Archiwum kategorii: W dialogu z Bogiem

Co się stało z pokoleniem JPII”

To już piętnaście lat. Wtedy też świat wstrzymał oddech. Pamiętam do dziś osiedlowego „dresika”, klęczącego gdzieś pośrodku kościoła. Poszliśmy otworzyć świątynię, kiedy oficjalnie podano, że Nasz ukochany Jan Paweł II odszedł do domu Ojca. Klęczał skulony i płakał… Łzy spływały mu po policzkach, ale wiedział gdzie szukać miejsca na ziemi, które da ukojenie i nadzieję. Pamiętam moje rozmowy z młodzieżą, której wtedy posługiwałem. To nie była rozpacz. To były łzy spełnienia, takie, jak spływają po policzkach, gdy dzieje się coś nieuniknionego, jak przy pożegnaniu, ale tylko na jakiś czas. Jak wówczas, kiedy opuszcza się dom rodzinny, aby się usamodzielnić, kiedy żegna się przyjaciela, który wyjeżdża gdzieś hen daleko. „Teraz tylko pozostaje nam wypełnić to, czego nauczał…”. Tak mówili młodzi ludzie, których wtedy spotykałem.

Kibice zwaśnionych drużyn wiązali ze sobą klubowe szaliki, ludzie gromadzili się spontanicznie w kościołach na modlitwie, i nawet kierowcy mieli wtedy dla siebie więcej wyrozumiałości. Tak nas nauczał. Stacje telewizyjne i media elektroniczne przypominały jego naukę, a pogrzeb Ojca zgromadził najważniejsze osobistości ze świata. Lud, który patrzył jak wiatr wiejący na Placu zamyka Księgę na trumnie zmarłego papieża odczytywał w tym znaki czasu. Santo Subito! Natychmiast ogłosić go świętym! Wszak już za życia Jana Pawła II wielu opowiadało, jakich łask doznawali od Boga po spotkaniu z Papieżem Tymczasem „na salonach” trwała dyskusja, której głównym przesłaniem było, że nie ma co się przejmować emocjami tłumu, wszak lepiej zaczekać co z tego wyniknie. Bóg dawał poruszenie wody wypływającej z Przybytku, a gromada wiernych łamana paraliżem grzechu czekała, aby ktoś podszedł i wprowadził ich do ożywczej wody. Powstawały tu i ówdzie przy parafiach wspólnoty. Szkoły i uczelnie przyjmowały imię Wielkiego Polaka. Stawiano pomniki, urządzano pielgrzymki, lecz z całego nauczania ci, co dyskutowali o emocjach tłumu najchętniej mówili o kremówkach i papieskich kajakach. Jego nauczanie odchodziło w niebyt. Książki, encykliki, listy? A któż by to wszystko czytał       .

Z czasem rozeszły się tłumy opłakujące Papieża. Lud, który go opłakiwał, dostał o co prosił. Santo Giovanni Paolo II. I tyle w temacie. Salony zajęły się innymi sprawami. Kto wie, rozumie, a kto nie ma pojęcia, niech nie próbuje zrozumieć.

Dziś też świat wstrzymał oddech i aż trudno uwierzyć po piętnastu latach, że spotykasz na ulicy tych samych znanych ci ludzi, których kiedyś nazwano Jego pokoleniem, ale oni już wyrośli z tamtych dziecięcych uczuć. Jakby wychowywani bez ojca i bez matki. Niekiedy spuszczają smutno głowę, nie chcąc nikogo oskarżać, czasem wprost mówią, że nie chcą o tym rozmawiać. Stare pomniki pokrywa ciemna powłoka czasu. Jeden czasem czerwoni działacze obleją jakąś farbą, na inny pseudoartyści założą szubienicę. A my? Po piętnastu latach z minami jak na pogrzebie małego Pana Michała. Zrezygnowani, czasem lekko wzruszeni, gdy jakiś natchniony kaznodzieja przypomni znane nam słowa odnosząc je do Papieża. „Larum grają! wojna! nieprzyjaciel w granicach! a ty się nie zrywasz? szabli nie chwytasz? na koń nie siadasz? Co się stało z tobą, żołnierzu.?

O czym się dziś mówi na salonach? Kto czytać potrafi i ma dostęp do Internetu, powtarzać mu tego nie trzeba. Opustoszałe kościoły, dramatyczne, czasem pełne goryczy wpisy wiernych stanowią ciężar, z jakim kiedyś będziemy musieli pójść na Sąd Najwyższego. Co gorsze, będziemy musieli żyć z tym poczuciem, że po raz kolejny postanowiliśmy „czekać”, kiedy spragniony lud wołał o kruszynę Niebieskiego Chleba.

Wielu dziś pyta, co zrobiłby i powiedział dziś Święty Jan Paweł II? To chyba jednak nie tak. Bo on był nam dany na czas, gdy mogliśmy go mieć i słuchać. Jeśli tamten czas nas nie przygotował do obecnej chwili, już niewiele będziemy mogli zrozumieć z tego, co się dzieje. Rozproszeni, poranieni duchowo, z poczuciem opuszczenia wciśnięci w Internet. Wypatrujący znaków nadziei, jak ta młoda dziewczyna, której nie przerosły obowiązki Prezesa, bo postanowiła zamknąć Biuro i iść do ludzi, którzy potrzebują pomocy. Jak harcerze, którzy też pragną pomagać starszym ludziom, „zapuszkowanym” w domach i jak nigdy samotnych. Pasterz powinien pachnieć owcami, mawiał papież Franciszek, ale to też było chyba jeszcze przed tzw. pandemią?

Liturgia na dziś

Sobota XI Tygodnia – Wspomnienie Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny

Kliknij tutaj aby przejść do strony z komentarzem na dziś

Uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa

Kliknij tutaj aby przejść do strony z komentarzem na dziś

Czwartek XI Tygodnia Zwykłego

Kliknij tutaj aby przejść do strony z komentarzem na dziś

Środa XI Tygodnia Zwykłego

Kliknij tutaj aby przejść do strony z komentarzem na dziś

Wtorek XI Tygodnia Zwykłego

Kliknij tutaj aby przejść do strony z komentarzem na dziś

Poniedziałek XI Tygodnia Zwykłego

Kliknij tutaj aby przejść do strony z komentarzem na dziś

XI Niedziela Zwykła

Kliknij tutaj aby przejść do strony z komentarzem na dziś

Uroczystość św. Antoniego

Kliknij tutaj aby przejść do strony z komentarzem na dziś

Piątek X Tygodnia Zwykłego

Kliknij tutaj aby przejść do strony z komentarzem na dziś

Boże Ciało

Kliknij tutaj aby przejść do strony z komentarzem na dziś

Środa X Tygodnia Zwykłego

Kliknij tutaj aby przejść do strony z komentarzem na dziś

Wtorek X Tygodnia Zwykłego

Kliknij tutaj aby przejść do strony z komentarzem na dziś

Poniedziałek X Tygodnia Zwykłego

Kliknij tutaj aby przejść do strony z komentarzem na dziś

X Niedziela Zwykła

Kliknij tutaj aby przejść do strony z komentarzem na dziś

Sobota IX Tygodnia Zwykłego

Kliknij tutaj aby przejść do strony z komentarzem na dziś

Piątek IX Tygodnia Zwykłego

Kliknij tutaj aby przejść do strony z komentarzem na dziś

Czwartek Jezusa Chrystusa Najwyższego Kapłana

Kliknij tutaj aby przejść do strony z komentarzem na dziś

Środa IX Tygodnia Zwykłego

Kliknij tutaj aby przejść do strony z komentarzem na dziś

Wtorek IX Tygodnia Zwykłego

Kliknij tutaj aby przejść do strony z komentarzem na dziś

Poniedziałek NMP Matki Kościoła

Kliknij tutaj aby przejść do strony z komentarzem na dziś

Niedziela Zesłania Ducha Świętego

Kliknij tutaj aby przejść do strony z komentarzem na dziś

Sobota VII Tygodnia Wielkanocnego

Kliknij tutaj aby przejść do strony z komentarzem na dziś

Piątek VII Tygodnia Wielkanocnego

Kliknij tutaj aby przejść do strony z komentarzem na dziś

Czwartek VII Tygodnia Wielkanocnego

Kliknij tutaj aby przejść do strony z komentarzem na dziś

Środa VII Tygodnia Wielkanocnego

Kliknij tutaj aby przejść do strony z komentarzem na dziś

Wtorek VII Tygodnia Wielkanocnego

Kliknij tutaj aby przejść do strony z komentarzem na dziś

Poniedziałek VII Tygodnia Wielkanocnego

Kliknij tutaj aby przejść do strony z komentarzem na dziś

Niedziela Wniebowstąpienia

Kliknij tutaj aby przejść do strony z komentarzem na dziś

Sobota VI Tygodnia Wielkanocnego

Kliknij tutaj aby przejść do strony z komentarzem na dziś

Piątek VI Tygodnia Wielkanocnego

Kliknij tutaj aby przejść do strony z komentarzem na dziś

Czwartek VI Tygodnia Wielkanocnego

Kliknij tutaj aby przejść do strony z komentarzem na dziś

Środa VI Tygodnia Wielkanocnego

Kliknij tutaj aby przejść do strony z komentarzem na dziś

Wtorek VI Tygodnia Wielkanocnego

Kliknij tutaj aby przejść do strony z komentarzem na dziś

Poniedziałek VI Tygodnia Wielkanocnego

Kliknij tutaj aby przejść do strony z komentarzem na dziś

VI Niedziela Wielkanocna

Kliknij tutaj aby przejść do strony z komentarzem na dziś

Sobota V Tygodnia Wielkanocnego

Kliknij tutaj aby przejść do strony z komentarzem na dziś

Piątek V Tygodnia Wielkanocnego

Kliknij tutaj aby przejść do strony z komentarzem na dziś

Czwartek V Tygodnia Wielkanocnego

Kliknij tutaj aby przejść do strony z komentarzem na dziś

Środa V Tygodnia Wielkanocnego

Kliknij tutaj aby przejść do strony z komentarzem na dziś

Wtorek V Tygodnia Wielkanocnego

Kliknij tutaj aby przejść do strony z komentarzem na dziś

Poniedziałek V Tygodnia Wielkanocnego

Kliknij tutaj aby przejść do strony z komentarzem na dziś

V Niedziela Wielkanocna

Kliknij tutaj aby przejść do strony z komentarzem na dziś

Sobota IV Tygodnia Wielkanocnego

Kliknij tutaj aby przejść do strony z komentarzem na dziś

Uroczystość Św. Stanisława

Kliknij tutaj aby przejść do strony z komentarzem na dziś

Czwartek IV Tygodnia Wielkanocnego

Kliknij tutaj aby przejść do strony z komentarzem na dziś

Środa IV Tygodnia Wielkanocnego

Kliknij tutaj aby przejść do strony z komentarzem na dziś

Wtorek IV Tygodnia Wielkanocnego

Kliknij tutaj aby przejść do strony z komentarzem na dziś

Poniedziałek IV Tygodnia Wielkanocnego

Kliknij tutaj aby przejść do strony z komentarzem na dziś

IV Niedziela Wielkanocny

Kliknij tutaj aby przejść do strony z komentarzem na dziś

Matki Bożej Królowej Polski

Kliknij tutaj aby przejść do strony z komentarzem na dziś

Piątek III Tygodnia Wielkanocnego

Kliknij tutaj aby przejść do strony z komentarzem na dziś

Czwartek III Tygodnia Wielkanocnego

Kliknij tutaj aby przejść do strony z komentarzem na dziś

Środa III Tygodnia Wielkanocnego

Kliknij tutaj aby przejść do strony z komentarzem na dziś

Wtorek III Tygodnia Wielkanocnego

Kliknij tutaj aby przejść do strony z komentarzem na dziś

Poniedziałek III Tygodnia Wielkanocnego

Kliknij tutaj aby przejść do strony z komentarzem na dziś

III Niedziela Wielkanocy

Kliknij tutaj aby przejść do strony z komentarzem na dziś

Sobota II Tygodnia Wielkanocnego

Kliknij tutaj aby przejść do strony z komentarzem na dziś

Piątek II Tygodnia Wielkanocnego

Kliknij tutaj aby przejść do strony z komentarzem na dziś

Czwartek II Tygodnia Wielkanocnego

Kliknij tutaj aby przejść do strony z komentarzem na dziś

Środa II Tygodnia Wielkanocnego

Kliknij tutaj aby przejść do strony z komentarzem na dziś

Wtorek II Tygodnia Wielkanocnego

Kliknij tutaj aby przejść do strony z komentarzem na dziś

Poniedziałek II tygodnia Wielkanocnego

Kliknij tutaj aby przejść do strony z komentarzem na dziś

Niedziela Miłosierdzia

Kliknij tutaj aby przejść do strony z komentarzem na dziś

Sobota Wielkanocna

Kliknij tutaj aby przejść do strony z komentarzem na dziś

Piątek Wielkanocny

Kliknij tutaj aby przejść do strony z komentarzem na dziś

Czwartek Wielkanocny

Kliknij tutaj aby przejść do strony z komentarzem na dziś

Środa Wielkanocna

Kliknij tutaj aby przejść do strony z komentarzem na dziś

Wtorek Wielkanocny

Kliknij tutaj, aby przejść do działu z liturgią

Poniedziałek Wielkanocny

Kliknij tutaj, aby przejść do działu z liturgią

Wielkanoc

Kliknij tutaj, aby przejść do działu z liturgią

Wielka Sobota

Kliknij tutaj, aby przejść do działu z liturgią

Wielki Piątek

Kliknij tutaj, aby przejść do działu z liturgią

Wielki Czwartek

Kliknij tutaj, aby przejść do działu z liturgią

Wielka Środa

Kliknij tutaj, aby przejść do działu z liturgią

Wielki Wtorek

Kliknij tutaj, aby przejść do działu z liturgią

Wielki Poniedziałek

Kliknij tutaj, aby przejść do działu z liturgią

Niedziela Palmowa 2020

Kliknij tutaj, aby przejść do działu z liturgią

Sobota 04 kwietnia 2020. Dzień powszedni

Kliknij tutaj, aby przejść do działu z liturgią

Piątek. Dzień Powszedni

PIERWSZE CZYTANIE  (Jr 20,10-13)

Pan czuwa nad sprawiedliwym

Czytanie z Księgi proroka Jeremiasza.

Tak, słyszałem oszczerstwo wielu: ?Trwoga dokoła! Donieście, donieśmy na niego!? Wszyscy zaprzyjaźnieni ze mną wypatrują mojego upadku: ?Może da się zwieść, tak że go zwyciężymy i wywrzemy swą pomstę na nim!?

Ale Pan jest przy mnie jako potężny mocarz; dlatego moi prześladowcy ustaną i nie zwyciężą. Będą bardzo zawstydzeni swoją porażką, okryci wieczną i niezapomnianą hańbą. Panie Zastępów, Ty, który doświadczasz sprawiedliwego, patrzysz na sumienie i serce, dozwól, bym zobaczył Twoją pomstę nad nimi! Tobie bowiem powierzyłem swą sprawę.

Śpiewajcie Panu, wysławiajcie Pana. Uratował bowiem życie ubogiego z ręki złoczyńców.

Oto słowo Boże.

PSALM RESPONSORYJNY  (Ps 18,2a-3.4-6a.7)

Refren: Pana wzywałem i On mnie wysłuchał.

Miłuję Cię, Panie, mocy moja, *

Panie, opoko moja i twierdzo, mój wybawicielu.

Boże, skało moja, na którą się chronię, *

tarczo moja, mocy zbawienia mego i moja obrono.

Wzywam Pana, godnego chwały, *

i wyzwolony będę od moich nieprzyjaciół.

Ogarnęły mnie fale śmierci +

i zatrwożyły odmęty niosące zagładę, *

opętały mnie pęta otchłani, schwyciły mnie sidła śmierci.

Wzywałem Pana w moim utrapieniu, *

wołałem do mojego Boga

i głos mój usłyszał ze świątyni swojej, *

dotarł mój krzyk do Jego uszu.

ŚPIEW PRZED EWANGELIĄ  (J 6,63b.68b)

Aklamacja: Chwała Tobie, Słowo Boże.

Słowa Twoje, Panie, są duchem i życiem,

Ty masz słowa życia wiecznego.

Aklamacja: Chwała Tobie, Słowo Boże.

EWANGELIA  (J 10,31-42)

Jezus oskarżony o bluźnierstwo

Słowa Ewangelii według świętego Jana.

Żydzi porwali kamienie, aby Jezusa ukamienować. Odpowiedział im Jezus: ?Ukazałem wam wiele dobrych czynów pochodzących od Ojca. Za który z tych czynów chcecie Mnie ukamienować??

Odpowiedzieli Mu Żydzi: ?Nie chcemy Cię kamienować za dobry czyn, ale za bluźnierstwo, za to, że Ty będąc człowiekiem uważasz siebie za Boga?.

Odpowiedział im Jezus: ?Czyż nie napisano w waszym Prawie: ?Ja rzekłem: Bogami jesteście?? Jeżeli Pismo nazywa bogami tych, do których skierowano słowo Boże ? a Pisma nie można odrzucić ? to jakżeż wy o Tym, którego Ojciec poświęcił i posłał na świat, mówicie: ?Bluźnisz?, dlatego że powiedziałem: Jestem Synem Bożym? Jeżeli nie dokonuję dzieł mojego Ojca, to Mi nie wierzcie. Jeżeli jednak dokonuję, to choćbyście Mnie nie wierzyli, wierzcie moim dziełom, abyście poznali i wiedzieli, że Ojciec jest we Mnie, a Ja w Ojcu?.

I znowu starali się Go pojmać, ale On uszedł z ich rąk. I powtórnie udał się za Jordan, na miejsce, gdzie Jan poprzednio udzielał chrztu, i tam przebywał.

Wielu przybyło do Niego, mówiąc, iż Jan wprawdzie nie uczynił żadnego znaku, ale że wszystko, co Jan o Nim powiedział, było prawdą. I wielu tam w Niego uwierzyło.

Oto słowo Pańskie.

Słowo o Słowie

Temat: ?Pan jest potężnym mocarzem?

Taką właśnie naukę niesie nam nie tylko pierwsze czytanie i nie tylko Stary Testament. Tę naukę niesie nam Także Ewangelia i cały Nowy Testament. Co więcej, Pismo święte przypomina nam, że jeśli tylko w tym życiu nadzieję pokładamy w Jezusie, to zwyczajnie jesteśmy żałośni. Gdy tak analizujemy wypowiedzi ludzi uważających się za wierzących, przez ostatnie dni niejednemu z nas przychodzi do głowy refleksja, aby postawić sobie samemu i innym pytanie. Wierzymy. Tak na serio? Ale dokładnie w co? Wierzymy że Pan jest potężnym Obrońcą, że może wszystko, cokolwiek postanowi? A może nasza wiara jest jak wiara deistów. Bóg stworzył świat i jest owszem, ale zupełnie się nim nie interesuje? Kult potrzebny jest Kościołowi, bardziej jako rodzaj ludowego teatru, zaś prawdziwe życie rozgrywa się w gabinetach ministrów i polityków. Jako ludzie wierzący w nich składamy naszą nadzieję?

Laicyzacja na Zachodzie Europy trwała 30 lat. U nas potrwa trzy miesiące. Jeśli nasza wiara będzie negowała wszystko, w co Kościół wierzył przez dwa tysiące lat, to jak wytłumaczyć dziecku, że jest życie wieczne? Że potrzebna jest pokuta i nawrócenie? Kiedy ludzie nie chcieli wierzyć Jezusowi, że ma moc odpuszczania grzechów, dokonał cudu uzdrowienia paralityka. Dziś, gdy świat bluźni przeciwko Bogu, zamykamy się i nie mamy ludziom nic do powiedzenia. Pokazujemy, że nasza wiara ma się nijak do naszego życia.

Tym, którzy po raz pierwszy trafią na te rozważania przypomnę. Nigdy nie kwestionowałem profesjonalizmu służb przychodzących z pomocą bliźnim w tym czasie próby. Twierdziłem i twierdzę, że w tym szczególnym czasie lud wierny ma prawo usłyszeć w co tak naprawdę wierzymy, i w jaki sposób to komunikujemy?

SŁOWO BOŻE W PRAKTYCE

Jezus jest Synem Bożym. Mówimy, bo tak nas nauczono. Powtarzamy, że modlitwa jest rozmową z Bogiem. Zatem? Czy Bóg przestał być mocarzem, czy my nie umiemy już z Nim rozmawiać? Przepowiadać w Jego imię? Po co światu światło schowane pod korcem i sól, która utraciła swój smak? Nie piszę tego, aby oskarżać, ale aby wskazać tym, od których ludzie oczekują odpowiedzi, jakie pytania wierzący, kiedyś wierzący i od zawsze niewierzący będą im i nam stawiać, kiedy to wszystko się skończy?

PYTANIE DLA ODWAŻNYCH

Czy wierzę we wszechmoc Bożą?

Czwartek. Dzień Powszedni

PIERWSZE CZYTANIE  (Rdz 17,3-9)

Przymierze Boga z Abrahamem

Czytanie z Księgi Rodzaju.

Abram padł na oblicze, a Bóg tak do niego mówił:

?Oto moje przymierze z tobą: staniesz się ojcem mnóstwa narodów. Nie będziesz więc odtąd nazywał się Abram, lecz imię twoje będzie Abraham, bo uczynię ciebie ojcem mnóstwa narodów. Sprawię, że będziesz niezmiernie płodny, tak że staniesz się ojcem narodów i pochodzić będą od ciebie królowie.

Przymierze moje, które zawieram pomiędzy tobą a Mną oraz twoim potomstwem, będzie trwało z pokolenia w pokolenie jako przymierze wieczne, abym był Bogiem twoim, a potem twego potomstwa. I oddaję tobie i twym przyszłym potomkom kraj, w którym przebywasz, cały kraj Kanaan, jako własność na wieki, i będę ich Bogiem?.

Potem Bóg rzekł do Abrahama: ?Ty zaś, a po tobie twoje potomstwo przez wszystkie pokolenia, zachowujcie przymierze ze Mną?.

Oto słowo Boże.

PSALM RESPONSORYJNY  (Ps 105,4-5.6-7.8-9)

Refren: Pan Bóg pamięta o przymierzu swoim.

Rozważajcie o Panu i Jego potędze, *

zawsze szukajcie Jego oblicza.

Pamiętajcie o cudach, które On uczynił, *

o Jego znakach, o wyrokach ust Jego.

Potomkowie Abrahama, słudzy Jego, *

synowie Jakuba, Jego wybrańcy.

On, Pan, jest naszym Bogiem, *

Jego wyroki obejmują świat cały.

Na wieki On pamięta o swoim przymierzu, *

obietnicy danej tysiącu pokoleń,

o przymierzu, które zawarł z Abrahamem, *

przysiędze danej Izaakowi.

ŚPIEW PRZED EWANGELIĄ  (Ps 95,8ab)

Aklamacja: Chwała Tobie, Słowo Boże.

Nie zatwardzajcie dzisiaj serc waszych,

lecz słuchajcie głosu Pańskiego.

Aklamacja: Chwała Tobie, Słowo Boże.

EWANGELIA  (J 8,51-59)

Abraham ujrzał mój dzień

Słowa Ewangelii według świętego Jana.

Jezus powiedział do Żydów: ?Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Jeśli kto zachowa moją naukę, nie zazna śmierci na wieki?.

Rzekli do Niego Żydzi: ?Teraz wiemy, że jesteś opętany. Abraham umarł i prorocy, a Ty mówisz: ?Jeśli kto zachowa moją naukę, ten śmierci nie zazna na wiek?. Czy Ty jesteś większy od ojca naszego Abrahama, który przecież umarł? I prorocy pomarli. Kim Ty siebie czynisz??

Odpowiedział Jezus: ?Jeżeli Ja sam siebie otaczam chwałą, chwała moja jest niczym. Ale jest Ojciec mój, który Mnie chwałą otacza, o którym wy mówicie: ?Jest naszym Bogiem?, ale wy Go nie znacie. Ja Go jednak znam. Gdybym powiedział, że Go nie znam, byłbym podobnie jak wy kłamcą. Ale Ja Go znam i słowo Jego zachowuję. Abraham, ojciec wasz, rozradował się z tego, że ujrzał mój dzień, ujrzał go i ucieszył się?.

Na to rzekli do Niego Żydzi: ?Pięćdziesięciu lat jeszcze nie masz, a Abrahama widziałeś??

Rzekł do nich Jezus: ?Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Zanim Abraham stał się, Ja jestem?.

Porwali więc kamienie, aby je rzucić na Niego. Jezus jednak ukrył się i wyszedł ze świątyni.

Oto słowo Pańskie.

Słowo o Słowie

Temat: ?Kim ty siebie czynisz??

Nikt z nas dotychczas nie postawił Zbawicielowi tego pytania, a jednak wybrzmiewa ono pomiędzy wierszami od wszystkich ludzi, różnych stanów i profesji. ?Kim Ty jesteś Jezusie, aby nie podporządkowywać się Cezarowi, który nie dostrzega słów, któreś ongiś wypowiedział: ?pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie?. Oto my, Twoje dzieci, a zarazem Twoje siostry, bracia i matki. Bo przecież powiedziałeś, ?Kto pełni wolę Ojca Mojego, ten mi jest bratem, siostrą i matką?. Kim Ty siebie czynisz, że śmiałeś powiedzieć kiedyś, że jest wiara, co góry przenosi, że dawałeś uczniom moc aby gdy pójdą ze świadectwem nic im nie szkodziło. Przynajmniej do czasu, gdy Ty sam zdecydujesz, że misja ich dobiegnie końca. Jak w przypadku świętych i błogosławionych.

Kim jesteś Jezusie i kim są Twoi wyznawcy, że nie chcą ślepo iść za głosem, który prowadzi donikąd? Kim TY siebie czynisz, że każesz wreszcie wierzyć w święte zmartwychwstanie? Czyż nie wystarczy, aby msza była teatrem, a komunia symbolem? Chcesz nas pozabijać, czy chcesz z nas zrobić ślepych fanatyków? Domagasz się w czasach, kiedy maski opadły, chcesz abyśmy trwali, gdy wielu kapitanów opuszcza swe okręty? Co ma zrobić biedny szary człowiek, który przed pustym kościołem musi się rozejrzeć, czy może wejść na chwilę modlitwy? Panie, mój Jezu, czy odpowiesz mi dzisiaj na zadane pytania? Gdzież jest nasz Bóg, który zawarł przymierze z Ojcem Abrahamem. Czy jego ojcostwo i syn Izaaka, którego znamy z Biblii to też tylko symbole? Czy nasza modlitwa już tak jest pozbawiona łaski, że nie tylko nie wybłaga cudu, lecz nawet nie umocni w wierze?

SŁOWO BOŻE W PRAKTYCE

Panie, świat Ciebie znów pyta, kim TY siebie czynisz, a my słyszymy, gdy Ty Sam pytasz nas jak Piotra. ?Za kogo mnie uważacie? Kim jestem jeszcze dla Was? Tak, jednej godziny nie mogli czuwać w ogrodzie, ci których wybrał aby byli przy Nim. Dziś my upadamy zaledwie po dwóch tygodniach siedzenia w ciepłych fotelach i bardziej beztroskiego śledzenia Najświętszej Ofiary, niż Pasji, jaką na filmie przedstawił Artysta. Panie, Ty jesteś jeszcze wśród nas obecny? Ale nie tylko jako postać z historii, ale jako Zbawiciel? Czy my jeszcze w Ciebie wierzymy i czy w Tobie składamy całą naszą nadzieję? Przemów do nas Chrystusie, obudź, gdy zasypiamy, bo gdy Ty sam za nas Siebie ofiarujesz, my znudzeni życiem nie potrafimy czuwać, nie umiemy nawet w domowym zaciszu Tobie towarzyszyć?

PYTANIE DLA ODWAŻNYCH

 Jak bardzo słabnie moja wiara?

Środa. 01 kwietnia 2020 r. Dzień Powszedni

PIERWSZE CZYTANIE  (Dn 3, 14-20.91-92.95)

Ocalenie trzech młodzieńców

Czytanie z Księgi proroka Daniela.

Król Nabuchodonozor powiedział: ?Czy jest prawdą, Szadraku, Meszaku i Abed-Nego, że nie czcicie mojego boga ani nie oddajecie pokłonu złotemu posągowi, który postawiłem? Czy teraz jesteście gotowi, w chwili gdy usłyszycie dźwięk rogu, fletu, lutni, harfy, psalterium, dud i wszelkiego rodzaju instrumentów muzycznych, upaść na twarz i oddać pokłon posągowi, który uczyniłem? Jeżeli zaś nie oddacie pokłonu, zostaniecie natychmiast wrzuceni do rozpalonego pieca. Który zaś bóg mógłby was wyrwać z moich rąk??

Szadrak, Meszak i Abed-Nego odpowiedzieli, zwracając się do króla Nabuchodonozora: ?Nie musimy tobie, królu, odpowiadać w tej sprawie. Jeżeli nasz Bóg, któremu służymy, zechce nas wybawić z rozpalonego pieca, może nas wyratować z twej ręki, królu. Jeśli zaś nie, wiedz królu, że nie będziemy czcić twego boga ani oddawać pokłonu złotemu posągowi, który uczyniłeś?.

Na to wpadł Nabuchodonozor w gniew, a wyraz jego twarzy zmienił się w stosunku do Szadraka, Meszaka i Abed-Nega. Wydał rozkaz, by rozpalono piec siedem razy więcej, niż było trzeba. Mężom zaś najsilniejszym spośród swego wojska polecił związać Szadraka, Meszaka i Abed-Nega i wrzucić ich do rozpalonego pieca.

Król Nabuchodonozor popadł w zdumienie i powstał spiesznie. Zwrócił się do swych doradców, mówiąc: ?Czy nie wrzuciliśmy trzech związanych mężów do ognia?? Oni zaś odpowiedzieli królowi: ?Rzeczywiście, królu?. On zaś w odpowiedzi rzekł: ?Lecz widzę czterech mężów rozwiązanych, przechadzających się pośród ognia i nie dzieje się im nic złego; wygląd czwartego przypomina anioła?.

Nabuchodonozor powiedział na to: ?Niech będzie błogosławiony Bóg Szadraka, Meszaka i Abed-Nega, który posłał swego anioła, by uratował swoje sługi. W Nim pokładali swą ufność i przekroczyli nakaz królewski, oddając swe ciała, by nie oddawać czci ani pokłonu innemu bogu poza Nim?.

Oto słowo Boże.

PSALM RESPONSORYJNY  (Dn 3,52.53-54.55-56)

Refren: Chwalebny jesteś, wiekuisty Boże.

Błogosławiony jesteś, Panie, Boże naszych ojców, *

pełen chwały i wywyższony na wieki.

Błogosławione niech będzie Twoje imię pełne chwały i świętości, *

chwalebne i wywyższone na wieki.

Błogosławiony jesteś w przybytku świętej Twojej chwały, *

bardzo chwalebny i sławny na wieki.

Błogosławiony jesteś na tronie Twego królestwa, *

bardzo chwalebny i sławny na wieki.

Błogosławiony jesteś Ty, co spoglądasz w otchłanie, +

co na Cherubach zasiadasz, *

pełen chwały i wywyższony na wieki.

Błogosławiony jesteś na sklepieniu nieba, *

pełen chwały i sławny na wieki.

ŚPIEW PRZED EWANGELIĄ  (J 3,16)

Aklamacja: Chwała Tobie, Słowo Boże.

Tak Bóg umiłował świat, że dał swojego Syna Jednorodzonego;

każdy, kto w Niego wierzy, ma życie wieczne.

Aklamacja: Chwała Tobie, Słowo Boże.

EWANGELIA  (J 8,31-42)

Prawdziwe wyzwolenie przez Chrystusa

Słowa Ewangelii według świętego Jana.

Jezus powiedział do Żydów, którzy Mu uwierzyli: ?Jeżeli będziecie trwać w nauce mojej, będziecie prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli?.

Odpowiedzieli Mu: ?Jesteśmy potomstwem Abrahama i nigdy nie byliśmy poddani w niczyją niewolę. Jakżeż Ty możesz mówić: ?Wolni będziecie???

Odpowiedział im Jezus: ?Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Każdy, kto popełnia grzech, jest niewolnikiem grzechu. A niewolnik nie przebywa w domu na zawsze, lecz Syn przebywa na zawsze. Jeżeli więc Syn was wyzwoli, wówczas będziecie rzeczywiście wolni. Wiem, że jesteście potomstwem Abrahama, ale wy usiłujecie Mnie zabić, bo nie przyjmujecie mojej nauki. Głoszę to, co widziałem u mego Ojca, wy czynicie to, coście słyszeli od waszego ojca?.

W odpowiedzi rzekli do Niego: ?Ojcem naszym jest Abraham?.

Rzekł do nich Jezus: ?Gdybyście byli dziećmi Abrahama, to byście pełnili czyny Abrahama. Teraz usiłujecie Mnie zabić, człowieka, który wam powiedział prawdę usłyszaną u Boga. Tego Abraham nie czynił. Wy pełnicie czyny ojca waszego?.

Rzekli do Niego: ?Myśmy się nie narodzili z nierządu, jednego mamy Ojca – Boga?.

Rzekł do nich Jezus: ?Gdyby Bóg był waszym ojcem, to i Mnie byście miłowali. Ja bowiem od Boga wyszedłem i przychodzę. Nie wyszedłem od siebie, lecz On Mnie posłał?.

Oto słowo Pańskie.

Słowo o Słowie

Temat: ?Któryż bóg mógłby was wyrwać z mojej ręki???

Kiedy zagłębiamy się w lekturę Pisma świętego i próbujemy zrozumieć sens dzisiejszego pierwszego czytania nie sposób pominąć tych słów pełnych pychy, jakie Nabuchodonozor wypowiada pod adresem młodzieńców, którzy gotowi są raczej na śmierć niż na pogańskie bałwochwalstwo. Cóż, wydawać by się mogło, że czasy odległe. Odległe, jak Ojców wiara, gdzie cuda oznaczały cuda, a zaufanie Bogu było jak szczere ?bądź wola Twoja?. Dziś zasiedliśmy wygodnie w fotelach, aby w przerwie pomiędzy komedią, horrorem i doniesieniami ze światowych serwisów podejrzeć gdzie odprawia się msza, a gdzie jest teraz różaniec.

Mówiono nam, że zatęsknimy, że dla Polaka to co zakazane, będzie jeszcze bardziej atrakcyjne i teraz nie czas by mówić o wierze. Zatem? Zamiast słów pociechy opartych na Biblii, zamiast modłów z czy nawet bez ludu, zajęliśmy się powtarzaniem rządowych komunikatów, podkreślaniem, że za głupi jesteśmy, aby pytać gdzie leży różnica między tłumem w Biedronce a pięcioma osobami w ogromnym kościele. Nie ważne życie wieczne, ważne aby ślepo wierzyć. Nie, nie Bogu, ale władcom wykreowanym przez naszą własną próżność. Tym, którzy pytają, jak nie my, to kto? Jakiż bóg silniejszy dziś jest od nas?

Cuda ? o naiwni, przecież to dawno i nieprawda! Takie bajki dla grzecznych dzieci dla umilenia czasu! Bóg, a może bóg, bo dla wielu nie Najwyższy już teraz jest i pozostanie na pierwszym miejscu ich życia. Modlitwa- jak chcesz, włącz telewizor, odpal sobie Internet, a jak chcesz zajmij się czymkolwiek, ale nie stawiaj trudnych pytań!

SŁOWO BOŻE W PRAKTYCE

Boże, Boże, mój Boże! Czy to wszystko naprawdę się dzieje? Czy już tylko teatr pozostał z tego, gdzie do tej pory woń kadzidła oznajmiała Ofiarę miłą Bogu? Czas Wielkiego postu, to czas oczekiwania na święto Zmartwychwstania. Ot, takiego faktu, który dla wielu już więcej niż nie znaczy. Zauważą tylko, że nie było ?święconki?, że w ?ów drugi dzień? nie będzie dyngusa. Pozwól Boże przetrwać ten czas ogromnej próby tym, którzy mimo wszystko dalej chcą wierzyć jak dzieci?

PYTANIE DLA ODWAŻNYCH

 Co zostało jeszcze  z mojej wiary?

Kiedy puka strach…

Ileż było już takich informacji na przestrzeni ostatnich lat, kiedy doszło do jakiejś katastrofy, a ulegający panice ludzie powiększali mimo woli liczbę poszkodowanych w tym ofiar śmiertelnych. Można by powiedzieć obrazowo: „zawalił się dach i zabił dwie osoby. Kolejne dwadzieścia stratował ulegający panice tłum”. Cóż strach jest rzeczą ludzką i jest tylko jedna rzecz, która może go pokonać, jedna, która pozwala go mieć pod kontrolą i jedna, która zadaje mu śmiertelny cios.

Tą, która pozwala go pokonać jest wiara. Wiem, już za chwilę odezwą się eksperci od wiary, którzy myślą, że Kościół to teatr i będą próbowali tak go oceniać i takie rady mi dawać, znajdą się szybko samozwańczy bądź nawet utytułowani teologowie, którzy przypomną mi na czym polega współistnienie między wiedzą a wiarą, oraz zwyczajni hejterzy, którzy nazwą mnie śmiertelnym zagrożeniem dla społeczeństwa. Jednak gdzieś mimo to brzmią mi w pamięci słowa ks. Twardowskiego

Nie przyszedłem pana nawracać. (…)

nie zacznę panu wlewać do ucha świętej teologii łyżeczką

po prostu usiądę przy panu

i zwierzę swój sekret

że ja, ksiądz,

wierzę Panu Bogu jak dziecko”.

Do znudzenia podkreślam, że wypełniamy z całą pieczołowitością polecenia władz cywilnych i kościelnych, ale też krzyczę na cały głos i nie ustaję, że kiedy Bóg mówi „sprawdzam” nie mogę, nie wolno mi, nie mam prawa potraktować Jego Domu jak teatru, a największych świętości, jak pełnych zarazków rekwizytów.

Ktoś kilka dni temu napisał to, co za chwilę zaczną pisać wszyscy bluźniący Imieniu Bożemu. Jeśli Bóg i Jego sakramenty nie są nam potrzebne w czasie epidemii, to po co nam będą w czasie, gdy inni będą obwieszczać pokój i bezpieczeństwo? Piszę to, abyśmy zastanowili się wspólnie, jak nieść Boga i głosić Ewangelię w czasach, kiedy wymaga się od nas izolacji. Jak nie odizolować się od Boga i Jego sakramentów? Jak nie zamknąć Chrystusa na kwarantannie, ale oprócz wspaniałych przekazów telewizyjnych i internetowych, oprócz całej gamy cyber rekolekcji być z ludem, który Bóg nam powierzył?

Nie twierdzę, że wiara uchroni nas od zarażenia, tak jak prześladowany Kościół nie dawał gwarancji, że chrzest uchroni przyjmujących go od śmierci z rąk Nerona czy Domicjana. Jesteśmy w ręku Boga. Wiara dodaje nam siły i pozwala mieć nadzieję, jak ta wyrażona w popularnej piosence,

Lecz czemu mnie do raju bram

Prowadzisz drogą taką krętą

I czemu wciąż doświadczasz tak

Jak gdybyś chciał uczynić świętą.

Nie chcę się skarżyć na swój los

Nie proszę więcej, niż dać możesz

I ciągle mam nadzieję, że… Że chyba wiesz, co robisz, Boże

Rzeczą, która pozwala mieć strach pod kontrolą, jest nadzieja. Nazwana matką głupich, jest i pozostaje cnotą Boską. Co dzieje się, kiedy brak nam nadziei? Wkraczają wówczas do akcji dwa najpoważniejsze grzechy przeciwko tej cnocie. Zuchwalstwo i rozpacz. Zuchwalstwo napełnia nas pychą i każe ignorować lęk, ale tak naprawdę sprowadza się do „tu i teraz”. Róbmy to, na co nam przyjdzie ochota, bo jutro i tak pomrzemy… Idąc z procesją z relikwiami mijam całkiem pokaźne grupki młodych ludzi na przystanku. Uciekają w popłochu (jak gdybym to ja stanowił zagrożenie…) pijący na ulicy różne odmiany kryzysowych napojów. Pomyślałem wręcz, że gdyby wirus ustępował tak przed procesją ze św. Antonim, jak uciekają obecni na ulicy amatorzy zbiorowego przeżywania kwarantanny, bylibyśmy strefą wolną od wirusa. Ciekawe, czy wtedy też byliby tacy, którzy wieszaliby na tablicach wjazdowych do miasta informacje „Strefa wolna od Covid 19”? Drugim grzechem przeciwko nadziei jest rozpacz. Popycha nas do najtragiczniejszych rzeczy. Podpowiada najgorsze rozwiązania. Sprawia, że stajemy się zakładnikami paniki.

Wielu zarzuca mi, że propaguję średniowieczny sposób walki z wirusem. Muszę za każdym razem podkreślać, że ja …nie walczę z wirusem. Walczę o wiarę, niosę nadzieję i staram się żyć miłością, tak, miłością także do moich parafian, których mijam ze świecami i różańcami w oknach i na balkonach. Także tych, których spotykam w kościele na mszy św. Dostaję telefony z kraju i zagranicy, bo ludziom potrzeba nadziei i potraktowania z miłością.

Kiedy jesteśmy dziś bardziej niż kiedykolwiek pozamykani w domach potrzebujemy szczególnej bliskości ducha. Miłość jest największą z cnót i najbardziej zagrożoną w czasach ograniczeń i poczucia lęku. Przez ostatnie miesiące słyszeliśmy tyle o dyskryminacji, różnych odcieniach miłości i powstających szybciej od kolejnych ognisk zakażeń wirusem płciach, które różniły się specyfiką zaspakajania nieokiełznanych popędów. Sam nazwany zostałem kilkukrotnie „homofobem”, którą to obelgę traktuję jako zaszczyt i przypomnienie, aby nie ulegać fałszywym ideologiom w czasach powszechnego zakłamania. Odmawiano mi prawa do własnego zdania a nawet minimalnego szacunku. Pytam się więc dziś publicznie i domagam się odpowiedzi, gdzie są miłośnicy tolerancji i walczący z dyskryminacją, wrogowie „Stref wolnych od grzesznych ideologii”, gdy jak donoszą media na wielu sklepach i punktach usługowych pojawiły się „strefy wolne od dzieci”? Gdzie są różnego rodzaju „ośrodki monitorowania postępu i tolerancji”, kiedy zalęknieni ludzie szukają wrogów tam, gdzie ich nie ma? Gdy środki ostrożności zwracają się poniekąd przeciwko nam samym?

Wreszcie gdzie podziali się ci, którzy krzyczeli, że muszą manifestować swoją odmienność publicznie, bo mają takie prawo i bez tego nie mogą żyć? Gdzież są objazdowe brygady z kolorowymi flagami, bohatersko profanujący na paradach najświętsze dla nas wartości? Te wartości, o które walczyłem i będę walczył w czasach pokoju i kryzysu. Bo jeśli coś ma nas zachować od upadku, nie będą to pseudonaukowe dywagacje, czy mężczyzna może urodzić dziecko, ale będzie to wiara nadzieja i miłość. One pozwolą wciąż, spokojnie i z godnością modlić się słowami Psalmu 23

Chociażbym chodził ciemną doliną,

zła się nie ulęknę,

bo Ty jesteś ze mną.

Twój kij i Twoja laska

są tym, co mnie pociesza.

Stół dla mnie zastawiasz

wobec mych przeciwników;

namaszczasz mi głowę olejkiem;

mój kielich jest przeobfity.

Tak, dobroć i łaska pójdą w ślad za mną

przez wszystkie dni mego życia

i zamieszkam w domu Pańskim

po najdłuższe czasy.”

Od powietrza, głodu, ognia, wojny i braku wiary zachowaj nas Panie.

Życie jest pielgrzymką

Mieliśmy zaplanowane na ten rok kilkanaście pielgrzymek. Zapisy szły jak po maśle. Po raz pierwszy tak dobrze. Zresztą listę można zobaczyć na kalendarium, w tym te do Włoch. Bóg jednak miał inne plany. Nie posłał mnie na pielgrzymkę do Italii czy Ziemi Świętej, ale teraz wzywa, aby założyć sutannę i z Imieniem Boga Wszechmogącego, we wspólnocie ze świętymi ruszyć w długą drogę ulicami mojej Parafii a tym samym mojego Miasta. Teraz moją pielgrzymką będzie samotna wędrówka z relikwiami Patrona Miasta opustoszałymi ulicami Lublina. Tak będzie przez najbliższe dni. Będę pielgrzymował wypatrując zapalonych świec w oknach i błogosławił ich, dopóki nie minie zaraza. Jak mawiał klasyk, „do samego końca. Mojego, albo jej”. 😉

Dziś wracając z krótkiej wizyty w domu rodzinnym zaraz po wjeździe do Lublina dostrzegłem chłopca jadącego powoli na rowerze. Na plecach bluzy miał nadrukowany duży pentagram z wpisaną głową kozła. Ewidentnie satanistyczny motyw. Jechałem, aby zdążyć na zapowiedzianą wcześniej procesję po mieście. Przeszyła mnie myśl: Czy takie znaki mają teraz dominować na ulicach? Gdzie jest nadzieja, gdzie zawierzenie Bogu i Jego Matce? Co stało się z wiarą w orędownictwo świętych?

Owszem, od jakiegoś czasu, przynajmniej od kiedy Premier zdecydował o ogłoszeni Stanu Zagrożenia Epidemiologicznego internet zaczął szykować się do swoistej wojny religijnej. Z jednej strony na privach lądowało coraz więcej świętych obrazków z dopiskiem „koniecznie wyślij do wszystkich”. Tak, tzw. łańcuszki. Niestety im mniej w nas wiary, tym więcej zabobonu. Łatwiej jest jednak spamować Matuchną Najświętszą, niż wyszeptać dziesiątek różańca. Łatwiej jest rzucać klątwy i pisać, że jak ktoś przyjmuje komunię św. na rękę, to jest gorszy od dzieciobójców, niż zadać sobie trud, aby przypomnieć, że byli św. akolici tacy jak św. Tarsycjusz, którzy zanosili z narażeniem życia do więzień komunię św., aby chrześcijanie nie umierali bez Chleba Życia. Niestety, piszę to z wielkim żalem i bólem serca, łatwiej jest pomstować na lud, że przyjmuje komunię św. do ust, niż wyjaśnić, że właśnie takie przyjmowanie jest formą zwyczajną, zaś dopuszczone przez Pasterzy przyjęcie na rękę nie powinno oznaczać mniejszego szacunku do Eucharystii. Ba, może warto nawet zwłaszcza teraz, zachęcić nawet wiernych, aby czy przyjmują komunię do ust, czy na rękę uklęknęli, aby nie zatracić czci do najświętszego z sakramentów? Może nawet trzeba pokazać lawaterz i pouczyć, że kapłan po udzieleniu Komunii świętej obmywa pobożnie dłonie, aby nie znieważyć Ciała Pańskiego. Wszak w kruszynce obecny jest taki sam Chrystus jak w dużej hostii. Może ci, którzy przyjęli Ciało Pana na rękę mogliby w drodze do domu powstrzymać się od dotykania czegokolwiek palcami, którymi trzymali Najświętsze Ciało i będąc w domu najpierw pobożnie obmyć ręce? Czyż w formie przyjęcia Eucharystii nie chodzi przede wszystkim o należny S Z A C U N E K?

W czasie próby zaczęliśmy się gubić i reagować dosyć nerwowo. Kłócimy się czy iść do kościoła, czy siedzieć w domu, o to jak przyjmować Pana Jezusa i o to, czy rozsyłanie spamu ze świętych obrazków powstrzyma epidemię. Mamy teraz więcej czasu w domu. Sięgnijmy do solidnej katolickiej katechezy. Stańmy pomiędzy 19.00 a 20.00 z obrazkiem św. Antoniego (jeśli nie mamy, możemy przecież wydrukować z Internetu), krzyżem i świecą w oknie. Zjednoczmy się na modlitwie. Przyjmując Ciało Pańskie róbmy to z jeszcze większym szacunkiem niż dotychczas, pamiętając, jak łatwo jest zbanalizować najświętsze rzeczy. Nieśmy nadzieję, wzrastajmy w wierze i kierujmy się przykazaniami miłości Boga i bliźniego. Kiedyś gdy to wszystko minie popielgrzymujemy znów do naszych świątyń, aby odśpiewać dziękczynne Te Deum, a może i do groby św. Antoniego aby podziękować za ocalone życie i wiarę. Od powietrza, głodu, ognia, wojny i utraty wiary, zachowaj nas Panie…

Spotkałem dziś świętych

To były szczególne rekolekcje. Pomimo, że Parafia była dziś przygotowana na przyjęcie normalnej liczby wiernych, w zgodzie z decyzjami władz cywilnych i kościelnych, frekwencja sięgnęła ostatecznie 20 – 25 % typowej niedzieli. Jednak dzisiejszy dzień stanowił także dla mnie osobiście swoiste kapłańskie rekolekcje.

Czasem ludzie, których spotykamy na naszych drogach życia mają dla nas przesłanie od Boga, nie zdając sobie nawet z tego sprawy. W tym czasie powszechnego zamętu Bóg sprawia, że dzieląc się świadectwem wiary, stajemy się dla siebie darem.

Kim zatem byli owi święci, których spotkałem dzisiejszego dnia? To różni ludzie. Wcześniej znani i nieznani, ale dziś przynieśli mi wiadomość, którą chcę się z Wami podzielić.

Zanim jednak to zrobię pragnę dodać, że nie osądzam i nie przesądzam, że pośród tych, którzy pozostali dziś w domach być może też nie brakuje świętych, od których dane mi będzie kiedyś czegoś się nauczyć. Ale czego nauczyłem się od ludzi, którzy byli dziś w kościele? Moim parafialnym i innych, których połączyła ta sama nauka, jaką mi, księdzu i proboszczowi lubelskiej historycznej parafii udzielili?

Tak się składa, że w czasach szczególnych wychodzą z nas nieznane może nawet nam samym cechy. Jako młody człowiek lubiłem oglądać filmy tzw. katastroficzne. Właśnie dlatego, że najpierw prezentowały całą gamę zwykłych ludzi, aby później pokazać, jak różne mogą być nasze reakcje w chwilach próby. Wobec bliskich i obcych. Wcześniej znanych i nieznanych. Mam zwyczaj po każdej mszy św. niedzielnej wychodzić przed kościół, aby dać możliwość tym, którzy chcą zamienienia kilku słów. Dziś od wielu, zwłaszcza będących z tzw. grup ryzyka, w tym lekarzy, usłyszałem rekolekcyjną naukę. Można ją streścić mniej więcej tak. Nikt z nich nie lekceważy zagrożenia, nikt nie ma zamiaru łamać reżimu sanitarnego narzuconego przez władze, ale w słowach tych ludzi, jak też innych, z którymi dane mi było rozmawiać drogą mediów elektronicznych wybrzmiewała wiara, że jesteśmy w rękach Boga i kończyli oni swe refleksje tak samo. „Proszę księdza, jestem gotowy (gotowa). Swoje przeżyłem(am)…”

Przed oczami stawał mi Kościół pierwszych wieków. Ludzie, którzy żyli nie tylko w gotowości na spotkanie z Panem, ale pragnęli Go. Nie narażali się celowo, ani nie lekceważyli zagrożenia, ale byli gotowi. Tęsknili za Nim, choć chcieli żyć i wcale nie pragnęli śmierci, ale tęsknili za Jezusem, jak tęskni się za najbardziej ukochaną osobą. „Czego mam się bać? Czy i tak kiedyś tego wszystkiego nie zostawię? ” powiadali dziś inni z moich rozmówców.

Świat wstrzymał oddech, a my zamiast myśleć o własnym zbawieniu licytujemy się na skróty myślowe, dlaczego nie ma potrzeby iść do kościoła. Skróty niekiedy bardzo niebezpieczne, które w zależności od kontekstu za chwilę obrócą się przeciwko nam. Jak wyrwane cytaty z Pisma Świętego, luźno dobrane i przypadkowo skojarzone ze sobą. Taki dziś wyłania się obraz naszej wiary, który niczym puzzle układa się w prawdziwe katastroficzny obraz, wobec którego tzw. pandemia to igraszka. Mówiąc dziś jedno, nie myślimy, co będzie znaczyło, kiedy minie zaraza. Pozwalamy Ojcu kłamstwa rozgrywać się jak nieporadne dzieci, które nie mając nic do powiedzenia powtarzają to, co im wydaje się brzmieć mądrze. Dobierają argumenty na chybił trafił, ku uciesze tych, których noga w kościele dawno nie stanęła. Podkreślam raz jeszcze, być może pomijam tutaj prawdziwie wielu świętych, których serce krwawi dziś z powodu pozostania w domach i z tęsknoty za Zbawicielem. Chylę przed nimi czoła i pokornie proszę o modlitwę, także za mnie niegodnego sługę Pana, ale teraz, kiedy szum wielkopostnej niedzieli umilkł, a opustoszałe ulice miasta pokrył mrok, dziękuję Bogu za tych, którzy przypomnieli mi, że moim celem nie jest ani walka z wirusem, ani też wyręczanie tych, których zaleceń i zarządzeń z całą powagą staramy się przestrzegać. Moim celem, zadaniem na które sam się zgodziłem wobec Boga i mojego biskupa jest modlitwa za lud, posługa sakramentalna i posługa słowa, aby kiedyś, gdy nadejdzie czas moi parafianie i ludzie, których spotykam mogli ze spokojem powiedzieć. „Jestem gotowy(a). Przyjdź Panie Jezu…” Dlatego też tej niedzieli, gdy opustoszały nasze kościoły, kiedy gryziemy się w sumieniu czy dobrze zrobiliśmy idąc do kościoła lub zostając w domu, warto przyjąć za kryterium naszego rachunku sumienia to przesłanie, jakie Bóg mi dziś daje. Czy mój czyn, moja decyzja i moja postawa przygotowała mnie dziś bardziej na owo spotkanie, czy oddaliła od Chrystusa? Czy po dzisiejszej niedzieli jestem o krok bliżej od powiedzenia szczerze wobec Boga i siebie samego „jestem gotowy(a)”, czy bliżej tych, którzy od lat mówią, „po co chodzić do kościoła, kiedy Bóg jest wszędzie”? Od głodu, ognia, wojny, i nagłej, a niespodziewanej śmierci oraz braku wiary zachowaj nas, Panie…

O czym się nie mówi, cz. 3

„Rzuć się w dół, przecież napisane jest, że aniołom swoim rozkażę, abyś nie uraził swej nogi o kamień”. Te słowa z Ewangelii cytuje mi coraz więcej osób, oskarżając, że narażam ludzi, zwłaszcza starszych i chorych, że kuszę Pana Boga itd. Czy się nie boję o siebie i innych? Człowiek zapewne do końca nie jest w stanie przewidzieć, jak by się zachował w sytuacji ekstremalnego i bezpośredniego zagrożenia, dopóki się w nim nie znajdzie. Lęk nie jest mi obcy i wiem, że kuszenie Pana Boga to grzech. Dlaczego zatem te proste pytania nie do końca pozwalają mi dać jednoznacznej odpowiedzi?

Powiedz mi kto pyta, a powiem ci, co chce wiedzieć. Od kilku dni zastanawiam się, jak to jest, że ludzie, którzy do tej pory kierowali przekaz o tzw „depopulacji”, czyli wyludnieniu ziemi, teraz pierwsi domagają się zwłaszcza w kościołach większego reżimu sanitarnego, niż obowiązuje w sklepach, gdzie nikt nie liczy wchodzących, a walka o towar z promocji jest jeszcze większa niż przed „chińskim wirusem”? Jaki cud stał się w ostatnich godzinach, że uczestniczki czarnych marszy, odbierające człowieczeństwo maleńkim, chorym nienarodzonym dzieciom, teraz pierwsze krzyczą, że …pozarażamy najsłabszych. Chorych i seniorów? Wreszcie ta presja, jaka kierowana jest na duchownych, aby zamknęli kościoły, zakazali mszy, presja, która zaczyna przynosić już skutek… No tak, nienarodzone dzieci nie mają jak naciskać na tych, którzy mogliby „ruszyć bryłę z posad świata”, narażając a i owszem własne posady i ocalić od śmierci tysiące niewinnych istnień. Oni nie upomną się o swoje życie i o nich nie upominają się najczęściej ci, którzy dziś pierwsi chcą barykadować kościoły.

Wierzę w dobre intencje służb sanitarnych i ich troskę o nas. Choć politycznie mam poglądy w wielu kwestiach bardzo odległe tak od rządu jak i od znacznej części tzw. opozycji, staram się wierzyć w dobre intencje i profesjonalizm tych, którym powierzyliśmy władzę. To test na człowieczeństwo nas wszystkich. Otaczam modlitwą lekarzy, pielęgniarki i decydentów, świeckich i duchownych, którzy w sumieniu biorą na siebie ogromną odpowiedzialność za losy nas i naszych bliskich. Jestem pełen uznania dla personelu sklepów i supermarketów. Ci ludzie są zostawieni sami sobie. Kiedy ja już dziś tłumaczę się niektórym jak zabezpieczę kościół, aby przypadkiem na msze nie przyszło 51 osób, w sklepach tych dużych i małych od rana ruch jak zawsze na promocjach.

Widząc co się dzieje, zaczynam momentami ulegać spiskowej teorii dziejów, że chiński wirus jest sztucznie wyprodukowany przez wrogów Kościoła. Nie zaraża w sklepach, w których od rana przewija się jednocześnie po kilkaset osób, nie zaraża, kiedy chcesz wyjść z psem, ale stanowi śmiertelne niebezpieczeństwo, jeśli przyjdziesz do kościoła. I to zwłaszcza wtedy, kiedy sprawowana jest Eucharystia. Jaki geniusz i w jakim laboratorium wyprodukował mikroba, który zwiększa swoją aktywność podczas Eucharystii?

Zatem zanim odpowiem sobie i Wam, drodzy bracia i siostry, na pytanie postawione na początku mojego wpisu, pomóżcie mi zrozumieć, jaki przekaz będzie wśród wiernych i niewiernych na temat naszej wiary, szacunku do życia, zwłaszcza najsłabszego, i tego, że nasze słowa są prawdziwe, kiedy minie już epidemia? Jak będziemy się czuli, kiedy Polska wstrzyma oddech na dwa tygodnie czy nawet dłużej, aby ratować siebie, a dalej nie upomni się i będzie milczała, gdy tysiące niewinnych dalej będą ginąć ze śmiertelnych rąk aborterów, przy milczącej zgodzie polityków i niektórych duchownych? I w co sami tak naprawdę wierzymy? Jeśli jeszcze wierzymy… Od powietrza, głodu, ognia, wojny i braku wiary zachowaj nas Panie…

O czym się nie mówi, gdy wszyscy mówią tylko o jednym?

Kiedy 11 września 2001 r świat obiegła wiadomość, że Stany Zjednoczone zostały zaatakowane, nikt nie miał wątpliwości, że świat, jaki wyłoni się z tzw. „wojny z terroryzmem” będzie inny, niż do tej pory. Nie istotne, jakie były szczegóły wydarzeń z 11 września, wszak do dziś znajdziemy oprócz wersji oficjalnej dziesiątki różnych teorii, także tych, nazywanych spiskową teorią dziejów. Dziś też warto zdać sobie sprawę z tego, że to, co dzieje się obecne z tzw. „chińskim wirusem” kiedyś dobiegnie końca, ale świat jaki wyłoni się po tej globalnej inżynierii społecznej, jaka towarzyszy wirusowi, nie będzie już tym samym światem, jaki znamy. Wszak kiedy wszyscy mówią o jednym, inni pracują na rzeczy, o których się nie mówi. Tak było, jest i zapewne będzie.

Nie mam zamiaru w tym wpisie ustosunkowywać się do spraw związanych z samym tematem epidemii. To nie moja rola. Od tego są odpowiednie służby, i chcielibyśmy ufać, że lekarze nie tylko teraz, ale zawsze będą kierować się rzetelną wiedzą, politycy dobrem wspólnym, a my duchowni … no właśnie czym? Bo zawsze byłem przekonany, że wiarą.

Najpierw Bogu dzięki, że nasi Pasterze nie ulegli tej potężnej presji, aby pozamykać Kościoły. Potrzebują oni naszego wsparcia i modlitwy, jak i my wszyscy. Tak, jak szpital musi w czasie epidemii (bez względu na jej rozmiary) być gotowy do przyjęcia chorych, tak Kościół i kapłan chyba po to został wyświęcony, aby nawet z narażeniem życia służyć tym, którzy potrzebują łaski sakramentalnej. Piszę chyba, bo jak obserwuję aktywność medialną świeckich i duchownych zaczynam stawiać sobie pytanie jak w tytule. O czym my sami nie mówimy?

Oto w czasie próby, budowanego społecznego napięcia i stanów nadzwyczajnych (nie moją rolą jest określanie czy zasadnych, czy też nie), gdzie ludzie zwyczajnie ulegają lękowi, czytam dziesiątki wpisów ludzi świeckich o tym, czym jest dla nich Eucharystia, i przypominają mi się przykłady świętych i błogosławionych, którzy w warunkach, kiedy całej rodzinie groziła śmierć za wyznanie wiary w Chrystusa, woleli potajemnie uczestniczyć w Eucharystii, niż pozostać w domach. W tym samym czasie z przerażeniem stwierdzam, że wielu moich współbraci wpisuje się w przekaz, który mówi: życie bez Eucharystii jest możliwe. „Chcesz się modlić, możesz to robić w domu. Przecież to tylko jakiś czas, dla dobra wspólnego…” Szukam i próbuję znaleźć choć jeden wpis o tym, jaką łaską jest Chleb z Nieba i że to On daje życie wieczne. Tymczasem pojawiają się instruktarze z których bije przekaz. Jeśli idziesz do kościoła, narażasz siebie i innych. Jeśli idziesz do komunii, prawie że ściągasz na siebie śmiertelne niebezpieczeństwo.

Czyż nie powinniśmy oczekiwać wyważonych przestróg od służb sanitarnych, a od nas duchownych nauki o Najświętszym z sakramentów? Przytaczania przykładów świętych, którzy w czasie bardziej niebezpiecznych epidemii szli do ludzi i nieśli Chrystusa? Budowania wiary, umacniania nadziei i szerzenia bratniej miłości? Czyż nie potrzeba nam wspólnej modlitwy o ocalenie nas z zarazy nie tylko biologicznej?

Ktoś pracuje mocno nad tym, aby świat który wyłoni się po epidemii był światem bez kościołów i wiary w Boga. Przeglądam profile hejterów nawołujących moich parafian do pozostania w niedzielę w domu. Zdecydowana większość tych profili (prawdziwych czy bootów, tego nie wiem) pochodzi z miast leżących daleko od Lublina. Na jednym z nich za to znajduję wezwanie, aby w czasie kwarantanny pamiętać o wyprowadzaniu zwierząt, nawoływanie, aby wyjść z psem osób objętych kwarantanną. Wszak pies nie przenosi wirusa.

Jedna z aktywistek wiadomej opcji politycznej podała w mediach przynależność partyjną chorego. Na pytanie kogoś z internautów, co to ma do rzeczy, odpowiedziała, „aby się ludziom wdrukowało, że to właśnie ugrupowanie polityczne roznosi zarazę…” Oto nowe oblicze tolerancji. Wierzę w troskę o nasze zdrowie ludzi powołanych do leczenia nas i dbania o bezpieczeństwo. Nie wierzę w apele aby nie iść do kościoła tych, których noga tam nigdy, albo dawno nie stanęła. Czy też chodzi im o „wdrukowanie” ludziom, że Kościół i Komunia rozpowszechnia zarazę? Czy tego chcemy czy nie, taki będzie przekaz, jeśli my księża będziemy straszyć Eucharystią a nie dawać przykład czci Zbawiciela i potęgi wiary.

Do seminarium wstępowałem w roku 1991. Na świeżo mieliśmy w pamięci śmierć bł. ks. Jerzego Popiełuszki, kapłanów szykanowanych i prześladowanych, msze odprawiane na terenie zakładów pracy i obraz księdza towarzyszącego prostemu człowiekowi. Dziś dożyłem czasów, kiedy świeccy pracownicy i przyjaciele deklarują wszechstronną pomoc, pytają czy czegoś w parafii nie potrzeba, sami będąc w grupie podwyższonego ryzyka idą do sklepu na zakupy, aby parafia funkcjonowała normalnie, a niektórzy duchowni pracują na to, aby pozamykać co się da, zaś wiernych trzymać z dala od kościoła. Zastanawiam się co będzie, jeśli trzeba będzie iść do umierającego zarażonego wirusem, jeśli zajdzie taka potrzeba? Pomyliły nam się role i zadania. Zapomnieliśmy w wielu wypadkach o tym, czym jest wiara, Kościół i obecność Chrystusa w Eucharystii… Od powietrza, ognia, głodu wojny i braku wiary zachowaj nas Panie…

Żebrząc o miłość

Żebranie kojarzy nam się z życiem na ulicy. Niejednokrotnie mijamy takich ludzi, którzy z różnych przyczyn tam się znaleźli. Stracili wszystko, co mieli, choć czasem było to bardzo niewiele. Różnie życie pisze scenariusze dla swoich aktorów. Dziś jednak pragnę poświęcić tych kilka słów ludziom, którzy na żebraków nie wyglądają i w sensie ścisłym nimi nie są i nigdy nie byli.

Dziś na katechezach dotknąłem tematów o wierze, młodości, marzeniach i szczęściu. Co ciekawe, wielu młodych ludzi nie ma w życiu żadnych marzeń. Co dopiero mówić o szczęściu. Kto w ogóle używa dziś jeszcze tak staroświeckiego słowa, jak szczęście? Kiedyś zdarzało się przynajmniej w bajkach, ale raz minęło od tamtej pory sporo czasu, a dwa że i bajki dziś zupełnie inne.

Człowiek bez marzeń wewnątrz umiera za życia. Nie ważne ile ma lat. Jeśli nie potrafi marzyć, jeśli na nic już nie czeka, powoli traci chęć do życia. Płynie z falą, niczym śnięta ryba. Trudno przecież nazwać marzeniami „pustą chatę”, „imprezę, z której nic się nie pamięta”, czy tzw. „święty spokój”. Marzenia są przecież nierozerwalnie związane z wiarą. Marzyć potrafi ten, komu nieobca jest wiara.

Czemu więc ludzie uciekają od marzeń? Dlaczego boją się uwierzyć, że ich życie może być więcej warte niż proza życia? Być może między innymi dlatego, że zbyt mocno bolały wcześniejsze niespełnione marzenia, i to takie, które wcale nie były wygórowane. Marzenia o choćby kilku godzinach tygodniowo poświęconych przez rodziców, marzenia o tym, aby pośród komend „nie wolno”, „zrób to”, „musisz” pojawiały się przynajmniej czasami wyjaśnienia inne niż „bo ja tak chcę”, „bo ci każę”, „daj mi spokój”. Czy do marzeń zdolne jest jeszcze pokolenie żebrzące o miłość poprzez uciekanie w nałogi, włóczenie się po nocach, sprawianie problemów wychowawczych w szkole i życiu? Jednak pośród żebrzących  miłość są także inni.

Dziś żebrze o miłość pokolenie dorastających dzieci, których rodzice kupowali „święty spokój” grami komputerowymi, smartfonami, tabletami i ciągłym powtarzaniem, „teraz nie mam czasu dla ciebie, zajmij się czymś”. Dzieci się więc zajęły i dziś błądzą po wirtualnym świecie, żyją filmikami z youtube’a, zamiast przyjaciół mają znajomych na facebook’u a jedyne rekordy są tylko kolejnymi level ami w grach komputerowych. Świat marzeń umarł w oczekiwaniu na miłość rodziców dawaną zamiast elektronicznych zabawek, przyjaźń zamiast pornografii czy ciepło rodzinnego domu zamiast alkoholowych libacji – wszystko jedno czy przy najtańszej wódce czy też przy najdroższych trunkach.

Stałem więc dziś przed moimi młodziutkimi uczniami i próbując mówić im o rzeczach dla nich abstrakcyjnych, modliłem się o cud zmartwychwstania – zmartwychwstania nadziei, że nie wszystko jest jeszcze stracone, że wciąż można jeszcze odważyć się rzuci losowi wyzwanie. Że miłość, szczęście i piękne cele w życiu wciąż są w zasięgu ręki. Jeśli tylko sięga się po nie z wiarą, w Imię Boże!

Prawo jazdy na komputer

Christianity and technology. Golden cross and electronic devices, wooden background. 3d illustration

Nie, to nie cudowny pomysł któregokolwiek z ugrupowań politycznych, ani też marzenia ministra finansów. Raczej bolesna refleksja jednego ze sprzedawców w sklepie komputerowym. Miało to miejsce kilkanaście lat temu. Przede mną w kolejce, stał mężczyzna, który awanturował się, że sprzedawca nie chce mu wgrać do kupowanego komputera „pirata”, którego syn przyniósł ze szkoły, tylko żąda kilkuset złotych za oryginalny system operacyjny. Kiedy niesforny klient odpuścił, zmęczony rozmową sprzedawca powiedział: „uważam, że powinno być coś takiego, jak prawo jazdy na komputer. Sprzedajemy ludziom sprzęt, i dajemy możliwości, na których się nie znają i o których nie mają pojęcia”.

Historia ta przypomina mi się, kiedy sam doświadczam tego, że za klawiaturą siadają ludzie, którym wydaje się, że jednym przyciskiem uszczęśliwią, nawrócą, przekonają, zmuszą do zagłosowania na ulubionego kandydata tysiące innych internautów. Gdyby ów wpis miał dotyczyć jedynie zwykłego spamu, pewnie prościej byłoby zablokować jednego czy drugiego jegomościa, zamiast zamieszczać ów wpis na blogu.

Moja refleksja dotyczy wiary i internetu, a dokładniej mówiąc drugiego przykazania. Tak, „nie będziesz brał imienia Pana Boga swego nadaremno”. Zbanalizowaliśmy już dawno to przykazanie i nawet nie dostrzegamy, jak wielu ludzi, uważających się za wierzących, ba nawet swojego rodzaju „internetowych apostołów”, generuje pokaźną liczbę „świętego spamu”. Ale zacznijmy od początku, wyraźnie i „dużymi litterami”. Może ktoś się zreflektuje i zrobi rachunek sumienia.

Po pierwsze „łańcuszki” o podłożu religijnym. Zastanawiam się, jak w ogóle człowiek wierzący, może rozsyłać hurtowo herezje typu”odmów 10 razy zdrowaś Maryjo i roześlij do wszytskich, a spełni ci się to i owo, ale jak nie roześlesz, ojojoj…” Oszczędzę sobie dalszej narracji. Krótko i na temat. Zabobon, grzech przeciw drugiemy przykazaniu, zaśmiecanie internetu tym, co powinno być świętością.

Po drugie „zawodowi pozdrawiacze”. Wyobraźmy sobie, sobota rano. Poranna kawa, odprawa z wikariuszami, naraz telefon „głupieje”. Raz za razem co otrzymuję? Przeróżne gify, wysyłane hurtowo przez „zawodowych pozdrawiaczy”, którzy prosili o dołączenie do znajomych, choć w życiu ich na oczy nie widziałem.  Czy ktoś normalny wziąłby do ręki książkę telefoniczną i zaczął obdzwaniać wszystkich „znajomych z książki” mówiąc „Dzień dobry. Życzę miłej soboty”? Mówiąc eufemistycznie „dostalibyśmy kota” już po godzinie odbierania takich telefonów, a po dwóch uznalibyśmy to za nękanie. Co ciekawe, zawodowych pozdrawiaczy nie interesuje kontakt z bliźnim. Można pisać, tłumacząc, że to spam, prosić o nieprzysyłanie niechcianych obrazków, nie skutkuje. Zwyczajnie nie czytają nawet wiadomości zwrotnych. Solidny ban dopiero załatwia sprawę.

Po trzecie świąteczne życzenia. Kiedyś już o tym pisałem. Wysyłanie hurtem bałwanków, a nawet gotowych grafik z Dzieciątkiem Jezus czy Zmartwychwstałym trudno uznać za nawet lakoniczne „Wesołych Świąt”. Zwyczajnie, „poszło do wszystkich”. Zero trudu, aby nawet wybrać z listy znajomych tych, z którymi coś mnie łączy, albo nawet napisać samemu kilka słów, wstawić na swoją tablicę na FB, blogu itp. Najprościej „crl + c”, „ctr + v”.

Po czwarte kpina z miłosierdzia. Internet aż kipi od zdjęć chorych, kalekich, umierających. Wielu dało się nabrać, przekazując jałmużnę oszustom. Inni mówią, przecież nie zaszkodzi. Jeśli chcemy pomóc prawdziwym potrzebującym, może warto dodać „znam osobście”. „Na prośbę mojej przyjaciółki, która zna sytuację”. Jednak prawdziwą kpiną z miłosierdzia jest „udostępnij to zdjęcie znajomym, facebook od każego udostępnienia przekaże 5 groszy”… Uwaga o „prawie jazdy na komputer zaczyna wtedy nabierać sensu.

Po piąte, „jeźdźcy Apokalipsy”. Są ludzie, którzy uważają, że siedząc przed komputerem, mając uruchomiony komunikator jest się znudzonym widzem i czeka się tylko na wiadomość na privie, gdzie będzie link do kazania, seria zdjęć z cytatami z Biblii, przestroga, że zaraz nastąpi koniec świata. Nie raz na jakiś czas. Regularnie, kilka razy dziennie, o różnych porach dnia i nocy. Pismo święte mówi, aby nastawać w porę i nie w porę, ale może warto pewne rzeczy udostępniać samemu, niż zaczepiać bliźnich, których na oczy nigdy się nie widziało? Nie będziesz brał imienia Pana Boga swego nadaremno… Tylko tyle i aż tyle…

Komputer i nowe technologie to temat rzeka, a Cyfrowy Kontynent wciąż czeka na missjonarzy z prawdziwego zdarzenia. Jeśli nie pomagamy, przynajmniej nie przeszkadzajmy, nie ośmieszajmy tego, co dla nas święte, i nie dajmy innym powodu do wyszydzenia.

Miłej nocy wszytskim, którzy dotrwali do końca.

Stąd jest najbliżej do nieba

Fot. - Taiga, Fotolia.com
Fot. – Taiga, Fotolia.com

Kilka lat temu taki właśnie tytuł nadałem jednej z publikacji, która opowiadała o najwyżej położonej wiosce w Polsce, a mianowicie Koniakowie. Do stron rodzinnych wraca się z sentymentem, i choć posługuję kapłańską pełnię dziś w archidiecezji lubelskiej, to od dwudziestu lat praktycznie nie miałem urlopu, żeby nie spędzić tam choć kilku tygodni. To w Koniakowie odprawiłem jedną z mszy św. prymicyjnych i w Koniakowie dzięki życzliwości Księdza Proboszcza wygłosiłem ostatnie rekolekcje wielkopostne, n.in. dotyczące grzechów cudzych.

To właśnie świadomość tego, że milczenie też jest rodzajem wypowiedzi, skłania mnie do napisania tych kilku prostych zdań. Słów poświęconych ludziom, od których tak wiele się nauczyłem i którym tak wiele zawdzięczam.

Choć Koniaków był zawsze bardzo bliski mojemu sercu, dziś bardziej niż kiedykolwiek czuję się mieszkańcem Koniakowa. Tak, dziś w sposób szczególny jestem z Koniakowa. W chwilach, kiedy poniewierana jest religijność ludzi, którzy także dla mnie niejednokrotnie stanowili wzór i przykład miłości Boga i bliźniego, milczenie o tej parafii, o chwilach spędzonych z jego duszpasterzami, o życzliwości i chrześcijańskiej miłości, byłoby zwyczajnym grzechem cudzym…

Nie spotkałem nigdy tak wzorowej drużyny ministrantów, tak oddanych Bogu i Kościołowi parafian, jak mieszkańcy tej górskiej miejscowości. Przez dwadzieścia lat moje urlopy przypadały głównie w czasie dyżuru Księdza Proboszcza. Zresztą wiele razy prosił mnie, by jeśli mam wybór, przyjeżdżać kiedy on jest na parafii, bo wtedy mogę mu pomóc. Kiedy czytam dziś medialne sensacje, najpierw ogarnia mnie pusty śmiech, a potem współczucie i trwoga.

Spędziłem tam wiele czasu, bywałem całymi godzinami na plebanii, rozmawiałem z niejednym wikariuszem i mieszkańcem Koniakowa. Nie spotkałem nigdy, i piszę to pełen świadomości, nigdy plączących się dzieci czy młodzieży po plebanii. Tym może nawet różnię się z Księdzem Proboszczem, że mój dom parafialny, jest otwarty. Zresztą wielu przestrzega mnie, że kiedyś to się dla mnie źle skończy, że ktoś może wytoczyć przeciw mnie najbardziej ohydne pomówienia, bo młodzież plącząca się po plebanii, to przecież doskonały pretekst do jakichkolwiek pomówień, ale jak się okazuje, nawet gdyby pozamykać drzwi na klucz, jak pokazuje przykład ostatnich dni, też można zostać zlinczowanym, bez procesu, bez prawa do obrony i nawet bez osobistego postawiania zarzutów przez rzekomą ofiarę…

Wiele razy nawet z młodzieżą bywałem w Koniakowie i nie ukrywałem, że nie przywiozłem ich na wycieczkę w góry, ale przywiozłem im pokazać wiarę prostą, jak Ojcze nasz i Zdrowaś Maryjo szeptane przez polskich górali, wiarę ofiarną, jak ostatni grosz, rzucany do puszki kenijskiemu Księdzu, który prosił o datki, aby w ubogiej Afryce zbudować dzieciom szkołę, duszpasterzy wrażliwych na potrzeby innych, jak Ksiądz Proboszcz, który potrafił oddać ks. Patrickowi z Kenii całą swoją pensję, a gdy ten wzbraniał się, powiedział do mnie: „przetłumacz mu, że to na bilet, bo oni mają trudniej niż my…”.

Są sprawy, które doczekają się sprawiedliwości dopiero na tamtym świecie, ale już tu, na ziemi wszyscy znamy na pewno świętych i grzeszników. Świeckich i duchownych. Przez owe dwadzieścia lat, mimo całych godzin rozmów, nie usłyszałem nawet jednej anegdoty o zabarwieniu erotycznym od Proboszcza z Koniakowa, nigdy ja, dorosły człowiek i ksiądz, więc można by powiedzieć „swój”, nie byłem namawiany do picia alkoholu. Pamiętam za to piękne wywody o muzyce, śląskich zwyczajach i świętach spędzanych na wzór rodzinnego domu. Takiego poznałem i takiego pamiętam Księdza Jerzego.

On sam na pewno ma wielu przeciwników, a pobożność śląskich górali niejednemu była i jest solą w oku. Owszem, wiele rozwiązań gospodarczych, duszpasterskich czy logistycznych  jakie stosował w Parafii, sam nigdy bym nie wprowadził, a nawet rzec by można, dziś sam jako proboszcz robię wiele rzeczy dokładnie odwrotnie. Zwyczajnie styl posługi, jakiej sam się oddaję i jaką mam we krwi, jest bardziej spod znaku zwykłych butów papieża Franciszka niż spod majestatu tiary dawnych papieży. Bóg to będzie sądził nie ja, i mam nadzieję że i mnie Bóg, a nie mass media kiedyś osądzą. Wiem, że tym głosem rzucam na szalę wszystko, na co pracowałem, i co jeszcze przede mną. Siła mediów jest porażająca. Ostatnimi czasy jej potęgi w pozytywnym znaczeniu doświadczyłem i ja i moja parafia. Wiem, że teraz tysiące „lajkujących” moje wpisy może zastąpić tysiące hejterów, kreując mnie na potwora, który ma czelność zabierać głos w sprawie, w której dla wielu już wszystko jest jasne i wiadome.

Zanim więc zostanie mi odebrane prawo do kilku prostych zdań, świadomie dokańczam mój wpis. W głowie kołaczą mi się słowa znanej piosenki, o latach słusznie minionych i kapłanie, którego kreowano na wroga proletariatu a jego msze nazywano seansami nienawiści…

Mieli się przecież nienawidzić

Mieć oczy zamknięte, niewiele wiedzieć

To megafony miały im mówić

Kogo kochać i z kogo szydzić

Mieli walczyć o kawałek chleba

I jak pomniki czekać, a świtem

Już cichym tłumem ruszyć do pracy

I strach ukoić wódki łykiem

 

Ref: Uciszcie tego księdza, wiecie, co macie robić

Uciszcie, uciszcie

 

Mieli w pochodzie iść ze sztandarami

Na znak do kamer się uśmiechać

Nowym korytem wytyczonym

Popłynąć szarą, równą rzeką

Miało tak przecież być do końca

Bez opium dla ludu i tej choroby

Jakichś nonsensów o wolności

Która im tylko mąci w głowie

 

Ref: Uciszcie tego księdza, wiecie, co macie robić

Uciszcie tego księdza, przecież wiecie, jak to się robi

Uciszcie tego księdza, wiecie, co macie robić

Uciszcie, uciszcie

 

Mieli się przecież nienawidzić

Mieć oczy zamknięte, niewiele wiedzieć

Jak to się stało, że kamienie

Mogły w modlitwę się zamienić …

 

Dziś kamienie pogardy kierowane pod adresem Koniakowian i naszego Proboszcza też muszą zamienić się w modlitwę. To jej najbardziej potrzebują mieszkańcy i Ksiądz Proboszcz. Choć rozum stawia i stawiał będzie parę prostych pytań. Chociażby o to, jaki związek ma wywołanie tego skandalu TERAZ z rozpoczętą parę dni temu ogólnopolską akcją zainicjowaną przez środowiska homoseksualistów pod hasłem „przekażcie sobie znak pokoju”, o której napisali Księża Biskupi, że katolik nie może się w nią angażować? Akcją, która stwarza poważne niebezpieczeństwo, że wierni ulegną dezorientacji co do nauki Kościoła na temat grzechu sodomskiego? Dlaczego rzekoma ofiara udziela wywiadu, a kto inny składa doniesienie do prokuratury na podstawie nie faktów, ale prasowych doniesień? Ilu z dziennikarzy szukających sensacji w Koniakowie wychodzi ze znanego w polskich mediach założenia, że „prawda została już ustalona i żadne fakty jej nie zmienią?”. Prawa do tych pytań, nikt nam nie odbierze…

W każdym razie, pozostając wierni Bogu i Kościołowi, zjednoczeni na modlitwie i dający świadectwo prawdzie, sprawimy z Bożą pomocą, że wciąż, mimo wysiłków wielu wrogów Kościoła, z Koniakowa wciąż będzie najbliżej do nieba…