom homolobby.

Bł. ks. Jerzy Popiełuszko w cytowanym już wyżej kazaniu mówił: „Prawda jest bardzo delikatną właściwością ludzkiego rozumu. Dążenie do prawdy wszczepił w człowieka sam Bóg. Stąd w każdym człowieku jest naturalne dążenie do prawdy i niechęć do kłamstwa. Prawda łączy się zawsze z miłością, a miłość kosztuje, miłość prawdziwa jest ofiarna, stad i prawda musi kosztować. Prawda, która nic nie kosztuje, jest kłamstwem.

Żyć w prawdzie to być w zgodzie ze swoim sumieniem. Prawda zawsze ludzi jednoczy i zespala. Wielkość prawdy przeraża i demaskuje kłamstwa ludzi małych, zalęknionych. Od wieków trwa nieprzerwana walka z prawdą. Prawda jest jednak nieśmiertelna, a kłamstwo ginie szybką śmiercią. Stąd też, jak powiedział zmarły przed trzema laty kardynał Stefan Wyszyński: „Ludzi mówiących w prawdzie nie trzeba wielu. Chrystus wybrał niewielu do głoszenia prawdy. Tylko słów kłamstwa musi być dużo, bo kłamstwo jest detaliczne i sklepikarskie, zmienia się jak towar na półkach, musi być ciągle nowe, musi mieć wiele sług, którzy wedle programu nauczą się go na dziś, na jutro, na miesiąc. Potem znowu będzie na gwałt szkolenie w innym kłamstwie. By opanować całą technikę zaprogramowanego kłamstwa, trzeba wielu ludzi. Tak wielu ludzi nie trzeba, by głosić prawdę. Może być niewielka gromadka ludzi prawdy, a będą nią promieniować. Ludzie ich sami odnajdą i przyjdą z daleka, by słów prawdy słuchać”. Nie możemy przyjmować i zadowalać się prawdami łatwymi, powierzchownymi, propagandowymi i narzucanymi gwałtem. Musimy nauczyć się odróżniać kłamstwo od prawdy. Nie jest to łatwe w czasach, w których żyjemy, w czasach, w których powiedział współczesny poeta, że „nigdy jeszcze tak okrutnie nie chłostano grzbietów naszych batem kłamstwa i obłudy…” Nie jest łatwe dzisiaj, gdy w ostatnich dziesiątkach lat urzędowo w glebę domu ojczystego zasiewano ziarna kłamstwa i ateizmu, zasiewano ziarna laicystycznego światopoglądu, tego światopoglądu, który jest filisterskim produktem kapitalizmu i masonerii dziewiętnastego wieku. Zasiewano go w kraju, który od ponad tysiąca lat jest wrośnięty mocno w chrześcijaństwo.”

Udostępnij...