Dzienne archiwum: 5 grudnia 2013

Wierzysz w duchy?

Fot. © HaywireMedia - Fotolia.com
Fot. © HaywireMedia – Fotolia.com

Pewna pani, wyjątkowo bojąca się „gości z zaświatów” zmuszona była co jakiś czas, celem skrócenia sobie drogi wracać z pracy do domu przez sam środek cmentarza. Starała się jednak zawsze przechodzić przez ów cmentarz razem z kimś, najlepiej z jakąś koleżanką. Pewnego razu jednak bardzo się jej spieszyło, a nie było nikogo, kto mógłby dotrzymać jej kroku. Stoi więc przed bramą, waha się, ale pośpiech okazuje silniejszy od strachu. Wchodzi i z mocno bijącym sercem, prawie biegiem mknie przez osnutą mrokiem nekropolię. Wtem wyłania się jej postać starszego pana, spacerującego sobie pomiędzy alejkami. Podbiega do niego i pyta, czy mógłby dotrzymać jej kroku w drodze do domu. Staruszek uśmiechnął się, chętnie wyraził zgodę i zaczął towarzyszyć kobiecie w jej nocnej przeprawie przez cmentarz. Kiedy tylko lekko ochłonęła, zaczęła dziękować przygodnemu nieznajomemu, dodając na koniec: „Wie Pan, bo ja się bardzo boję duchów”. Staruszek uśmiechnął się lekko, spojrzał na ową panią i skomentował krótko: „Hm, za życia ja też się bałem…” Z pozoru niegroźny żart omal nie przyprawił kobiety o zawał serca, ale cóż, różni ludzie mają różne poczucie humoru.

Tak się jednak składa, że ostatnimi czasy wielu moich rozmówców porusza temat życia po śmierci, duchów, zjaw i innych rzeczy z tym związanych. Co na ten temat mówi wiara katolicka?

Otóż trzeba rozróżnić wiarę w istnienie duszy nieśmiertelnej i życia po śmierci, od dziecięcej wiary w duchy, które postrzegane bywają jako postaci przebrane w prześcieradło ze świecą w ręce.

Kościół uczy, że człowiek jest jednością duszy i ciała. Redukowanie go tylko do ciała lub tylko do duszy nazywane jest błędem antropologicznym. Dusza nieśmiertelna stwarzana jest bezpośrednio przez Boga w momencie, gdy pojawia się (poczyna) nowy człowiek. Dusza nie jest czymś dziedziczonym  w DNA, nie jest jakimś organem, stanem umysłu czy częścią mózgu. Raz stworzona, nigdy nie umiera, po śmierci może egzystować samodzielne bez ciała zaznając już chwały nieba, czyśćcowego dorastania w miłości lub potępienia w piekle, lecz na końcu świata na nowo połączy się z ciałem, aby człowiek który będąc „jednością duszy i ciała” poszedł za Bogiem, w duszy i ciele przeżywał radość nieba, oraz, ten, który w duszy i ciele na zawsze odrzucił Boga, w duszy i ciele przyjął konsekwencję swego wolnego, ostatecznego wyboru.

No dobrze, ale co z tymi zjawami, spotkaniami z bliskimi, którzy już umarli, wywoływaniem duchów itp.?

Zacznę od tego ostatniego. Jest ono z całą surowością potępione przez Pismo Święte. Łamanie tego zakazu może spowodować przykre konsekwencje. Zamiast przywoływanej duszy, chętnie zjawi się demon, który naopowiada nam tyle bzdur, że może to w zupełności wystarczyć do zniszczenia sobie życia. Doczesnego i wiecznego. Poza tym, wszelka ingerencja w spokój tych, którzy są już po tej drugiej stronie życia, traktowana jest, jako próba panowania nad czasem i światem, będącym w wyłącznym władaniu Boga. Powiedzą niektórzy, gdybyśmy jednak zobaczyli, porozmawiali, na pewno byśmy uwierzyli. Czyżby? Jezus Chrystus jest tym, który „był umarły a ożył”. Jest Tym, który „ma klucze śmierci i Otchłani”, a mimo to jest tylu ludzi, którzy mu nie wierzą. Sam Jezus w przypowieści o Bogaczu i Łazarzu mówi: „mają Mojżesza i Proroków. Niech ich słuchają. Jeśli ich nie słuchają, to choćby kto z umarłych do nich poszedł, nie uwierzą.” Inny zaś piękny biblijny tekst opisuje Króla Dawida, który pości i umartwia się, chcąc wybłagać u Boga darowanie życia swemu synowi. Kiedy jednak dziecko umiera wstaje, przywdziewa królewskie szaty i żąda posiłku. Na pytanie sług co znaczy jego postępowanie odpowiada:  „Dopóki dziecko żyło, pościłem i płakałem, gdyż mówiłem sobie: „Kto wie, może Pan nade mną się ulituje i dziecko będzie żyło?” Tymczasem umarło. Po cóż mam pościć? Czyż zdołam je wskrzesić? Ja pójdę do niego, ale ono do mnie nie wróci”. (2Sm 12,22-23). Co więc z opowieściami o ukazujących się zmarłych, proroczych snach i upomnieniach płynących z „tamtego świata”?

Wynika z tego, że nie mamy ani prawa ani możliwości aby kontaktować się z tymi, których kocahliśmy, a nie ma ich już pośród nas, poza jednym wyjątkiem. Prawda wiary o świętych obcowaniu mówi nam że „Wierzymy we wspólnotę wszystkich wiernych chrześcijan, a mianowicie tych, którzy pielgrzymują na ziemi, zmarłych, którzy jeszcze oczyszczają się, oraz tych, którzy cieszą się już szczęściem nieba, i że wszyscy łączą się w jeden Kościół; wierzymy również, że w tej wspólnocie mamy zwróconą ku sobie miłość miłosiernego Boga i Jego świętych, którzy zawsze są gotowi na słuchanie naszych próśb”. (KKK 962)

Dlatego też nasza tęsknota za bliskimi, ich brak, sytuacje, które nam ich przypominają winny skłaniać nas do ofiarowania za nich modlitwy, drobnych umartwień i aktów miłosierdzia. Oprócz tego, korzystajmy ze wstawiennictwa świętych, ofiarujmy chętnie modlitwę za dusze czyśćcowe, nigdy zaś nie ulegnijmy pokusie sięgnięcia do magii, okultyzmu czy spirytyzmu.

Poza tym warto pamiętać, że Bóg mam nieograniczoną moc. Może pozwolić na taką „interwencję” z „Tamtego Świata”, ale z całą pewnością nie po to, aby straszyć nielubianego sąsiada, czy młodszą siostrę. Nasza tęsknota za zmarłymi często skłania nas do wypatrywania takich znaków. Skłonni jesteśmy wówczas jeszcze bardziej aby rzeczom lub zjawiskom niewyjaśnionym nadać własną interpretację. Pamiętając o nich w modlitwie, warto pamiętać także o tym, co mówi Pismo Święte: „Tylko do chwili pogrzebu niechaj trwa smutek, bo życie udręczone – przekleństwem dla serca. Nie oddawaj smutkowi swego serca, odsuń go, pomnąc na swój koniec. Nie zapominaj, że nie ma on powrotu, tamtemu nie pomożesz, a sobie zaszkodzisz. „Pamiętaj o moim losie, który będzie też twoim: mnie wczoraj, tobie dzisiaj”.  Syr 38,19-22