Niedzielne refleksje

Niedziela palmowa 2020

EWANGELIA W CZASIE PROCESJI I POŚWIĘCENIA PALM (Mt 21,1-11)

Wjazd Jezusa do Jerozolimy

Słowa Ewangelii według świętego Mateusza.

Gdy się przybliżyli do Jerozolimy i przyszli do Betfage na Górze Oliwnej, wtedy Jezus posłał swoich uczniów i rzekł im: ?Idźcie do wsi, która jest przed wami, a zaraz znajdziecie oślicę uwiązaną i źrebię z nią. Odwiążcie je i przyprowadźcie do Mnie. A gdyby wam kto co mówił, powiecie: ?Pan ich potrzebuje, a zaraz je puści??.

Stało się to, żeby się spełniło słowo proroka: ?Powiedzcie Córze Syjońskiej: Oto Król twój przychodzi do ciebie łagodny, siedzący na osiołku, źrebięciu oślicy?.

Uczniowie poszli i uczynili, jak im Jezus polecił. Przyprowadzili oślicę i źrebię i położyli na nie swe płaszcze, a On usiadł na nich. A ogromny tłum słał swe płaszcze na drodze, inni obcinali gałązki z drzew i ścielili na drodze. A tłumy, które Go poprzedzały i które szły za Nim, wołały głośno:

?Hosanna Synowi Dawida.

Błogosławiony, który przychodzi w imię Pańskie.

Hosanna na wysokościach?.

Gdy wjechał do Jerozolimy, poruszyło się całe miasto, i pytano: ?Kto to jest?? A tłumy odpowiadały: ?To jest prorok Jezus z Nazaretu w Galilei?.

Oto słowo Pańskie.

MSZA

PIERWSZE CZYTANIE (Iz 50,4-7)

Nie zasłoniłem mojej twarzy przed zniewagami i wiem, że nie doznam wstydu

Czytanie z księgi proroka Izajasza.

Pan Bóg mnie obdarzył językiem wymownym, bym umiał przyjść z pomocą strudzonemu przez słowo krzepiące. Każdego rana pobudza me ucho, bym słuchał jak uczniowie. Pan Bóg otworzył mi ucho, a ja się nie oparłem ani się nie cofnąłem.

Podałem grzbiet mój bijącym i policzki moje rwącym mi brodę. Nie zasłoniłem mej twarzy przed zniewagami i opluciem.

Pan Bóg mnie wspomaga, dlatego jestem nieczuły na obelgi, dlatego uczyniłem twarz moją jak głaz i wiem, że wstydu nie doznam.

Oto słowo Boże.

PSALM RESPONSORYJNY (Ps 22,8-9.17-18a.19-20.23-24)

Refren: Boże mój, Boże, czemuś mnie opuścił?

Szydzą ze mnie wszyscy, którzy na mnie patrzą, *

wykrzywiają wargi i potrząsają głowami:

?Zaufał Panu, niech go Pan wyzwoli, *

niech go ocali, jeśli go miłuje?.

Sfora psów mnie opadła, *

otoczyła mnie zgraja złoczyńców

Przebodli moje ręce i nogi, *

policzyć mogę wszystkie moje kości.

Dzielą między siebie moje szaty *

i los rzucają o moją suknię.

Ty zaś, o Panie, nie stój z daleka: *

pomocy moja śpiesz mi na ratunek.

Będę głosił swym braciom Twoje imię *

i będę Cię chwalił w zgromadzeniu wiernych:

?Chwalcie Pana, wy, którzy się Go boicie, *

niech się Go lęka całe potomstwo Izraela?.

DRUGIE CZYTANIE (Flp 2,6-11)

Chrystus uniżył samego siebie, dlatego Bóg Go wywyższył

Czytanie z Listu świętego Pawła Apostoła do Filipian.

Chrystus Jezus istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi. A w tym co zewnętrzne uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci, i to śmierci krzyżowej.

Dlatego też Bóg wywyższył Go nad wszystko i darował Mu imię ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich i ziemskich, i podziemnych, i aby wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest Panem ku chwale Boga Ojca.

Oto słowo Boże.

ŚPIEW PRZED EWANGELIĄ (Flp 2,8-9)

Aklamacja: Chwała Tobie, Królu wieków.

Dla nas Chrystus stał się posłuszny aż do śmierci,

a była to śmierć na krzyżu.

Dlatego Bóg wywyższył Go nad wszystko

i dal Mu imię, które jest ponad wszelkie imię.

Aklamacja: Chwała Tobie, Królu wieków.

EWANGELIA DŁUŻSZA (Mt 26,14 – 27,66)

+ – słowa Chrystusa

E. – słowa Ewangelisty

I. – słowa innych osób pojedynczych

T. – słowa kilku osób lub tłumu

Męka naszego Pana Jezusa Chrystusa według świętego Mateusza.

Zdrada Judasza

E. Jeden z Dwunastu, imieniem Judasz Iskariota, udał się do arcykapłanów i powiedział: I. Co chcecie mi dać, a ja wam Go wydam. E. A oni wyznaczyli mu trzydzieści srebrników. Odtąd szukał sposobności, żeby Go wydać.

Przygotowanie Paschy

W pierwszy dzień Przaśników przystąpili do Jezusa uczniowie i zapytali Go: T. Gdzie chcesz, żebyśmy Ci przygotowali Paschę do spożycia? E. On odrzekł: + Idźcie do miasta, do znanego nam człowieka i powiedzcie mu: Nauczyciel mówi: Czas mój jest bliski; u ciebie chcę urządzić Paschę z moimi uczniami. E. Uczniowie uczynili tak, jak im polecił Jezus, i przygotowali Paschę.

Wyjawienie zdrajcy

Z nastaniem wieczoru zajął miejsce u stołu razem z dwunastu uczniami. A gdy jedli, rzekł: + Zaprawdę powiadam wam: jeden z was Mnie zdradzi. E. Zasmuceni tym bardzo, zaczęli pytać jeden przez drugiego: I. Chyba nie ja, Panie? E. On zaś odpowiedział: + Ten, który ze Mną rękę zanurza w misie, on Mnie zdradzi. Wprawdzie Syn Człowieczy odchodzi, jak o Nim jest napisane; lecz biada temu człowiekowi, przez którego Syn Człowieczy będzie wydany. Byłoby lepiej dla tego człowieka, gdyby się nie narodził. E. Wtedy Judasz, który Go miał zdradzić, powiedział: I. Czy nie ja, Rabbi? E. Odpowiedział mu: + Tak, to ty jesteś.

Ustanowienie Eucharystii

E. A gdy oni jedli, Jezus wziął chleb i odmówiwszy błogosławieństwo, połamał go i dał uczniom, mówiąc: + Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało moje. E. Następnie wziął kielich i odmówiwszy dziękczynienie dał im, mówiąc: + Pijcie z niego wszyscy; bo to jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów. Lecz powiadam wam: Odtąd nie będę już pił z tego owocu winnego krzewu aż do owego dnia, kiedy pić go będę z wami nowy, w królestwie Ojca mojego. E. Po odśpiewaniu hymnu wyszli na Górę Oliwną.

Przepowiednia zaparcia się Piotra

Wówczas Jezus rzekł do nich: + Wy wszyscy zwątpicie we Mnie tej nocy. Bo jest napisane: Uderzę pasterza, a rozproszą się owce stada. Lecz gdy powstanę, uprzedzę was do Galilei. E. Piotr Mu odpowiedział: I. Choćby wszyscy zwątpili w Ciebie, ja nigdy nie zwątpię. E. Jezus mu rzekł: + Zaprawdę powiadam ci: Jeszcze tej nocy, zanim kogut zapieje, trzy razy się Mnie wyprzesz. E. Na to Piotr: I. Choćby mi przyszło umrzeć z Tobą, nie zaprę się Ciebie. E. Podobnie zapewniali wszyscy uczniowie.

Modlitwa i trwoga konania

Wtedy przyszedł Jezus z nimi do ogrodu, zwanego Getsemani, i rzekł do uczniów: + Usiądźcie tu, Ja tymczasem odejdę tam i będę się modlił. E. Wziąwszy z sobą Piotra i dwóch synów Zebedeusza, począł się smucić i odczuwać trwogę. Wtedy rzekł do nich: + Smutna jest moja dusza aż do śmierci; zostańcie tu i czuwajcie ze Mną. E. I odszedłszy nieco dalej, upadł na twarz i modlił się tymi słowami: + Ojcze mój, jeśli to możliwe, niech Mnie ominie ten kielich. Wszakże nie jak Ja chcę, ale jak Ty.

E. Potem przyszedł do uczniów i zastał ich śpiących. Rzekł więc do Piotra: + Tak, jednej godziny nie mogliście czuwać ze Mną? Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie; duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe. E. Powtórnie odszedł i tak się modlił: + Ojcze mój, jeśli nie może ominąć Mnie ten kielich i muszę go wypić, niech się stanie wola Twoja. E. Potem przyszedł i znów zastał ich śpiących, bo oczy ich były senne. Zostawiwszy ich, odszedł znowu i modlił się po raz trzeci, powtarzając te same słowa. Potem wrócił do uczniów i rzekł do nich: + Śpicie jeszcze i odpoczywacie? A oto nadeszła godzina i Syn Człowieczy będzie wydany w ręce grzeszników. Wstańcie, chodźmy; oto się zbliża mój zdrajca.

Pojmanie Jezusa

E. Gdy On jeszcze mówił, oto przyszedł Judasz, jeden z Dwunastu, a z nim wielka zgraja z mieczami i kijami od arcykapłanów i starszych ludu. Zdrajca zaś dał im taki znak: I. Ten, którego pocałuję, to On; Jego pochwyćcie. E. Zaraz też przystąpił do Jezusa, mówiąc: I. Witaj, Rabbi. E. I pocałował Go. A Jezus rzekł do niego: + Przyjacielu, po coś przyszedł? E. Wtedy rzucili się na Jezusa i pochwycili Go. A oto jeden z tych, którzy byli z Jezusem, wyciągnął rękę, dobył miecza i ugodziwszy sługę najwyższego kapłana, odciął mu ucho. Wtedy Jezus rzekł do niego: + Schowaj miecz swój do pochwy, bo wszyscy, którzy za miecz chwytają, od miecza giną. Czy myślisz, że nie mógłbym prosić Ojca mojego, a zaraz wystawiłby Mi więcej niż dwanaście zastępów aniołów? Jakże więc spełnią się Pisma, że tak się stać musi?

E. W owej chwili Jezus rzekł do tłumów: + Wyszliście z mieczami kijami jak na zbójcę, żeby Mnie pochwycić. Codziennie zasiadałem w świątyni i nauczałem, a nie pojmaliście Mnie. Lecz stało się to wszystko, żeby się wypełniły Pisma proroków. E. Wtedy wszyscy uczniowie opuścili Go i uciekli.

Jezus przed Wysoką Radą

Ci zaś, którzy pochwycili Jezusa, zaprowadzili Go do najwyższego kapłana, Kajfasza, gdzie zebrali się uczeni w Piśmie i starsi. A Piotr szedł za Nim z daleka, aż do pałacu najwyższego kapłana. Wszedł tam na dziedziniec i usiadł między służbą, aby widzieć, jaki będzie wynik.

Tymczasem arcykapłani i cała Wysoka Rada szukali fałszywego świadectwa przeciw Jezusowi, aby Go zgładzić. Lecz nie znaleźli, jakkolwiek występowało wielu fałszywych świadków. W końcu stanęli dwaj i zeznali: T. On powiedział: Mogę zburzyć przybytek Boży i w ciągu trzech dni go odbudować. E. Wtedy powstał najwyższy kapłan i rzekł do Niego: I. Nic nie odpowiadasz na to, co oni zeznają przeciwko Tobie? E. Lecz Jezus milczał. A najwyższy kapłan rzekł do Niego: I. Poprzysięgam Cię na Boga żywego, powiedz nam: Czy Ty jesteś Mesjaszem, Synem Bożym? E. Jezus mu odpowiedział: + Tak, Ja Nim jestem. Ale powiadam wam: Odtąd ujrzycie Syna Człowieczego, siedzącego po prawicy Wszechmocnego i nadchodzącego na obłokach niebieskich. E. Wtedy najwyższy kapłan rozdarł swoje szaty i rzekł: I. Zbluźnił. Na cóż nam jeszcze potrzeba świadków? Oto teraz słyszeliście bluźnierstwo. Co wam się zdaje? E. Oni odpowiedzieli: T. Winien jest śmierci. E. Wówczas zaczęli pluć Mu w twarz i bić Go pięściami, a inni policzkowali Go i szydzili: T. Prorokój nam Mesjaszu, kto Cię uderzył?

Piotr zapiera się Jezusa

E. Piotr zaś siedział zewnątrz na dziedzińcu. Podeszła do niego jedna służąca i rzekła: I. I ty byłeś z Galilejczykiem Jezusem. E. Lecz on zaprzeczył temu wobec wszystkich i rzekł: I. Nie wiem, co mówisz. E. A gdy wyszedł ku bramie, zauważyła go inna i rzekła do tych, co tam byli: I. Ten był z Jezusem Nazarejczykiem. E. I znowu zaprzeczył pod przysięgą: I. Nie znam tego Człowieka. E. Po chwili ci, którzy tam stali, zbliżyli się i rzekli do Piotra: I. Na pewno i ty jesteś jednym z nich, bo i twoja mowa cię zdradza. E. Wtedy począł się zaklinać i przysięgać: I. Nie znam tego Człowieka. E. I w tej chwili kogut zapiał. Wspomniał Piotr na słowo Jezusa, który mu powiedział: Zanim kogut zapieje, trzy razy się Mnie wyprzesz. Wyszedł na zewnątrz i gorzko zapłakał.

Wydanie Jezusa Piłatowi

A gdy nastał ranek, wszyscy arcykapłani i starsi ludu powzięli uchwałę przeciw Jezusowi, żeby Go zgładzić. Związawszy Go zaprowadzili i wydali w ręce namiestnika Poncjusza Piłata.

Koniec zdrajcy

Wtedy Judasz, który Go wydał, widząc, że Go skazano, opamiętał się, zwrócił trzydzieści srebrników arcykapłanom i starszym i rzekł: I. Zgrzeszyłem, wydawszy krew niewinną. E. Lecz oni odparli: I. Co nas to obchodzi? To twoja sprawa. E. Rzuciwszy srebrniki do przybytku, oddalił się, potem poszedł i powiesił się. Arcykapłani zaś wzięli srebrniki i orzekli: T. Nie wolno kłaść ich do skarbca świątyni, bo są zapłatą za krew. E. Po odbyciu narady kupili za nie pole garncarza na grzebanie cudzoziemców. Dlatego pole to aż po dziś dzień nosi nazwę Pole Krwi. Wtedy spełniło się to, co powiedział prorok Jeremiasz: Wzięli trzydzieści srebrników, zapłatę za Tego, którego oszacowali synowie Izraela. I dali je za pole garncarza, jak mi Pan rozkazał.

Jezus przed Piłatem

Jezusa zaś stawiono przed namiestnikiem. Namiestnik zadał Mu pytanie: I. Czy Ty jesteś królem żydowskim? E. Jezus odpowiedział : + Tak, Ja nim jestem. E. A gdy Go oskarżali arcykapłani i starsi, nic nie odpowiadał. Wtedy zapytał Go Piłat: I. Nie słyszysz, jak wiele zeznają przeciw Tobie? E. On jednak nie odpowiadał mu na żadne pytanie, tak że namiestnik bardzo się dziwił.

Jezus odrzucony przez swój naród

A był zwyczaj, że na każde święto namiestnik uwalniał jednego więźnia, którego chcieli. Trzymano zaś wtedy znacznego więźnia, imieniem Barabasz. Gdy się więc zebrali, spytał ich Piłat: I. Którego chcecie, żebym wam uwolnił, Barabasza czy Jezusa, zwanego Mesjaszem? E. Wiedział bowiem, że przez zawiść Go wydali. A gdy on odbywał przewód sądowy, żona jego przysłała mu ostrzeżenie: I. Nie miej nic do czynienia z tym Sprawiedliwym, bo dzisiaj we śnie wiele nacierpiałam się z Jego powodu. E. Tymczasem arcykapłani i starsi namówili tłumy, żeby prosiły o Barabasza, a domagały się śmierci Jezusa. Pytał ich namiestnik: I. Którego z tych dwóch chcecie, żebym wam uwolnił? E. Odpowiedzieli: T. Barabasza. E. Rzekł do nich Piłat: I. Cóż więc mam uczynić z Jezusem, którego nazywają Mesjaszem? E. Zawołali wszyscy: T. Na krzyż z Nim! E. Namiestnik odpowiedział: I. Cóż właściwie złego uczynił? E. Lecz oni jeszcze głośniej krzyczeli: T. Na krzyż z Nim! E. Piłat widząc, że nic nie osiąga, a wzburzenie raczej wzrasta, wziął wodę i umył ręce wobec tłumu, mówiąc: I. Nie jestem winny krwi tego Sprawiedliwego. To wasza rzecz. E. A cały lud zawołał: T. Krew Jego na nas i na dzieci nasze. E. Wówczas uwolnił im Barabasza, a Jezusa kazał ubiczować i wydał na ukrzyżowanie.

Król wyśmiany

Wtedy żołnierze namiestnika zabrali Jezusa z sobą do pretorium i zgromadzili koło Niego całą kohortę. Rozebrali Go z Jego szat i narzucili na Niego płaszcz szkarłatny. Uplótłszy wieniec z ciernia włożyli Mu na głowę, a do prawej ręki dali Mu trzcinę. Potem przyklękali przed Nim i szydzili z Niego, mówiąc: T. Witaj, królu żydowski! E. Przy tym pluli na Niego, brali trzcinę i bili Go po głowie. A gdy Go wyszydzili, zdjęli z Niego płaszcz, włożyli na Niego własne Jego szaty i odprowadzili Go na ukrzyżowanie.

Droga krzyżowa

Wychodząc spotkali pewnego człowieka z Cyreny, imieniem Szymon. Tego przymusili, żeby niósł krzyż Jezusa. Gdy przyszli na miejsce zwane Golgotą, to znaczy Miejsce Czaszki, dali Mu pić wino zaprawione goryczą. Skosztował, ale nie chciał pić.

Gdy Go ukrzyżowali, rozdzielili między siebie Jego szaty, rzucając o nie losy. I siedząc, tam Go pilnowali. A nad głową Jego umieścili napis z podaniem Jego winy: To jest Jezus, król żydowski. Wtedy też ukrzyżowano z Nim dwóch złoczyńców, jednego po prawej, drugiego po lewej stronie.

Wyszydzenie na krzyżu

Ci zaś, którzy przechodzili obok, przeklinali Go i potrząsali głowami, mówiąc: T. Ty, który burzysz przybytek i w trzech dniach go odbudowujesz, ocal sam siebie; jeśli jesteś Synem Bożym, zejdź z krzyża. E. Podobnie arcykapłani z uczonymi w Piśmie i starszymi, szydząc, powtarzali: T. Innych wybawiał, siebie nie może wybawić. Jest królem Izraela: niechże teraz zejdzie z krzyża, a uwierzymy w Niego. Zaufał Bogu: niechże Go teraz wybawi, jeśli Go miłuje. Przecież powiedział: Jestem Synem Bożym. E. Tak samo lżyli Go i złoczyńcy, którzy byli z Nim ukrzyżowani.

Śmierć Jezusa

Od godziny szóstej mrok ogarnął całą ziemię aż do godziny dziewiątej. Około godziny dziewiątej Jezus zawołał donośnym głosem: + Elí, Elí, lemá sabachtháni? E. To znaczy: Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił? Słysząc to, niektórzy ze stojących tam mówili: T. On Eliasza woła. E. Zaraz też jeden z nich pobiegł i wziąwszy gąbkę, napełnił ją octem, włożył na trzcinę i dawał Mu pić. Lecz inni mówili: T. Poczekaj! Zobaczymy, czy przyjdzie Eliasz, aby Go wybawić. E. A Jezus raz jeszcze zawołał donośnym głosem i wyzionął ducha.

Wszyscy klękają i przez chwilę zachowują milczenie.

Po śmierci Jezusa

A oto zasłona przybytku rozdarła się na dwoje z góry na dół; ziemia zadrżała i skały zaczęły pękać. Groby się otworzyły i wiele ciał świętych, którzy umarli, powstało. I wyszedłszy z grobów po Jego zmartwychwstaniu, weszli do Miasta Świętego i ukazali się wielu.

Setnik zaś i jego ludzie, którzy odbywali straż przy Jezusie, widząc trzęsienie ziemi i to, co się działo, zlękli się bardzo i mówili: T. Prawdziwie, ten był Synem Bożym.

E. Było tam również wiele niewiast, które przypatrywały się z daleka. Szły one za Jezusem z Galilei i usługiwały Mu. Między nimi były: Maria Magdalena, Maria, matka Jakuba i Józefa, oraz matka synów Zebedeusza.

Złożenie w grobie

Pod wieczór przyszedł zamożny człowiek z Arymatei, imieniem Józef, który też był uczniem Jezusa. On udał się do Piłata i poprosił o ciało Jezusa. Wówczas Piłat kazał je wydać. Józef zabrał ciało, owinął je w czyste płótno i złożył w swoim nowym grobie, który kazał wykuć w skale. Przed wejście do grobu zatoczył duży kamień i odszedł. Lecz Maria Magdalena i druga Maria pozostały tam, siedząc naprzeciw grobu.

Nazajutrz, to znaczy po dniu Przygotowania, zebrali się arcykapłani i faryzeusze u Piłata i oznajmili: T. Panie, przypomnieliśmy sobie, że ów oszust powiedział jeszcze za życia: Po trzech dniach powstanę. Każ więc zabezpieczyć grób aż do trzeciego dnia, żeby przypadkiem nie przyszli Jego uczniowie, nie wykradli Go i nie powiedzieli ludowi: Powstał z martwych. I będzie ostatnie oszustwo gorsze niż pierwsze. E. Rzekł im Piłat: I. Macie straż: idźcie, zabezpieczcie grób, jak umiecie. E. Oni poszli i zabezpieczyli grób opieczętowując kamień i stawiając straż.

Oto słowo Pańskie.

EWANGELIA KRÓTSZA (Mt 27, 11?54)

Męka naszego Pana Jezusa Chrystusa według świętego Mateusza.

Jezus przed Piłatem

E. Jezusa stawiono przed namiestnikiem. Namiestnik zadał Mu pytanie: I. Czy Ty jesteś królem żydowskim? E. Jezus odpowiedział: + Tak, Ja nim jestem. E. A gdy Go oskarżali arcykapłani i starsi, nic nie odpowiadał. Wtedy zapytał Go Piłat: I. Nie słyszysz, jak wiele zeznają przeciw Tobie? E. On jednak nie odpowiadał mu na żadne pytanie, tak że namiestnik bardzo się dziwił.

Jezus odrzucony przez swój naród

A był zwyczaj, że na każde święto namiestnik uwalniał jednego więźnia, którego chcieli. Trzymano zaś wtedy znacznego więźnia, imieniem Barabasz. Gdy się więc zebrali, spytał ich Piłat: I. Którego chcecie, żebym wam uwolnił, Barabasza czy Jezusa, zwanego Mesjaszem? E. Wiedział bowiem, że przez zawiść Go wydali. A gdy on odbywał przewód sądowy, żona jego przysłała mu ostrzeżenie: I. Nie miej nic do czynienia z tym Sprawiedliwym, bo dzisiaj we śnie wiele nacierpiałam się z Jego powodu. E. Tymczasem arcykapłani i starsi namówili tłumy, żeby prosiły o Barabasza, a domagały się śmierci Jezusa. Pytał ich namiestnik: I. Którego z tych dwóch chcecie, żebym wam uwolnił? E. Odpowiedzieli: T. Barabasza. E. Rzekł do nich Piłat: I. Cóż więc mam uczynić z Jezusem, którego nazywają Mesjaszem? E. Zawołali wszyscy: T. Na krzyż z Nim! E. Namiestnik odpowiedział: I. Cóż właściwie złego uczynił? E. Lecz oni jeszcze głośniej krzyczeli: T. Na krzyż z Nim! E. Piłat, widząc, że nic nie osiąga, a wzburzenie raczej wzrasta, wziął wodę i umył ręce wobec tłumu, mówiąc: I. Nie jestem winny krwi tego Sprawiedliwego. To wasza rzecz. E. A cały lud zawołał: T. Krew Jego na nas i na dzieci nasze. E. Wówczas uwolnił im Barabasza, a Jezusa kazał ubiczować i wydał na ukrzyżowanie.

Wtedy żołnierze namiestnika zabrali Jezusa z sobą do pretorium i zgromadzili koło Niego całą kohortę. Rozebrali Go z szat i narzucili na Niego płaszcz szkarłatny. Uplótłszy wieniec z ciernia, włożyli Mu na głowę, a do prawej ręki dali Mu trzcinę. Potem przyklękali przed Nim i szydzili z Niego, mówiąc: T. Witaj, królu żydowski! E. Przy tym pluli na Niego, brali trzcinę i bili Go po głowie. A gdy Go wyszydzili, zdjęli z Niego płaszcz, włożyli na Niego własne Jego szaty i odprowadzili Go na ukrzyżowanie.

Droga krzyżowa

Wychodząc, spotkali pewnego człowieka z Cyreny, imieniem Szymon. Tego przymusili, żeby niósł krzyż Jezusa. Gdy przyszli na miejsce zwane Golgotą, to znaczy Miejsce Czaszki, dali Mu pić wino zaprawione goryczą. Skosztował, ale nie chciał pić. Gdy Go ukrzyżowali, rozdzielili między siebie Jego szaty, rzucając o nie losy. I siedząc, tam Go pilnowali. A nad głową Jego umieścili napis z podaniem Jego winy: To jest Jezus, król żydowski. Wtedy też ukrzyżowano z Nim dwóch złoczyńców, jednego po prawej, drugiego po lewej stronie.

Wyszydzenie na krzyżu

Ci zaś, którzy przechodzili obok, przeklinali Go i potrząsali głowami mówiąc: T. Ty, który burzysz przybytek i w trzech dniach go odbudowujesz, wybaw sam siebie; jeśli jesteś Synem Bożym, zejdź z krzyża!. E. Podobnie arcykapłani z uczonymi w Piśmie i starszymi, szydząc, powtarzali: T. Innych wybawiał, siebie nie może wybawić. Jest królem Izraela: niechże teraz zejdzie z krzyża, a uwierzymy w Niego. Zaufał Bogu: niechże Go teraz wybawi, jeśli Go miłuje. Przecież powiedział: Jestem Synem Bożym. E. Tak samo lżyli Go i złoczyńcy, którzy byli z Nim ukrzyżowani.

Śmierć Jezusa

Od godziny szóstej mrok ogarnął całą ziemię aż do godziny dziewiątej. Około godziny dziewiątej Jezus zawołał donośnym głosem: + Elí, Elí, lemá sabachtháni? E. To znaczy: Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił? Słysząc to, niektórzy ze stojących tam mówili: T. On Eliasza woła. E. Zaraz też jeden z nich pobiegł i wziąwszy gąbkę, napełnił ją octem, włożył na trzcinę i dawał Mu pić. Lecz inni mówili: T. Poczekaj! Zobaczymy, czy przyjdzie Eliasz, aby Go wybawić. E. A Jezus raz jeszcze zawołał donośnym głosem i wyzionął ducha.

Wszyscy klękają i przez chwilę zachowują milczenie.

Po śmierci Jezusa

A oto zasłona przybytku rozdarła się na dwoje z góry na dół;

ziemia zadrżała i skały zaczęły pękać. Groby się otworzyły i wiele ciał Świętych, którzy umarli, powstało. I wyszedłszy z grobów po Jego zmartwychwstaniu, weszli do Miasta Świętego i ukazali się wielu. Setnik zaś i jego ludzie, którzy odbywali straż przy Jezusie, widząc trzęsienie ziemi i to, co się działo, zlękli się bardzo i mówili: T. Prawdziwie, Ten był Synem Bożym.

Oto słowo Pańskie.

Słowo o Słowie

Gdyby jeszcze miesiąc temu ktoś nam powiedział, że będziemy celebrować Niedzielę Palmową z pięcioma wiernymi w kościołach, powiedzielibyśmy, że chyba palma mu odbiła. Jednak taka dziś rzeczywistość. Zawsze niedziela Palmowa była ostatnim głosem radości, gdzie przed wydarzeniami Wielkiego Tygodnia rozbrzmiewało „Hosanna Synowi Dawidowemu.” Dziś rozbrzmiewają megafony służbowych pojazdów, które przypominają o rządowych rozporządzeniach, a w kościołach na „szóstego” próbują wbijać się jacyś dziwni ludzie, robiący zdjęcia, w poszukiwaniu sensacji i ewentualnych naruszeń „nowego miru”.

Jak proroczo brzmią dziś słowa Męki Pańskiej, gdzie zabiwszy Zbawiciela Jego wrogowie poszli do Piłata, aby zapieczętować grób i postawić straże. Bo wykradną ciało. Ciekaw zresztą z perspektywy czasu, czy obawiali się zmartwychwstania, czy uważali, że owa grupka wylęknionych uczniów zdolna jest posunąć się do takiej mistyfikacji. Jeśli nawet, to po co? Ono swoją nadzieję złożyli w Jezusie. Po Jego śmierci byli przekonani, że wszystko skończone. Bali się bardziej, niż dziś wielu współczesnych uczniów Zbawiciela.

Zatem, czy dziś też uaktywnieni „działacze” szukający w naszych kościołach sensacji boją się Zmartwychwstania? Tego, że nawet pięcioro wiernych jest i pozostaje na mszy, modląc się także za tych, którzy czuwają w swoich domach?

SŁOWO BOŻE W PRAKTYCE

Niedziela Palmowa w tym roku zapowiada szczególne Triduum i smutną Wielkanoc. Warto więc uświadomić sobie, że Jezus Zmartwychwstał mimo zapieczętowanego grobu. Jego męka i śmierć dała światu Zbawienie.Zatem jeśli i ten trudny czas próby naszej wiary przeżyjemy z Jezusem, Jego Zmartwychwstanie nada nowy blask naszej wierze, ożywi serca i pozwoli przeżyć ten niezwykły czas próby. Trzeba nam tylko modlić się, aby Bóg zachował nas od utraty wiary….

PYTANIE DLA ODWAŻNYCH

Czy modlę się o zachowanie od utraty wiary?

Słowo o Słowie na sobotę

Sobota Dzień Powszedni

PIERWSZE CZYTANIE  (Ez 37,21-28)

Bóg gromadzi rozproszonych

Czytanie z Księgi proroka Ezechiela.

Tak mówi Pan Bóg:

?Oto wybieram Izraelitów spośród ludów, do których pociągnęli, i zbieram ich ze wszystkich stron, i prowadzę ich do ich kraju. I uczynię ich jednym ludem w kraju, na górach Izraela, i jeden król będzie nimi wszystkimi rządził, i już nie będą tworzyć dwóch narodów, i już nie będą podzieleni na dwa królestwa.

I już nie będą się kalać swymi bożkami i wstrętnymi kultami, i wszelkimi odstępstwami. Uwolnię ich od wszystkich ich wiarołomstw, którymi zgrzeszyli, oczyszczę ich i będą moim ludem, Ja zaś będę ich Bogiem.

Sługa mój, Dawid, będzie królem nad nimi i wszyscy oni będą mieć jedynego Pasterza, i żyć będą według moich praw, i moje przykazania zachowywać będą i wypełniać. Będą mieszkali w kraju, który dałem słudze mojemu, Jakubowi, w którym mieszkali wasi przodkowie. Mieszkać w nim będą, oni i synowie, i wnuki ich na zawsze, a mój sługa, Dawid, będzie na zawsze ich władcą.

I zawrę z nimi przymierze pokoju: będzie to wiekuiste przymierze z nimi. Założę ich i rozmnożę, a mój przybytek pośród nich umieszczę na stałe. Mieszkanie moje będzie pośród nich, a Ja będę ich Bogiem, oni zaś będą moim ludem. Ludy zaś pogańskie poznają, że Ja jestem Pan, który uświęca Izraela, gdy mój przybytek będzie wśród nich na zawsze?.

Oto słowo Boże.

PSALM RESPONSORYJNY  (Jr 31,10.11-12ab.13)

Refren: Pan nas obroni, tak jak pasterz owce.

Słuchajcie, narody, słowa Pana, *

głoście na dalekich wyspach i mówcie:

?Ten, co rozproszył, zgromadzi Izraela *

i będzie czuwał nad nim jak pasterz nad swą trzodą?.

Pan bowiem uwolni Jakuba, *

wybawi go z ręki silniejszego od niego.

Przyjdą i będą wykrzykiwać radośnie na wyżynie Syjonu *

i rozradują się błogosławieństwem Pana.

Wtedy ogarnie dziewicę radość wśród tańca *

i młodzieńcy cieszyć się będą ze starcami.

Zamienię bowiem ich smutek w radość, *

pocieszę ich i rozweselę po ich troskach.

ŚPIEW PRZED EWANGELIĄ  (Ez 18,31)

Aklamacja: Chwała Tobie, Słowo Boże.

Odrzućcie od siebie wszystkie grzechy

i utwórzcie sobie nowe serca i nowego ducha.

Aklamacja: Chwała Tobie, Słowo Boże.

EWANGELIA  (J 11,45-57)

Jezus umrze, aby zgromadzić rozproszone dzieci Boże

Słowa Ewangelii według świętego Jana.

Wielu spośród Żydów przybyłych do Marii, ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego. Niektórzy z nich udali się do faryzeuszów i donieśli im, co Jezus uczynił.

Wobec tego arcykapłani i faryzeusze zwołali Najwyższą Radę i rzekli: ?Cóż my robimy wobec tego, że ten człowiek czyni wiele znaków? Jeżeli Go tak pozostawimy, to wszyscy uwierzą w Niego, i przyjdą Rzymianie, i zniszczą nasze miejsce święte i nasz naród?. Wówczas jeden z nich, Kajfasz, który w owym roku był najwyższym kapłanem, rzekł do nich: ?Wy nic nie rozumiecie i nie bierzecie tego pod uwagę, że lepiej jest dla was, gdy jeden człowiek umrze za lud, niż miałby zginąć cały naród?.

Tego jednak nie powiedział sam od siebie, ale jako najwyższy kapłan w owym roku wypowiedział proroctwo, że Jezus miał umrzeć za naród, a nie tylko za naród, ale także, by rozproszone dzieci Boże zgromadzić w jedno. Tego więc dnia postanowili Go zabić.

Odtąd Jezus już nie występował wśród Żydów publicznie, tylko odszedł stamtąd do krainy w pobliżu pustyni, do miasteczka, zwanego Efraim, i tam przebywał ze swymi uczniami.

A była blisko Pascha żydowska. Wielu przed Paschą udawało się z tej okolicy do Jerozolimy, aby się oczyścić. Oni więc szukali Jezusa i gdy stanęli w świątyni, mówili jeden do drugiego: ?Cóż wam się zdaje? Czyżby nie miał przyjść na święto??

Arcykapłani zaś i faryzeusze wydali polecenie, aby każdy, ktokolwiek będzie wiedział o miejscu Jego pobytu, doniósł o tym, aby Go można było pojmać.

Oto słowo Pańskie.

Słowo o Słowie

Temat: ?Rozproszone dzieci Boże?

Przed chwilą odebrałem telefon od kolegi z Kenii. Księdza, z którym kiedyś studiowałem. Odwiedzaliśmy się zarówno w Kenii jak i on bywał wielokrotnie w Polsce. Rozmawialiśmy o sytuacji Kościoła w naszych krajach. W jego diecezji kościoły pozamykane. W kraju, gdzie jest bardzo młode społeczeństwo, gdzie malaria i inne niebezpieczne choroby co roku pozbawiają życia setki tysięcy ludzi. Średnia długość życia to 42 lata? Jak postrzegają zamknięcie kościołów w związku z pojawieniem się pojedynczych przypadków chińskiego wirusa? Krótko i na temat. Za kilka miesięcy wszyscy nieżyczliwi Kościołowi będą głośno argumentować, że Kościół nie jest niezbędny i bez niego da się żyć.

Dziś jak nigdy w czasach nowożytnych w Polsce mamy poczucie, że dzieci Boże zostały rozporoszone. Nie zmienią tego licznie transmitowane nabożeństwa i msze, a już na pewno nie obszerne zapewnienia duchownych, żeby ?siedzieć w domu, bo Pan Bóg jest wszędzie?. Ta prosta prawda wiary jednak nie wystarczy rozproszonym dzieciom Bożym, które zwłaszcza teraz oczekują od kapłanów wyjścia ze swojej strefy komfortu. Nie zmienią tego też datki na sprzęt dla szpitali od duchownych, szycie maseczek czy inne szlachetne dzieła. To wszystko jest ważne, ale przecież wszystko co mamy w sferze materialnej mamy od wiernych. Kościół w Polsce utrzymuje się z ofiar, zatem jeśli coś komuś jako księża ofiarujemy, to jest to jedynie redystrybucja ofiar wiernych.

Od nas ludzie oczekują świadectwa wiary w Boga, a nie redystrybucji lęku i rządowych komunikatów. Jest dla nas wyzwaniem w tych czasach, jak nie łamać zasad ustanowionych przez osoby odpowiedzialne za nasze bezpieczeństwo i jednocześnie nie porzucić Bożych owieczek pozostających pod naszą pieczą. Wszak Jezus uczył czym różni się Dobry Pasterz od najemnika.

SŁOWO BOŻE W PRAKTYCE

W tych czasach my jako kościół zostaliśmy bardzo rozproszeni. Z całą pewnością tych piór rozsypanych na wietrze nikt już nie pozbiera. Nic już nie będzie takie samo. Naśmiewanie się z tych, którzy wierzą, że Bóg uchroni ich przed zarażeniem, lekceważenie modlitwy i sakramentów świętych, straszenie wiernych było do tej pory domeną skrajnie lewicowych polityków. Dziś milczą. Siedzą wygodnie przed telewizorami i ekranami komputerów, popijają swoje ulubione drogie trunki i wznoszą toast za tych, którzy dziś mówią ich językiem i ich wyręczają. Czas pokaże, czy skutecznie. Bóg ma swoje plany i pragnie zjednoczyć na nowo rozproszone dzieci Boże. Zatem módlmy się dalej, aby Bóg uchował nas od zarazy i utraty wiary?

PYTANIE DLA ODWAŻNYCH

Jak mówię o wierze w tym czasie próby?

Co się stało z pokoleniem JPII”

To już piętnaście lat. Wtedy też świat wstrzymał oddech. Pamiętam do dziś osiedlowego „dresika”, klęczącego gdzieś pośrodku kościoła. Poszliśmy otworzyć świątynię, kiedy oficjalnie podano, że Nasz ukochany Jan Paweł II odszedł do domu Ojca. Klęczał skulony i płakał… Łzy spływały mu po policzkach, ale wiedział gdzie szukać miejsca na ziemi, które da ukojenie i nadzieję. Pamiętam moje rozmowy z młodzieżą, której wtedy posługiwałem. To nie była rozpacz. To były łzy spełnienia, takie, jak spływają po policzkach, gdy dzieje się coś nieuniknionego, jak przy pożegnaniu, ale tylko na jakiś czas. Jak wówczas, kiedy opuszcza się dom rodzinny, aby się usamodzielnić, kiedy żegna się przyjaciela, który wyjeżdża gdzieś hen daleko. „Teraz tylko pozostaje nam wypełnić to, czego nauczał…”. Tak mówili młodzi ludzie, których wtedy spotykałem.

Kibice zwaśnionych drużyn wiązali ze sobą klubowe szaliki, ludzie gromadzili się spontanicznie w kościołach na modlitwie, i nawet kierowcy mieli wtedy dla siebie więcej wyrozumiałości. Tak nas nauczał. Stacje telewizyjne i media elektroniczne przypominały jego naukę, a pogrzeb Ojca zgromadził najważniejsze osobistości ze świata. Lud, który patrzył jak wiatr wiejący na Placu zamyka Księgę na trumnie zmarłego papieża odczytywał w tym znaki czasu. Santo Subito! Natychmiast ogłosić go świętym! Wszak już za życia Jana Pawła II wielu opowiadało, jakich łask doznawali od Boga po spotkaniu z Papieżem Tymczasem „na salonach” trwała dyskusja, której głównym przesłaniem było, że nie ma co się przejmować emocjami tłumu, wszak lepiej zaczekać co z tego wyniknie. Bóg dawał poruszenie wody wypływającej z Przybytku, a gromada wiernych łamana paraliżem grzechu czekała, aby ktoś podszedł i wprowadził ich do ożywczej wody. Powstawały tu i ówdzie przy parafiach wspólnoty. Szkoły i uczelnie przyjmowały imię Wielkiego Polaka. Stawiano pomniki, urządzano pielgrzymki, lecz z całego nauczania ci, co dyskutowali o emocjach tłumu najchętniej mówili o kremówkach i papieskich kajakach. Jego nauczanie odchodziło w niebyt. Książki, encykliki, listy? A któż by to wszystko czytał       .

Z czasem rozeszły się tłumy opłakujące Papieża. Lud, który go opłakiwał, dostał o co prosił. Santo Giovanni Paolo II. I tyle w temacie. Salony zajęły się innymi sprawami. Kto wie, rozumie, a kto nie ma pojęcia, niech nie próbuje zrozumieć.

Dziś też świat wstrzymał oddech i aż trudno uwierzyć po piętnastu latach, że spotykasz na ulicy tych samych znanych ci ludzi, których kiedyś nazwano Jego pokoleniem, ale oni już wyrośli z tamtych dziecięcych uczuć. Jakby wychowywani bez ojca i bez matki. Niekiedy spuszczają smutno głowę, nie chcąc nikogo oskarżać, czasem wprost mówią, że nie chcą o tym rozmawiać. Stare pomniki pokrywa ciemna powłoka czasu. Jeden czasem czerwoni działacze obleją jakąś farbą, na inny pseudoartyści założą szubienicę. A my? Po piętnastu latach z minami jak na pogrzebie małego Pana Michała. Zrezygnowani, czasem lekko wzruszeni, gdy jakiś natchniony kaznodzieja przypomni znane nam słowa odnosząc je do Papieża. „Larum grają! wojna! nieprzyjaciel w granicach! a ty się nie zrywasz? szabli nie chwytasz? na koń nie siadasz? Co się stało z tobą, żołnierzu.?

O czym się dziś mówi na salonach? Kto czytać potrafi i ma dostęp do Internetu, powtarzać mu tego nie trzeba. Opustoszałe kościoły, dramatyczne, czasem pełne goryczy wpisy wiernych stanowią ciężar, z jakim kiedyś będziemy musieli pójść na Sąd Najwyższego. Co gorsze, będziemy musieli żyć z tym poczuciem, że po raz kolejny postanowiliśmy „czekać”, kiedy spragniony lud wołał o kruszynę Niebieskiego Chleba.

Wielu dziś pyta, co zrobiłby i powiedział dziś Święty Jan Paweł II? To chyba jednak nie tak. Bo on był nam dany na czas, gdy mogliśmy go mieć i słuchać. Jeśli tamten czas nas nie przygotował do obecnej chwili, już niewiele będziemy mogli zrozumieć z tego, co się dzieje. Rozproszeni, poranieni duchowo, z poczuciem opuszczenia wciśnięci w Internet. Wypatrujący znaków nadziei, jak ta młoda dziewczyna, której nie przerosły obowiązki Prezesa, bo postanowiła zamknąć Biuro i iść do ludzi, którzy potrzebują pomocy. Jak harcerze, którzy też pragną pomagać starszym ludziom, „zapuszkowanym” w domach i jak nigdy samotnych. Pasterz powinien pachnieć owcami, mawiał papież Franciszek, ale to też było chyba jeszcze przed tzw. pandemią?

Wybory

Czas tzw. narodowej kwarantanny przedłuża się. Zresztą było to do przewidzenia. Zatem obok codziennego horroru w odcinkach spod znaku ?z Kraju i ze Świata? dołączył drugi serial, jakim karmią nas codziennie media wszystkich opcji. Ten serial zatytułowany jest ?wybory?. Co ciekawe, może ktoś z tych, którzy po latach będą badać zachowania jednostek i społeczeństw zwróci kiedyś na to uwagę, ale tzw. chiński wirus spowodował poważne zaburzenia dotyczące działań matematyczno logicznych wśród ogromnej części społeczeństwa. Pięć osób w kościele jest zagrożeniem, gdzie przekroczenie tego limitu grozi sankcjami. Pięć osób w porównywalnej wielkości ?Biedronce? może już wzrosnąć np do 15, jeśli jest tam 5 kas. Jeśli market ma 20 kas, może być 60 osób. Mąż może sypiać z żoną w jednym łóżku, ale na ulicy mają być dwa metry od siebie, bo przecież jak zweryfikować kto z kim przechadza się do supermarketu? Tych paradoksów znalazłoby się więcej, ale nie jest moim zadaniem zbieranie codziennych absurdów, o których nawet Barei się nie śniło.

Czy wybory będą mogły odbyć się w maju? Najuczciwiej byłoby odpowiedzieć, a któż to wie? Prawdą jest, że społeczeństwo nawet bezpieczne ale wystraszone może pozostać w domu, co zafałszuje wynik wyborczy. Na czyją korzyść? Hm, zależy jak na to patrzeć. Czy można przeprowadzić wybory w części zdalnie? Pytanie do techników i informatyków. Politycy narzekają, że nie można prowadzić kampanii zdalnie. Chwilę temu udowadniali, że można zdalnie odprawiać mszę i prowadzić duszpasterstwo, więc trochę konsekwencji, Panie i Panowie. Chyba kampania wyborcza zdalnie też jest do ogarnięcia? Są jednak pytania, które nie ma komu postawić, a które powodują gorycz i smutek. Zwłaszcza dla człowieka, który stara się czytać między wierszami i nie stać się wyznawcą którejkolwiek z partii politycznych.

Pierwsze z pytań, które stawiają mi moi parafianie, to dlaczego mają głosować, iść na wybory jeśli teraz pozbawiono ich wyboru i głosu? Dorosłych, świadomych ludzi, wbrew obowiązującemu prawu pozbawiono możliwości uczestniczenia w najświętszej czynności ich życia ? mszy św. Zadecydowano, że w kościele, gdzie można rozsadzić ponad 50 osób w odległości PONAD 2 m od siebie może przebywać tylko 5 osób? Czy ktoś słyszy głos tych ludzi? Przed nami Wielkanoc, najważniejsze ze świąt, a oni słyszą, że mają siedzieć w domach. Samotni, opuszczeni, z coraz bardziej egzotycznymi propozycjami ludzi, którzy chyba już sami nie wiedzą, czym mają się zająć. Dlaczego potrafimy liczyć ludzi w sklepie i autobusie, a nie możemy na mszy? Owszem, liczą, ale ci, których noga w kościele nie stanęła od lat. Biegają i piszą donosy, bo a nuż pojawi się na chwilę szósta osoba, na którą będzie można donieść?

Drugie z pytań, pozostające do tej pory bez adresata. Przy całej trosce o życie i zdrowie społeczeństwa. Co się dzieje z projektem #zatrzymajaborcję? Ginie codziennie więcej dzieci zamordowanych z zimną krwią, niż osób zarażonych wirusem. Gdzie jest niezależny Trybunał Konstytucyjny, w którym leży już drugi wniosek w rzeczonej sprawie? Tym zabijanym dzieciom też nie dano wyboru, kiedy wciąga się społeczeństwo w bezsensowną wojnę o datę plebiscytu, którego wynik wszyscy znamy.

Sam głosowałem w poprzedniej kadencji na obecną głowę Państwa i w sumie patrząc na obecne ?zarządzanie kryzysem? mogę powiedzieć, że się nie zawiodłem. Przynajmniej gdy próbuję sobie wyobrazić, co by było gdyby? Ech, może lepiej sobie nie wyobrażać. Zawiodłem się w innej kwestii. Kluczenia w sprawie konstytucyjnego pojmowania małżeństwa. Wszędzie na świecie mówienie o jakichkolwiek związkach osób tej samej płci kończyło się oddawaniem im dzieci do adopcji. Tym, którzy wierzą politykom proponuję posłuchać, co mówili inni politycy, ci którzy dziś bez wahania reprezentują najbardziej skrajne i niebezpieczne poglądy w tej kwestii jakieś 10 lat temu. To samo, co obecnie rządzący? Niestety. ?Niech wasza mowa będzie tak ? tak, nie ? nie. Co nadto jest od Złego pochodzi?. Zatem formułując trzecie z pytań, które nie wiadomo komu mamy je postawić, kto da wybór dzieciom, które trafią do związków homoseksualnych na skutek adopcji, jeśli politycy będą kłócić się termin wyborów, a ich efekt i tak nic nie zmieni w najważniejszych dla kraju obszarach? Bo patrząc na to, iż do tej pory miłościwie nam panujący nie raczyli wypowiedzieć genderowej konwencji Stambulskiej pytanie staje się zasadne.

Czwarta kwestia w której nie dano nam wyboru to epatowanie demoralizacją na ulicach naszych miast i torowanie drogi przez oddziały policji ludziom, którzy obrażają nas, lżą najświętsze dla nas wartości, prowokują. To nazywamy ?wolnością słowa?? Naprawdę? I musimy się słuchać Unii, tzn. musieliśmy, bo teraz chyba mniej musimy i nawet nikt tego nie kwestionuje? Ktoś dał wybór mieszkańcom miast, którzy nie życzą sobie, aby objazdowe grupy prowokatorów pluły w twarz mieszkańcom?

Piąte pytanie to przedsiębiorcy i prowadzący działalność gospodarczą. Zakazano praktycznie prowadzenia działalności w wielu dziedzinach gospodarki. Rozumiem, są takie sytuacje, ale? Zaproponowano działania osłonowe. Pamiętam jak kiedyś dramatycznie apelował do nas duchownych jeden z najważniejszych przedsiębiorców w Polsce, abyśmy o nich nie zapominali i ich nie opuszczali. ?Muszę decydować w sumieniu, czy mam zapłacić wszystkie podatki i ZUS y, czy zwolnić część pracowników. Zostaję z tym sam w swoim sumieniu?, mówił w czasie, gdy bezrobocie w Polsce sięgało zenitu. Dziś za huczną deklaracją polityków kryje się niewiele. Nie, nie zmieniłem poglądów i nie wyciągam ręki po tzw. daniny. Chciałbym tylko w czasie, kiedy nie wolno mi mieć więcej niż 5 osób w kościele, który utrzymuje się ofiar wiernych, móc utrzymać moją załogę ? świeckich pracowników Parafii, których zatrudniam. Póki co, jak się nic nie zmieni, 15 kwietnia trzeba będzie zapłacić za nich około 4 tysięcy ZUS u, plus kilka dni później PIT 4. Tak, Kościół też płaci ubezpieczenia i podatki. Nie wyobrażam sobie płacić ludziom ?pod stołem?, zwłaszcza, jeśli za chwilę ich ubezpieczenie może być na wagę życia i śmierci. Pracowników zatrudnionych w parafii żadne działania osłonowe nie obejmują. Ci ludzie teraz mają więcej pracy i z większym narażeniem. Każde wyjście w teren, zabezpieczenie kościoła czy zwykłe zrobienie zakupów, to zdecydowanie większe ryzyko niż odprawienie mszy św. dla pięciu osób? Poza tym mają swoje rodziny, także na utrzymaniu. Nikt z nich się nie skarży i nikt nie narzeka. Ich wiara i pogoda ducha dodaje i mi sił. Dlatego uważam, zwalnianie pracowników w tym czasie czy odsyłanie ich na ?bezpłatny? nie wchodzi w grę. Przynajmniej dla mnie, nawet gdybym miał wiele stracić. Wszak św. Jan Paweł II nauczał, że człowiek jest Drogą Kościoła. Do kogo jednak wołać i apelować o uczciwe podatki, jeśli koszty pracy mogą okazać się bardziej zabójcze od wirusa? Czy była w Polsce powojennej jakaś władza, która stawiałaby na przedsiębiorczość obywateli? Hm, zapomniałem, że człowiek niezależny i samodzielny nie musi liczyć na plusy i minusy, ale to chyba nie jest na rękę żadnej władzy. Lepiej zabrać, część z tego rozdać i mieć prowizję w postaci głosów i podatków.

Nie piszę tego, aby się żalić. Wielu przedsiębiorców jest w jeszcze gorszej sytuacji. Moja parafia otrzymuje wyjątkowe wsparcie od wiernych, więc trzymam się tego, że o nic nie proszę. Jedynie dziękuję. dziękuję po stokroć, bo takich ludzi Bóg mi przysyła i takiego wsparcia poprzez nich udziela.

Co zatem z wyborami? Wydają się walką gladiatorów na arenie. Ich życie i przydatność dawno już została określona. Będą żyli i walczyli tak długo, póki Cesarski kciuk nie każe ich dobić. Czy zatem wybory powinny odbyć się w maju, czy zostać przełożone? Można by zapytać retorycznie. A co to zmieni, skoro w najważniejszych kwestiach nie mamy żadnego wyboru, oprócz tego, że któregoś dnia słuchając takich czy innych mediów będziemy mogli obranemu Cezarowi wystawiając dumnie pierś wykrzyczeć: ?Ave caezar, morituri te salutant!?

Hejt na Rydzyka

Mija kolejny dzień, kiedy nasze kościoły świecą pustkami. Od czasu wprowadzenia pierwszych ograniczeń liczba transmisji z mszy i nabożeństw rośnie szybciej, niż chińskie i włoskie statystki chorych razem wzięte. Msze święte transmitują także stacje do tej pory raczej nie kojarzone z katolicyzmem, a przynajmniej jego doktryną. Wielu duchownych zaangażowało się w nawoływanie, aby ludzie pozostali w domach. Cóż, ile razy trzeba by odprawiać, żeby zapewnić przynajmniej minimalny dostęp do mszy św. tym, co przychodzili chociażby wtedy, gdy mogliśmy mieć przynajmniej te 50 osób jednorazowo w kościele? Jako ludzie wiary musimy spoglądać z wiarą na rzeczywistość. Jednak w miarę trwania ograniczeń maski wielu z nas opadają. W czasach szczególnych wychodzi z nas skrywana „druga strona medalu”.

Wielu obwieszcza, że restrykcje są konieczne, bo to wojna. Wojna na śmierć i życie. Co za tym idzie potrzebna jest mobilizacja. W tym samym czasie wielu „zatroskanych katolików”, którzy dla „naszego dobra” nawołują do pozostania w domach, bo przecież są transmisje, uzbrojeni w hasztagi, przyklejeni do komputerów zajęło się rozliczaniem innych, jak postępują w tym trudnym czasie. Na celowniku nie mogło zabraknąć oczywiście Ojca Dyrektora. Dlaczego? Przecież spółki i firmy zrzucają się na sprzęt, ktoś za darmo szyje maski, restauratorzy dowożą jedzenie, właściciele drukarek 3D drukują przyłbice, a Biznesmen z Torunia nie dał ani grosza… Taki jest przekaz, niestety także wielu ludzi uważających się za wierzących. Cóż, jak to powiadają, Boże broń mnie od przyjaciół, bo od wrogów sam się obronię.

Czym jest Radio Maryja dla samotnego człowieka, który teraz na dodatek leży w domu, będąc w największej grupie ryzyka, wie tylko ten, kto bez uprzedzeń choć raz posłuchał takich ludzi. Na chwilę obecną mamy poniżej półtora tysiąca zarażonych, 17 zmarłych i wielką niewiadomą, jak to się wszystko skończy i jak długo potrwa. Nie wiem, jakim trzeba być człowiekiem pozbawionym empatii i minimum obiektywizmu, aby nie rozumieć, że lada chwila ów front nie walki nie tylko o nasze zdrowie, ale także naszą wiarę i naszą kondycję psychiczną może przesunąć się niebezpiecznie blisko. Wszak ci, którzy najgłośniej krzyczą zostańcie w domu pokazują nam zdjęcia z Bergamo, Madrytu i innych miast, z polowymi szpitalami, ciężarówkami wojskowymi wywożącymi zmarłych i trumnami ustawionymi luzem na zewnątrz bądź wewnątrz na dużych przestrzeniach. Wielu z tych ludzi, którzy uważają, że robią wspaniałą robotę dla ludzkości zapomina, że inni, w osamotnieniu, opuszczeniu i teraz jeszcze izolacji czekają na to, „co Bóg da”. Do wielu być może w ich ostatnich chwilach życia, którego nie da się uratować nie dotrze ani ksiądz ani lekarz. Zostanie Katolicki Głos w ich Domu… Dla niektórych z nich być może to ostatnie tygodnie lub może nawet dni. Uderzać w takich czasach jak teraz, w momencie przymusowej izolacji w katolickie media, z takim trudem wywalczone, kosztem wdowiego grosza utrzymywane, to niebywała podłość. Niegodziwość, której nie da się opisać cywilizowanymi słowami.

Ci, którzy tak hejtują Zakonnika z Torunia zapominają, że na wojnie każdy ma swoje role. Są generałowie i są szeregowcy. Kapelani i sanitariuszki. Producenci broni i transportowcy. Dziś wojnę wygrywa się strategią, a nie pospolitym ruszeniem. Czy hejtujemy gastronomię, że nie szyje maseczek? A może krzyczymy na szwaczki, że nie mamy respiratorów? Wejście TV TRWAM na tzw. multipleks pozwala na jej odbiór z nadajników naziemnych. Takich, które mają staruszki nie mające pojęcia o Internecie i bez dostępu do miejskich kablówek. Głos z Torunia jest dla tych ludzi głosem nadziei. Znakiem, że ktoś się za nie jeszcze modli i ktoś o nich pamięta. Zaś przypomnienie, że to wszystko kosztuje i nie są to małe sumy, to przecież nie abstrakcja. Opłaty są, bo Radio i TV TRWAM ponosi je i finansuje z datków wiernych.

Znamy legendy o powstańczych i podziemnych rozgłośniach. Ileż nadziei dawało niektórym słuchanie potajemnie Wolnej Europy i innych stacji nadających z Wolnego Świata w czasach powszechnego zniewolenia? Wiem, zaraz powiecie mi, że wszystkie stacje transmitują dziś msze. A i owszem. Ale napiszę wam więcej. My, nieco starsi pamiętamy narodowe rekolekcje, jakie przeżywaliśmy we wszystkich mediach gdy umierał św. Jan Paweł II. Pamiętamy także to, co było potem. Do owej duchowej kroplówki w kolejnych dniach wstrzykiwane były kolejne porcje „duchowej trucizny”, nienawiści do Kościoła i tego, czego nauczał św. Jan Paweł II. Oczernianie Kościoła i kreowanie „kremówkowego katolicyzmu”, aż po otwartą wojnę z cywilizacją życia i opowiedzenie się po stronie cywilizacji śmierci.

My, katolicy chcemy mieć takie radio i telewizję, za którą codziennie dziękował Bogu św. Jan Paweł II. Chcemy mieć pewność, że ten, któremu udało się z Bożą pomocą stworzyć takie dzieło, Ojciec Tadeusz w tych trudnych czasach będzie mógł kontynuować swoją misję. Sam wiem, jak czuje się człowiek, na którym w ciągu chwili potrafi skupić się hejt i nienawiść. Rozumiem kogoś, kto żyje w ciągłym stanie tłumaczenia się przed władzą kościelną i świecką za inicjatywę i chęć służby Bogu i ludziom.

W mojej parafii przyjąłem zasadę, że w czasach, kiedy zmalały drastycznie i tak małe kwoty zbierane na tace, nikogo o nic nie będę prosił, a jedynie dziękował. Bóg zatroszczy się o swoje dzieło. Póki co doświadczam niesamowitej bliskości i ofiarności tych, którzy są z nami ciałem bądź duchem. Przytaczając jakże znane słowa, mógłbym już dziś powiedzieć, że jeśli moja parafia przetrwa materialnie ten czas próby, to będzie to oznaczało, że „nigdy jeszcze tak wielu nie zawdzięczało tak wiele tak niewielu.” Mowa oczywiście o terytorialnych i duchowych parafianach wspierających moją parafię. Rozumiem jednak, że Ojciec Dyrektor mając odpowiedzialność za katolickie media, które docierają do tych, do których nie daj Bóg być może nawet pogotowie na czas nie będzie mogło dotrzeć, nie mówiąc o kapłanie z sakramentami, mówi otwarcie o tym, że bez funduszy te dzieła nie przetrwają.

Zatem Ojcze Dyrektorze, Alleluja i do przodu! Pamiętam w modlitwie.

Błaganie z serca Italii

„Proszę księdza, niech ksiądz poprosi wszystkich, którzy jeszcze mogą przyjąć Eucharystię, aby duchowo jednoczyli się z nami, aby duchowo adoptowali nas, którzy siedzimy jak za kratami i nie możemy wyjść na ulice. U nas jest już wojsko na ulicach. Przez cały Wielki Post nie możemy uczestniczyć we mszach świętych. Nawet ksiądz nie wie, jak bardzo pragnęłabym teraz przyjąć z kapłańskich dłoni Najświętszy Sakrament”.

Taki telefon odebrałem jeszcze w sobotę. W niedzielę poprosiłem o to tych, którzy byli na mszy św. Nie pisałem o tym przed sobotą, ani nie wstawiłem postu wczoraj, aby znów ludzie złej woli nie bluźnili Imieniu Bożemu, że namawiam na ryzyko tych, którzy się wahają. Klęcząc wieczorem przed Najświętszym sakramentem i odmawiając różaniec wraz z tymi, którzy pozostali po mszy i tymi, którzy towarzyszyli nam modlitwą dzięki transmisji przez internet duchowo pielgrzymowałem po miejscach Nawiedzenia, Narodzenia, po miejscach Galilei, Palestyny i innych. Tam, gdzie Bóg objawiał tajemnice Swojej miłości.

Jednak moja duchowa pielgrzymka musi teraz wyjść poza granice parafii i kościoła. Choć nie wychodzimy ani na krok poza świątynię, sercem i modlitwą jesteśmy z tymi, którzy przez ostatnie dni dzwonili, pisali, dawali znać i zwracali się z prośbą o modlitwę przed Najświętszym Sakramentem. Pielgrzymowałem do miejsc odległych, gdzie jeszcze nie tak dawno organizowaliśmy pielgrzymki, polecałem Bogu znajomych i przyjaciół, którzy teraz w Palestynie, Italii, Chorwacji jak też w innych miejscach Afryki, Ameryki czy też Europy i Azji zostali teraz w samotności, z różańcem w ręku i łączy ich jedno. Głębokie pragnienie modlitwy oraz Chrystusa Eucharystycznego. Rok Eucharystii jest dla wielu rokiem bez Eucharystii.

Wracając z tej duchowej podróży, z tej jakże teraz samotnej DUCHOWEJ pielgrzymki, mijam duchowo lekarzy, którzy wychodzili tej niedzieli z kościoła z jedną tylko prośbą – módlcie się za nas… Wczoraj Episkopat Polski włączył się w akcję „Adoptuj Medyka”. Tak, zwłaszcza teraz potrzeba nam trwania na kolanach, trzeba podtrzymywania zarówno opadających „Abrahamowych rąk”, które wzniesione do modlitwy zaczynają omdlewać, jak też ducha wojowników, którymi są lekarze, ratownicy i służby porządkowe. Każdy ma swoje zadanie, z którego rozliczy kiedyś Bóg.

Ten czas to nie wakacje od wiary. To nie potwierdzenie tezy ateuszy, że Kościół to teatr, a Komunia to „symboliczny wafelek”. Również od naszej wytrwałości i świadectwa wiary zależy, czy nasze kościoły jeszcze kiedyś wypełnią się wiernymi…

Kiedy puka strach…

Ileż było już takich informacji na przestrzeni ostatnich lat, kiedy doszło do jakiejś katastrofy, a ulegający panice ludzie powiększali mimo woli liczbę poszkodowanych w tym ofiar śmiertelnych. Można by powiedzieć obrazowo: „zawalił się dach i zabił dwie osoby. Kolejne dwadzieścia stratował ulegający panice tłum”. Cóż strach jest rzeczą ludzką i jest tylko jedna rzecz, która może go pokonać, jedna, która pozwala go mieć pod kontrolą i jedna, która zadaje mu śmiertelny cios.

Tą, która pozwala go pokonać jest wiara. Wiem, już za chwilę odezwą się eksperci od wiary, którzy myślą, że Kościół to teatr i będą próbowali tak go oceniać i takie rady mi dawać, znajdą się szybko samozwańczy bądź nawet utytułowani teologowie, którzy przypomną mi na czym polega współistnienie między wiedzą a wiarą, oraz zwyczajni hejterzy, którzy nazwą mnie śmiertelnym zagrożeniem dla społeczeństwa. Jednak gdzieś mimo to brzmią mi w pamięci słowa ks. Twardowskiego

Nie przyszedłem pana nawracać. (…)

nie zacznę panu wlewać do ucha świętej teologii łyżeczką

po prostu usiądę przy panu

i zwierzę swój sekret

że ja, ksiądz,

wierzę Panu Bogu jak dziecko”.

Do znudzenia podkreślam, że wypełniamy z całą pieczołowitością polecenia władz cywilnych i kościelnych, ale też krzyczę na cały głos i nie ustaję, że kiedy Bóg mówi „sprawdzam” nie mogę, nie wolno mi, nie mam prawa potraktować Jego Domu jak teatru, a największych świętości, jak pełnych zarazków rekwizytów.

Ktoś kilka dni temu napisał to, co za chwilę zaczną pisać wszyscy bluźniący Imieniu Bożemu. Jeśli Bóg i Jego sakramenty nie są nam potrzebne w czasie epidemii, to po co nam będą w czasie, gdy inni będą obwieszczać pokój i bezpieczeństwo? Piszę to, abyśmy zastanowili się wspólnie, jak nieść Boga i głosić Ewangelię w czasach, kiedy wymaga się od nas izolacji. Jak nie odizolować się od Boga i Jego sakramentów? Jak nie zamknąć Chrystusa na kwarantannie, ale oprócz wspaniałych przekazów telewizyjnych i internetowych, oprócz całej gamy cyber rekolekcji być z ludem, który Bóg nam powierzył?

Nie twierdzę, że wiara uchroni nas od zarażenia, tak jak prześladowany Kościół nie dawał gwarancji, że chrzest uchroni przyjmujących go od śmierci z rąk Nerona czy Domicjana. Jesteśmy w ręku Boga. Wiara dodaje nam siły i pozwala mieć nadzieję, jak ta wyrażona w popularnej piosence,

Lecz czemu mnie do raju bram

Prowadzisz drogą taką krętą

I czemu wciąż doświadczasz tak

Jak gdybyś chciał uczynić świętą.

Nie chcę się skarżyć na swój los

Nie proszę więcej, niż dać możesz

I ciągle mam nadzieję, że… Że chyba wiesz, co robisz, Boże

Rzeczą, która pozwala mieć strach pod kontrolą, jest nadzieja. Nazwana matką głupich, jest i pozostaje cnotą Boską. Co dzieje się, kiedy brak nam nadziei? Wkraczają wówczas do akcji dwa najpoważniejsze grzechy przeciwko tej cnocie. Zuchwalstwo i rozpacz. Zuchwalstwo napełnia nas pychą i każe ignorować lęk, ale tak naprawdę sprowadza się do „tu i teraz”. Róbmy to, na co nam przyjdzie ochota, bo jutro i tak pomrzemy… Idąc z procesją z relikwiami mijam całkiem pokaźne grupki młodych ludzi na przystanku. Uciekają w popłochu (jak gdybym to ja stanowił zagrożenie…) pijący na ulicy różne odmiany kryzysowych napojów. Pomyślałem wręcz, że gdyby wirus ustępował tak przed procesją ze św. Antonim, jak uciekają obecni na ulicy amatorzy zbiorowego przeżywania kwarantanny, bylibyśmy strefą wolną od wirusa. Ciekawe, czy wtedy też byliby tacy, którzy wieszaliby na tablicach wjazdowych do miasta informacje „Strefa wolna od Covid 19”? Drugim grzechem przeciwko nadziei jest rozpacz. Popycha nas do najtragiczniejszych rzeczy. Podpowiada najgorsze rozwiązania. Sprawia, że stajemy się zakładnikami paniki.

Wielu zarzuca mi, że propaguję średniowieczny sposób walki z wirusem. Muszę za każdym razem podkreślać, że ja …nie walczę z wirusem. Walczę o wiarę, niosę nadzieję i staram się żyć miłością, tak, miłością także do moich parafian, których mijam ze świecami i różańcami w oknach i na balkonach. Także tych, których spotykam w kościele na mszy św. Dostaję telefony z kraju i zagranicy, bo ludziom potrzeba nadziei i potraktowania z miłością.

Kiedy jesteśmy dziś bardziej niż kiedykolwiek pozamykani w domach potrzebujemy szczególnej bliskości ducha. Miłość jest największą z cnót i najbardziej zagrożoną w czasach ograniczeń i poczucia lęku. Przez ostatnie miesiące słyszeliśmy tyle o dyskryminacji, różnych odcieniach miłości i powstających szybciej od kolejnych ognisk zakażeń wirusem płciach, które różniły się specyfiką zaspakajania nieokiełznanych popędów. Sam nazwany zostałem kilkukrotnie „homofobem”, którą to obelgę traktuję jako zaszczyt i przypomnienie, aby nie ulegać fałszywym ideologiom w czasach powszechnego zakłamania. Odmawiano mi prawa do własnego zdania a nawet minimalnego szacunku. Pytam się więc dziś publicznie i domagam się odpowiedzi, gdzie są miłośnicy tolerancji i walczący z dyskryminacją, wrogowie „Stref wolnych od grzesznych ideologii”, gdy jak donoszą media na wielu sklepach i punktach usługowych pojawiły się „strefy wolne od dzieci”? Gdzie są różnego rodzaju „ośrodki monitorowania postępu i tolerancji”, kiedy zalęknieni ludzie szukają wrogów tam, gdzie ich nie ma? Gdy środki ostrożności zwracają się poniekąd przeciwko nam samym?

Wreszcie gdzie podziali się ci, którzy krzyczeli, że muszą manifestować swoją odmienność publicznie, bo mają takie prawo i bez tego nie mogą żyć? Gdzież są objazdowe brygady z kolorowymi flagami, bohatersko profanujący na paradach najświętsze dla nas wartości? Te wartości, o które walczyłem i będę walczył w czasach pokoju i kryzysu. Bo jeśli coś ma nas zachować od upadku, nie będą to pseudonaukowe dywagacje, czy mężczyzna może urodzić dziecko, ale będzie to wiara nadzieja i miłość. One pozwolą wciąż, spokojnie i z godnością modlić się słowami Psalmu 23

Chociażbym chodził ciemną doliną,

zła się nie ulęknę,

bo Ty jesteś ze mną.

Twój kij i Twoja laska

są tym, co mnie pociesza.

Stół dla mnie zastawiasz

wobec mych przeciwników;

namaszczasz mi głowę olejkiem;

mój kielich jest przeobfity.

Tak, dobroć i łaska pójdą w ślad za mną

przez wszystkie dni mego życia

i zamieszkam w domu Pańskim

po najdłuższe czasy.”

Od powietrza, głodu, ognia, wojny i braku wiary zachowaj nas Panie.

Życie jest pielgrzymką

Mieliśmy zaplanowane na ten rok kilkanaście pielgrzymek. Zapisy szły jak po maśle. Po raz pierwszy tak dobrze. Zresztą listę można zobaczyć na kalendarium, w tym te do Włoch. Bóg jednak miał inne plany. Nie posłał mnie na pielgrzymkę do Italii czy Ziemi Świętej, ale teraz wzywa, aby założyć sutannę i z Imieniem Boga Wszechmogącego, we wspólnocie ze świętymi ruszyć w długą drogę ulicami mojej Parafii a tym samym mojego Miasta. Teraz moją pielgrzymką będzie samotna wędrówka z relikwiami Patrona Miasta opustoszałymi ulicami Lublina. Tak będzie przez najbliższe dni. Będę pielgrzymował wypatrując zapalonych świec w oknach i błogosławił ich, dopóki nie minie zaraza. Jak mawiał klasyk, „do samego końca. Mojego, albo jej”. 😉

Dziś wracając z krótkiej wizyty w domu rodzinnym zaraz po wjeździe do Lublina dostrzegłem chłopca jadącego powoli na rowerze. Na plecach bluzy miał nadrukowany duży pentagram z wpisaną głową kozła. Ewidentnie satanistyczny motyw. Jechałem, aby zdążyć na zapowiedzianą wcześniej procesję po mieście. Przeszyła mnie myśl: Czy takie znaki mają teraz dominować na ulicach? Gdzie jest nadzieja, gdzie zawierzenie Bogu i Jego Matce? Co stało się z wiarą w orędownictwo świętych?

Owszem, od jakiegoś czasu, przynajmniej od kiedy Premier zdecydował o ogłoszeni Stanu Zagrożenia Epidemiologicznego internet zaczął szykować się do swoistej wojny religijnej. Z jednej strony na privach lądowało coraz więcej świętych obrazków z dopiskiem „koniecznie wyślij do wszystkich”. Tak, tzw. łańcuszki. Niestety im mniej w nas wiary, tym więcej zabobonu. Łatwiej jest jednak spamować Matuchną Najświętszą, niż wyszeptać dziesiątek różańca. Łatwiej jest rzucać klątwy i pisać, że jak ktoś przyjmuje komunię św. na rękę, to jest gorszy od dzieciobójców, niż zadać sobie trud, aby przypomnieć, że byli św. akolici tacy jak św. Tarsycjusz, którzy zanosili z narażeniem życia do więzień komunię św., aby chrześcijanie nie umierali bez Chleba Życia. Niestety, piszę to z wielkim żalem i bólem serca, łatwiej jest pomstować na lud, że przyjmuje komunię św. do ust, niż wyjaśnić, że właśnie takie przyjmowanie jest formą zwyczajną, zaś dopuszczone przez Pasterzy przyjęcie na rękę nie powinno oznaczać mniejszego szacunku do Eucharystii. Ba, może warto nawet zwłaszcza teraz, zachęcić nawet wiernych, aby czy przyjmują komunię do ust, czy na rękę uklęknęli, aby nie zatracić czci do najświętszego z sakramentów? Może nawet trzeba pokazać lawaterz i pouczyć, że kapłan po udzieleniu Komunii świętej obmywa pobożnie dłonie, aby nie znieważyć Ciała Pańskiego. Wszak w kruszynce obecny jest taki sam Chrystus jak w dużej hostii. Może ci, którzy przyjęli Ciało Pana na rękę mogliby w drodze do domu powstrzymać się od dotykania czegokolwiek palcami, którymi trzymali Najświętsze Ciało i będąc w domu najpierw pobożnie obmyć ręce? Czyż w formie przyjęcia Eucharystii nie chodzi przede wszystkim o należny S Z A C U N E K?

W czasie próby zaczęliśmy się gubić i reagować dosyć nerwowo. Kłócimy się czy iść do kościoła, czy siedzieć w domu, o to jak przyjmować Pana Jezusa i o to, czy rozsyłanie spamu ze świętych obrazków powstrzyma epidemię. Mamy teraz więcej czasu w domu. Sięgnijmy do solidnej katolickiej katechezy. Stańmy pomiędzy 19.00 a 20.00 z obrazkiem św. Antoniego (jeśli nie mamy, możemy przecież wydrukować z Internetu), krzyżem i świecą w oknie. Zjednoczmy się na modlitwie. Przyjmując Ciało Pańskie róbmy to z jeszcze większym szacunkiem niż dotychczas, pamiętając, jak łatwo jest zbanalizować najświętsze rzeczy. Nieśmy nadzieję, wzrastajmy w wierze i kierujmy się przykazaniami miłości Boga i bliźniego. Kiedyś gdy to wszystko minie popielgrzymujemy znów do naszych świątyń, aby odśpiewać dziękczynne Te Deum, a może i do groby św. Antoniego aby podziękować za ocalone życie i wiarę. Od powietrza, głodu, ognia, wojny i utraty wiary, zachowaj nas Panie…

Spotkałem dziś świętych

To były szczególne rekolekcje. Pomimo, że Parafia była dziś przygotowana na przyjęcie normalnej liczby wiernych, w zgodzie z decyzjami władz cywilnych i kościelnych, frekwencja sięgnęła ostatecznie 20 – 25 % typowej niedzieli. Jednak dzisiejszy dzień stanowił także dla mnie osobiście swoiste kapłańskie rekolekcje.

Czasem ludzie, których spotykamy na naszych drogach życia mają dla nas przesłanie od Boga, nie zdając sobie nawet z tego sprawy. W tym czasie powszechnego zamętu Bóg sprawia, że dzieląc się świadectwem wiary, stajemy się dla siebie darem.

Kim zatem byli owi święci, których spotkałem dzisiejszego dnia? To różni ludzie. Wcześniej znani i nieznani, ale dziś przynieśli mi wiadomość, którą chcę się z Wami podzielić.

Zanim jednak to zrobię pragnę dodać, że nie osądzam i nie przesądzam, że pośród tych, którzy pozostali dziś w domach być może też nie brakuje świętych, od których dane mi będzie kiedyś czegoś się nauczyć. Ale czego nauczyłem się od ludzi, którzy byli dziś w kościele? Moim parafialnym i innych, których połączyła ta sama nauka, jaką mi, księdzu i proboszczowi lubelskiej historycznej parafii udzielili?

Tak się składa, że w czasach szczególnych wychodzą z nas nieznane może nawet nam samym cechy. Jako młody człowiek lubiłem oglądać filmy tzw. katastroficzne. Właśnie dlatego, że najpierw prezentowały całą gamę zwykłych ludzi, aby później pokazać, jak różne mogą być nasze reakcje w chwilach próby. Wobec bliskich i obcych. Wcześniej znanych i nieznanych. Mam zwyczaj po każdej mszy św. niedzielnej wychodzić przed kościół, aby dać możliwość tym, którzy chcą zamienienia kilku słów. Dziś od wielu, zwłaszcza będących z tzw. grup ryzyka, w tym lekarzy, usłyszałem rekolekcyjną naukę. Można ją streścić mniej więcej tak. Nikt z nich nie lekceważy zagrożenia, nikt nie ma zamiaru łamać reżimu sanitarnego narzuconego przez władze, ale w słowach tych ludzi, jak też innych, z którymi dane mi było rozmawiać drogą mediów elektronicznych wybrzmiewała wiara, że jesteśmy w rękach Boga i kończyli oni swe refleksje tak samo. „Proszę księdza, jestem gotowy (gotowa). Swoje przeżyłem(am)…”

Przed oczami stawał mi Kościół pierwszych wieków. Ludzie, którzy żyli nie tylko w gotowości na spotkanie z Panem, ale pragnęli Go. Nie narażali się celowo, ani nie lekceważyli zagrożenia, ale byli gotowi. Tęsknili za Nim, choć chcieli żyć i wcale nie pragnęli śmierci, ale tęsknili za Jezusem, jak tęskni się za najbardziej ukochaną osobą. „Czego mam się bać? Czy i tak kiedyś tego wszystkiego nie zostawię? ” powiadali dziś inni z moich rozmówców.

Świat wstrzymał oddech, a my zamiast myśleć o własnym zbawieniu licytujemy się na skróty myślowe, dlaczego nie ma potrzeby iść do kościoła. Skróty niekiedy bardzo niebezpieczne, które w zależności od kontekstu za chwilę obrócą się przeciwko nam. Jak wyrwane cytaty z Pisma Świętego, luźno dobrane i przypadkowo skojarzone ze sobą. Taki dziś wyłania się obraz naszej wiary, który niczym puzzle układa się w prawdziwe katastroficzny obraz, wobec którego tzw. pandemia to igraszka. Mówiąc dziś jedno, nie myślimy, co będzie znaczyło, kiedy minie zaraza. Pozwalamy Ojcu kłamstwa rozgrywać się jak nieporadne dzieci, które nie mając nic do powiedzenia powtarzają to, co im wydaje się brzmieć mądrze. Dobierają argumenty na chybił trafił, ku uciesze tych, których noga w kościele dawno nie stanęła. Podkreślam raz jeszcze, być może pomijam tutaj prawdziwie wielu świętych, których serce krwawi dziś z powodu pozostania w domach i z tęsknoty za Zbawicielem. Chylę przed nimi czoła i pokornie proszę o modlitwę, także za mnie niegodnego sługę Pana, ale teraz, kiedy szum wielkopostnej niedzieli umilkł, a opustoszałe ulice miasta pokrył mrok, dziękuję Bogu za tych, którzy przypomnieli mi, że moim celem nie jest ani walka z wirusem, ani też wyręczanie tych, których zaleceń i zarządzeń z całą powagą staramy się przestrzegać. Moim celem, zadaniem na które sam się zgodziłem wobec Boga i mojego biskupa jest modlitwa za lud, posługa sakramentalna i posługa słowa, aby kiedyś, gdy nadejdzie czas moi parafianie i ludzie, których spotykam mogli ze spokojem powiedzieć. „Jestem gotowy(a). Przyjdź Panie Jezu…” Dlatego też tej niedzieli, gdy opustoszały nasze kościoły, kiedy gryziemy się w sumieniu czy dobrze zrobiliśmy idąc do kościoła lub zostając w domu, warto przyjąć za kryterium naszego rachunku sumienia to przesłanie, jakie Bóg mi dziś daje. Czy mój czyn, moja decyzja i moja postawa przygotowała mnie dziś bardziej na owo spotkanie, czy oddaliła od Chrystusa? Czy po dzisiejszej niedzieli jestem o krok bliżej od powiedzenia szczerze wobec Boga i siebie samego „jestem gotowy(a)”, czy bliżej tych, którzy od lat mówią, „po co chodzić do kościoła, kiedy Bóg jest wszędzie”? Od głodu, ognia, wojny, i nagłej, a niespodziewanej śmierci oraz braku wiary zachowaj nas, Panie…

O czym się nie mówi, cz. 3

„Rzuć się w dół, przecież napisane jest, że aniołom swoim rozkażę, abyś nie uraził swej nogi o kamień”. Te słowa z Ewangelii cytuje mi coraz więcej osób, oskarżając, że narażam ludzi, zwłaszcza starszych i chorych, że kuszę Pana Boga itd. Czy się nie boję o siebie i innych? Człowiek zapewne do końca nie jest w stanie przewidzieć, jak by się zachował w sytuacji ekstremalnego i bezpośredniego zagrożenia, dopóki się w nim nie znajdzie. Lęk nie jest mi obcy i wiem, że kuszenie Pana Boga to grzech. Dlaczego zatem te proste pytania nie do końca pozwalają mi dać jednoznacznej odpowiedzi?

Powiedz mi kto pyta, a powiem ci, co chce wiedzieć. Od kilku dni zastanawiam się, jak to jest, że ludzie, którzy do tej pory kierowali przekaz o tzw „depopulacji”, czyli wyludnieniu ziemi, teraz pierwsi domagają się zwłaszcza w kościołach większego reżimu sanitarnego, niż obowiązuje w sklepach, gdzie nikt nie liczy wchodzących, a walka o towar z promocji jest jeszcze większa niż przed „chińskim wirusem”? Jaki cud stał się w ostatnich godzinach, że uczestniczki czarnych marszy, odbierające człowieczeństwo maleńkim, chorym nienarodzonym dzieciom, teraz pierwsze krzyczą, że …pozarażamy najsłabszych. Chorych i seniorów? Wreszcie ta presja, jaka kierowana jest na duchownych, aby zamknęli kościoły, zakazali mszy, presja, która zaczyna przynosić już skutek… No tak, nienarodzone dzieci nie mają jak naciskać na tych, którzy mogliby „ruszyć bryłę z posad świata”, narażając a i owszem własne posady i ocalić od śmierci tysiące niewinnych istnień. Oni nie upomną się o swoje życie i o nich nie upominają się najczęściej ci, którzy dziś pierwsi chcą barykadować kościoły.

Wierzę w dobre intencje służb sanitarnych i ich troskę o nas. Choć politycznie mam poglądy w wielu kwestiach bardzo odległe tak od rządu jak i od znacznej części tzw. opozycji, staram się wierzyć w dobre intencje i profesjonalizm tych, którym powierzyliśmy władzę. To test na człowieczeństwo nas wszystkich. Otaczam modlitwą lekarzy, pielęgniarki i decydentów, świeckich i duchownych, którzy w sumieniu biorą na siebie ogromną odpowiedzialność za losy nas i naszych bliskich. Jestem pełen uznania dla personelu sklepów i supermarketów. Ci ludzie są zostawieni sami sobie. Kiedy ja już dziś tłumaczę się niektórym jak zabezpieczę kościół, aby przypadkiem na msze nie przyszło 51 osób, w sklepach tych dużych i małych od rana ruch jak zawsze na promocjach.

Widząc co się dzieje, zaczynam momentami ulegać spiskowej teorii dziejów, że chiński wirus jest sztucznie wyprodukowany przez wrogów Kościoła. Nie zaraża w sklepach, w których od rana przewija się jednocześnie po kilkaset osób, nie zaraża, kiedy chcesz wyjść z psem, ale stanowi śmiertelne niebezpieczeństwo, jeśli przyjdziesz do kościoła. I to zwłaszcza wtedy, kiedy sprawowana jest Eucharystia. Jaki geniusz i w jakim laboratorium wyprodukował mikroba, który zwiększa swoją aktywność podczas Eucharystii?

Zatem zanim odpowiem sobie i Wam, drodzy bracia i siostry, na pytanie postawione na początku mojego wpisu, pomóżcie mi zrozumieć, jaki przekaz będzie wśród wiernych i niewiernych na temat naszej wiary, szacunku do życia, zwłaszcza najsłabszego, i tego, że nasze słowa są prawdziwe, kiedy minie już epidemia? Jak będziemy się czuli, kiedy Polska wstrzyma oddech na dwa tygodnie czy nawet dłużej, aby ratować siebie, a dalej nie upomni się i będzie milczała, gdy tysiące niewinnych dalej będą ginąć ze śmiertelnych rąk aborterów, przy milczącej zgodzie polityków i niektórych duchownych? I w co sami tak naprawdę wierzymy? Jeśli jeszcze wierzymy… Od powietrza, głodu, ognia, wojny i braku wiary zachowaj nas Panie…