Dzienne archiwum: 9 grudnia 2013

Nie zdejmę krzyża z mojej ściany!

Fot. © marsil
Fot. © marsil

„Nie zdejmę Krzyża z mojej ściany
Za żadne skarby świata,
Bo na nim Jezus ukochany
Grzeszników z niebem brata.”

Właśnie wróciłem po całym dniu katechezy w obu szkołach. Przeglądam internetowe newsy z Polski i świata. Kolejna walka o krzyż. Tym razem w Sejmie. Miejscu, gdzie z woli i w imię Narodu, 560 deputowanych „W trosce o byt i przyszłość naszej Ojczyzny, odzyskawszy w 1989 roku możliwość suwerennego i demokratycznego stanowienia o Jej losie,(…) zarówno wierzący w Boga będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna, jak i nie podzielający tej wiary, a te uniwersalne wartości wywodzący z innych źródeł, równi w prawach i w powinnościach wobec dobra wspólnego – Polski, wdzięczni naszym przodkom za ich pracę, za walkę o niepodległość okupioną ogromnymi ofiarami, za kulturę zakorzenioną w chrześcijańskim dziedzictwie Narodu i ogólnoludzkich wartościach” (cyt. Preambuła Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej) ma tworzyć prawo, „nawiązując do najlepszych tradycji Pierwszej i Drugiej Rzeczypospolitej, zobowiązani, by przekazać przyszłym pokoleniom wszystko, co cenne z ponad tysiącletniego dorobku, złączeni więzami wspólnoty z naszymi rodakami rozsianymi po świecie, świadomi potrzeby współpracy ze wszystkimi krajami dla dobra Rodziny Ludzkiej, pomni gorzkich doświadczeń z czasów, gdy podstawowe wolności i prawa człowieka były w naszej Ojczyźnie łamane, pragnąc na zawsze zagwarantować prawa obywatelskie, a działaniu instytucji publicznych zapewnić rzetelność i sprawność, w poczuciu odpowiedzialności przed Bogiem lub przed własnym sumieniem”.

Walka o krzyż mojemu pokoleniu oraz starszym kojarzy się jednoznacznie z czasami słusznie minionymi. Przypomina o latach, kiedy nadzieja była towarem deficytowym i to właśnie obecność krzyża miała dodawać wiary w to, że kiedyś nadejdzie wolnoć, że kto „U Chrystusa jest na ordynansach” może liczyć na siłę, która stawi czoła nawet „wojskom latającym”.

Wchodzę do edycji bloga. Przeglądam raz jeszcze dzisiejsze katechezy, zanim je opiszę i umieszczę w Sieci. Wracam też do listów, jakie ostatnio otrzymałem drogą e mailową. Stają mi przed oczami ludzie, których nigdy nie spotkałem, a którzy podzielili się ze mną swoimi problemami i refleksjami. Próbuję sobie wyobrazić Bartosza o wielkim młodzieńczym sercu, pragnącego podzielić się skarbem wiary z innymi czytelnikami bloga, próbuję wyobrazić sobie poranioną Paulinę, poszukującą w swoim młodym, niezwykle trudnym życiu Boga, która miałaby wszelkie powody, by nie ufać księdzu, a jednak pod osłoną nocy, jak Nikodem, pisze do mnie swojego e maila, choć dla ludzi tak skrzywdzonych jak ona, zaufanie drugiemu człowiekowi przychodzić musi z największym trudem. Raz jeszcze sięgam do listu od Damiana, tęskniącego za lepszym, bardziej ludzkim światem i nie mogę się uwolnić od myśli, że takich ludzi są przecież setki, a może tysiące i miliony.

Ludzie, szukający Boga, niekiedy po omacku, zranieni prze innych, wykorzystani i do granic możliwości skopani przez życie. Dźwigający swe życiowe krzyże, pod którymi po wielokroć upadają. Szukają wysłuchania, być może rady a czasem pomocy. Po wielokroć przychodzą pod krzyż Jezusa Chrystusa w geście rozpaczy i ostatniej nadziei. Zabrać krzyż spośród ludzi, to odebrać nadzieję. Bo krzyża nie da się przecież wyrwać z natury człowieka, gdyż ludzkie ciało ma właśnie kształt krzyża! Wyrzucając krzyż z parlamentów szkół i urzędów nie zdejmuje się krzyży z ramion współczesnego człowieka. Sprawia się jedynie, że krzyż dźwigany przez ludzi, zostaje oddzielony od Jezusa Chrystusa – jedynego, który pokazuje jak będąc ukrzyżowanym, powrócić do życia.

Dlatego też,

„Nie zdejmę Krzyża z mojej duszy,
Nie wyrwę go z sumienia,
Bo Krzyż szatana wniwecz kruszy,
Bo Krzyż to znak zbawienia.”

Polecany wpis:

„Polsko, to nie Twoja droga”