Dzienne archiwum: 14 października 2013

Wychowanie czy hodowla?

Young girl posing on yellow background
Fot. ? Soleilphoto – Fotolia.com

 Jako, że dziś wypada Dzień Edukacji Narodowej, zwany dawniej Dniem Nauczyciela, jest doskonała okazja, aby poświęcić słów kilka temu, co nazywamy wychowaniem, edukację pozostawiając na inny dogodny moment.

Otóż bowiem, jak mawiał pewien znany mi nauczyciel, jak uczeń będzie chodził do szkoły i przynajmniej będzie siedział na lekcji cicho, to coś zawsze go nauczę.

Kwalifikując słowo „prawda” na trzy zapożyczone z „Janosika” kategorie, można by więc powiedzieć, że to „świnto prowda”.

Dlaczego tak sądzę? Oto kilka moich prywatnych spostrzeżeń, które chętnie niniejszym poddaję pod dyskusję, prezentując kilka najbardziej typowych szkolnych sytuacji, rujnujących cały proces edukacji, lub jak można by jeszcze trafniej powiedzieć, uczących dziecko rzeczy nie do końca chyba zamierzonych.

Sytuacja pierwsza – bezstresowe wychowanie. Trafi się czasem rodzic, który uważa, że szkoła to placówka, gdzie jego dziecko zasiada w charakterze widza w kinie na dobrej komedii i zadaniem nauczyciela jest bawić ową pociechę tak, aby przypadkiem nie znalazła się ona nawet przez moment w niekomfortowej sytuacji. Oczywiście, cała klasa bywa wówczas rozstawiana po kątach przez kreatywne maleństwo, bo jemu przecież wszystko wolno, a inne dzieci przecież powinny zrozumieć, że on – ona już ma taki charakter. Czego uczy taka sytuacja? Większość takich rodziców przekona się o tym, gdy dziecko pójdzie do gimnazjum. Życzę im cierpliwości i pokory. Z pewnością się przydadzą.

Sytuacja druga – Proszę wszystko usprawiedliwić!” Oto jedna z najbardziej gorszących sytuacji. Rodzic nawet nie interesuje się, ile i jakich lekcji opuściło dziecko, każe usprawiedliwić wszystko „jak leci” wychowując sobie najczęściej „małego kłamczuszka”, który wie, że mama i tata zawsze będą go kryli. Takim rodzicom możne życzyć „powodzenia na przyszłość”, zwłaszcza, jak sami zaczną być okłamywani przez tak „wyedukowane dziecko”.

Sytuacja trzecia – „Szkoła powinna wychowywać”. Bzdura do kwadratu! Szkoła, zresztą podobnie jak Kościół i inne instytucje wychowawcze mają za zadanie POMAGAĆ, nie wyręczać rodziców w wychowaniu ich dzieci. Już na chwilę obecną do wielu placówek, nawet przedszkoli, próbuje się przemycić różne tzw. „równościowe programy”, które mają za zadanie „edukować o tym i owym” już kilkuletnie dzieci na sposób sprzeczny z przekonaniami zdecydowanej, zdrowej większości społeczeństwa. Czego życzyć takim rodzicom? Aby nie dostali zawału, gdy kilkunastoletni syn stanie we drzwiach własnego domu z synem innych rodziców i powie pełnym dumy tonem: „Mamo, tato poznajcie mojego chłopaka.”

Sytuacja czwarta – „nie przejmuj się! Ona jest głupia!”. Cóż, jeśli na zażalenia dziecka pod kątem tego, czy owego nauczyciela, rodzic w ten sposób podbudowuje samopoczucie pociechy niszcząc resztki autorytetu pedagoga, powinien mieć świadomość, że w ten sposób przysłowiowo „strzela sobie we własne kolano”. Czego życzy takim rodzicom? Ano chyba tego, by nie usłyszeli kiedyś jeszcze bardziej dosadnych określeń pod swoim adresem, wszak, jeśli ktoś ma oczekiwania rozmijające się z oczekiwaniami dziecka, nie należy się nim przejmować. Jest głupi i koniec.

Sytuacja piąta – „Ja sobie z nim/nią nie daję już rady”. Przepraszam, zapytam brutalnie. To kto ma sobie z nim dać radę? Raczej maluch nie przyszedł na świat z piwem w jednej a skrętem w drugiej ręce, na dodatek „wyrzucając w stanie „pomroczności jasnej” „wapniaków” z chaty”. Nie kułeś żelaza, póki gorące, miej żal do siebie, i lepiej zasięgnij rady kogoś, kto wie jak sobie „dać radę z milusińskim”. Takim rodzicom polecam przedwojenne poradniki dla służących, aby wiedzieli jak się zachować, gdy wkrótce ich pociechy postawią ich w takiej życiowej sytuacji.

Sytuacja szósta, siódma i ósma też na pewno istnieją napisane przez życie. Warto byłoby podyskutować o nich na blogu, a jeszcze bardziej w życiu. Póki co, życzę wszystkim rodzicom aby pamiętali, że dzieci się wychowuje a hoduje. Wówczas nie będą musieli sobie z pewnością zaprzątać głowy wcześniejszymi życzeniami i radami.

Pozdrawiam wszystkich moich Szanownych Pedagogów z czasów Podstawówki i Liceum. W Dniu ich Święta dziękuję za edukację i współpracę z moimi rodzicami w wychowaniu, życząc obfitości łask Bożych na dalsze lata życia.

Szczęść Boże